M. Wiktorowicz: Developres ma przed sobą fajną przyszłość

- Jestem spokojny, ale do czasu (śmiech). Potrafię wybuchnąć. Nie robię jednak rzutów jak niektórzy włoscy trenerzy (śmiech) - mówi Mariusz Wiktorowicz, nowy trener Developresu SkyRes Rzeszów.

Chcesz wiedzieć wszystko o Developresie Rzeszów? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Mariusz Wiktorowicz w czwartek podpisał kontrakt z drużyną Developresu SkyRes Rzeszów. 40-letni szkoleniowiec zastąpił Marcina Wojtowicza, który po ostatnim, sobotnim meczu z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski (1:3) złożył rezygnację z prowadzenia zespołu.

Umowa ma obowiązywać do końca przyszłego roku. Trwające rozgrywki mają być poniekąd materiałem do analizy przed przyszłym sezonem. Za Wiktorowiczem pierwszy trening z rzeszowskim zespołem. W niedzielę szkoleniowca czeka debiut. Developres zmierzy się z BKS-em Aluprofem Bielsko-Biała. Z tą drużyną Wiktorowicz jak dotąd osiągnął najwięcej. W sezonie 2009/2010 poprowadził BKS do mistrzostwa Polski.

Rozmowa z Mariuszem Wiktorowiczem

Tomasz Błażejowski: Długo trwały negocjacje z rzeszowskim klubem?

Mariusz Wiktorowicz (trener Developresu SkyRes Rzeszów): Trzy dni. Można powiedzieć krótko, ale intensywnie. Jedna i druga strona miała podobną wizję współpracy, więc szybko i konkretnie się dogadaliśmy. Cieszę się, że mogę pracować w Rzeszowie. Ten zespół ma duże możliwości. To młoda drużyna, która ma przed sobą fajną przyszłość.

Podpisał pan kontrakt do końca przyszłego sezonu. Te rozgrywki poświęci pan na analizę gry drużyny pod kątem kolejnych rozgrywek?

- I tak, i nie. Ten sezon dla beniaminka jest bardzo trudny. Potrzeba cierpliwości i pracy. Będziemy ciężko pracować, tak aby prezentować się jak najlepiej. Na pewno będzie to dobry materiał do analizy na kolejny sezon. Część dziewczyn ma podpisane kontrakty, niektórym się one kończą, ale tym będziemy się zajmować później. Od momentu kiedy zostałem trenerem Developresu, mam białą kartkę do zapisania i dziewczyny również.

Trzy spotkania zostały do końca rundy zasadniczej. Później walka o miejsca. Jaki jest plan na końcówkę tego sezonu?

- Zespół musi w tych ostatnich meczach pokazać maksimum swoich możliwości. Widać po drużynie, że ma ona charakter. To dobrze. W ostatnich trzech meczach rundy zasadniczej postaramy się wygrać to, co jest do wygrania. Chcemy powalczyć o jak najwyższe miejsce i to będzie nasz cel w tym sezonie. Taką też mam umowę z klubem.

Podpisując kontrakt z Developresem, zapewne znał pan sytuację w tej drużynie. Obserwował pan spotkania w Orlen Lidze. Czego brakuje tej młodej drużynie?

- Młodość ma swoje plusy i minusy. Widać, że dziewczyny będą zostawiały serducho na boisku. Czy to będzie mocny przeciwnik, czy słabszy, to zawsze będzie gra na maksa. Tak, aby po meczu stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie - zrobiłem wszystko, żeby wygrać. Wiem, że ten zespół ma gorącą głowę i trzeba nad tym zapanować. Siatkówka jest grą błędów, kto mniej ich zrobi, temu łatwiej wygrywać. Analizując statystyki przed przyjazdem do Rzeszowa, to błędów własnych zespół robił sporo. Nad tym będziemy pracować.

Pierwszy trening za panem. Widać było dużą koncentrację z obu stron i spokój. Podczas ligowych spotkań też jest pan taki spokojny?

- Jestem spokojny, ale do czasu (śmiech). Potrafię wybuchnąć. Jak byłem zawodnikiem, to najczęściej byłem kapitanem zespołu. Na boisku lubiłem dużo pozytywnej energii. To samo tutaj, nie jestem trenerem, który biernie stoi i obserwuje, ale stara się aktywnie zachowywać przy linii. Nie robię jednak rzutów jak niektórzy włoscy trenerzy (śmiech), ale gram z zespołem.

To chyba dobre, bo jak pan wspomniał, zespół ma charakter, jest waleczny.

- Tak, wtedy inaczej się trenuje, gra. Do tego będziemy dążyć. Czy jest trudny moment, czy gramy z wysoką przewagą, to cały czas trzeba grać z maksymalną koncentracją i zaangażowaniem. Głowy muszą być podniesione do góry, bo nie wolno dać przeciwnikowi pokazać, że się już przegrało mecz. Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.

Wraca pan do Rzeszowa po 15 latach. Przez rok jako zawodnik występował pan w mPunkcie Rzeszów. Był moment, by przypomnieć sobie te czasy?

- Oczywiście. Mieliśmy wtedy ciekawy zespół. Bardzo dobrze wspominam okres spędzony w Rzeszowie. Poznałem ciekawych ludzi. Jak choćby Andrzeja Kowala, który jest trenerem Asseco Resovii. Przychodził tutaj grać z Górnika Radlin. Przytrafiła mu się jednak kontuzja i musiał zakończyć karierę. Znam też dobrze Marcina Ogonowskiego, drugiego trenera rzeszowskiego zespołu, z którym grałem w Avii Świdnik. Na pewno będzie fajnie się tutaj uzupełniać i rozmawiać na tematy szkoleniowe. Z czego będę chciał na pewno skorzystać.

Debiut już w niedzielę. Developres zagra z BKS-em Bielsko-Biała. Zespołem, z którym zdobywał pan największe jak na razie sukcesy.

- Fajnie się złożyło, że zagramy z Bielskiem. W tym zespole jest kilka zawodniczek, z którymi zdobywałem mistrzostwo Polski. Będzie okazja się spotkać, ale jeśli chodzi o samo spotkanie, to zrobimy wszystko, by wygrać. Bielsko-Biała to był fajny i owocny okres. Mistrzostwo Polski w 2010 r., później brązowy medal. Fajnie się do tego wraca, ale ja jestem też taką osobą, trenerem, który nie lubi żyć aż tak bardzo wspomnieniami. Zawsze patrzę do przodu i optymistycznie podchodzę do pracy i życia. To, co już osiągnąłem, mam w domu na półce poukładane. Teraz są nowe wyzwania. Chcę wykonać jak najlepszą pracę z zespołem Developresu.



Więcej o: