Developres Rzeszów: "Bo warto mieć marzenia"

W dwa lata stworzyć klub i wejść do ekstraklasy. Niemożliwe? Developres Rzeszów udowodnił, że niemożliwe nie istnieje - pisze Marcin Lew, "Gazeta Wyborcza"

Chcesz wiedzieć wszystko o Developresie Rzeszów? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Gdy w styczniu 2012 r. pisałem o pomyśle kilku osób, by stworzyć w Rzeszowie żeńską drużynę na miarę ekstraklasy, nie wierzyłem - przyznaję się bez bicia - że pomysł ten uda się zrealizować. Nie wierzyłem, że będzie na to trzeba tylko nieco ponad dwóch lat. Ale podobno gdy właściwi ludzie znajdą się na właściwych miejscach, nie ma rzeczy niemożliwych.

Dziś z ogromną radością mogę posypać głowę popiołem, bo oto 14 maja Developres Rzeszów zapewnił sobie grę w OrlenLidze, a to oznacza, że nasze miasto będzie miało dwie drużyny w siatkarskiej elicie. Gratuluję!

Gratuluję nie tylko ekstraklasy, ale też stylu, w jakim tego Developres dokonał. Nie kupił miejsca ani w I lidze, ani teraz w OrlenLidze. Zgoda, wykorzystał powiększenie najwyższej klasy rozgrywkowej, ale jeśli pojawia się szansa, to grzechem byłoby z niej nie skorzystać. I tak oto beniaminek I ligi, budowany na spokojne utrzymanie, awansował dalej. Marzenia, choć początkowo były bardziej odległe w czasie, spełniły się.

"Siatkówka jest bardzo popularnym sportem. W Rzeszowie na znakomitym poziomie jest męska, dlaczego więc nie stworzyć podobnego zespołu żeńskiego?" - mówił mi przed dwoma laty Ryszard Walas, prezes firmy deweloperskiej DevelopRes, głównego sponsora.

Prezes Walas trafił na odpowiednich ludzi z Wiesławem Koziełem na czele, który został wiceprezesem klubu. Sam w firmie miał z kolei innego oddanego siatkówce człowieka, byłego pierwszoligowego siatkarza Rafała Mardonia, który z kolei został prezesem. Ten tandem krok po kroku budował klub. Developres zajął w II lidze miejsce Patrii Sędziszów Młp., a później rozpoczęła się droga na szczyt. Nie zawsze usłana różami, bo faworyci nigdy nie mają łatwo. Tym bardziej gdy podejmują odważne decyzje, często sporo ryzykując.



Po awansie do I ligi zwolniono przecież trenera Tomasza Kamudę, a w jego miejsce przyszedł Marcin Wojtowicz. Choć wielu pukało się w czoło, były szkoleniowiec Wisły Kraków wraz z zespołem dał Rzeszowowi OrlenLigę. Miał zbudować zespół na utrzymanie, ale już po pierwszej rundzie widać było, że stać go na wiele, choć gwiazd w nim nie było widać.

W Developresie nie tworzono kominów płacowych, nie ściągano gwiazd. Postawiono na młody skład, w którym każda z siatkarek była na początku swojej drogi zawodowej. Niektóre nie grały nigdy wyżej niż w II lidze. Dla wszystkich awans do OrlenLigi jest życiowym sukcesem. I niemal pewne jest już, że na ekstraklasowych parkietach dadzą z siebie wszystko w każdej z akcji.

Dziś wszyscy tańczą z radości, ale prawdziwe wyzwanie dopiero się zaczyna. Dla dziewczyn, trenera, działaczy. Klub, który funkcjonuje dopiero dwa lata, teraz dostanie kilka miesięcy na stworzenie spółki akcyjnej, bo takie są wymogi ligi zawodowej. Jedne z wielu.

Siatkarki Developresu czeka też przeprowadzka ze szkolnej hali przy IV LO w Rzeszowie na Podpromie, które będą dzielić z siatkarzami Asseco Resovii. W Rzeszowie tylko ta hala spełni bowiem ligowe wymogi. Ale to nie problem. Asseco Resovia z chęcią podzieli się halą, a dzięki temu, że będą z niej korzystać dwie drużyny, rzadziej może będzie ten obiekt wyłączony dla sportu. Rzadziej dominować będą tam targi czy wystawy kanarków.

Tyle tylko że gra i treningi na Podpromiu to spore wyzwanie finansowe. Siatkarze za mecz płacą ok. 6 tys. zł, za trening niecały 1 tys. zł. A siatkarki Developresu na 2014 r. od miasta dostały dofinansowanie w wysokości 65 tys. zł! Wystarczy więc na jakieś dwa miesiące gry i treningów. Co dalej?

Miasto ma szczęście, że w siatkówkę inwestują prywatni sponsorzy, jak Adam Góral w Asseco Resovię czy Ryszard Walas w Developres. Bez większego wysiłku Rzeszów ma dobre promocyjne produkty. Teraz jednak miasto musi pomóc, musi znaleźć dodatkowe pieniądze, by nie zmarnować wysiłku tylu osób zaangażowanych w projekt kobiecej siatkówki w mieście. Bo chyba nikt nie wyobraża sobie, by klub promujący miasto miał dokładać choćby złotówkę do tego, by móc grać i trenować w miejskiej hali.

Siatkarki za kilka dni zapewne odbiorą gratulacje za awans od władz miasta, a działacze - mam nadzieję - dodatkowe pieniądze na kolejny sezon. Wiem i wierzę w to, że ekstraklasa zostanie potraktowana dużo lepiej niż choćby piłkarze grający w trzeciej czy czwartej klasie rozgrywkowej.