Sport.pl

Pech żużlowców PGE Stali Rzeszów. A sytuacja coraz trudniejsza

Osiem meczów i zaledwie cztery punkty na koncie. Tak przedstawia się sytuacja PGE Stali Rzeszów w żużlowej PGE Ekstralidze. Co gorsza, dwóch z kluczowych żużlowców ekipy trenera Janusza Ślączki jest kontuzjowanych

Chcesz wiedzieć wszystko o PGE Stali. Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Rzeszowianie mają za sobą osiem rozegranych spotkań, z czego tylko trzy odbyły się na ich torze. To może być ważne w kontekście walki o utrzymanie w Ekstralidze, bo u siebie PGE Stal jeździ dużo lepiej. Przegrała tylko z Fogo Unią Leszno, liderem rozgrywek. I w Lesznie pojedzie najbliższy mecz, na szczęście dopiero 19 lipca. Przerwa się przyda, bo skład rzeszowian wygląda dziś kiepsko.

W sobotę w Rydze wstrząśnienia mózgu doznał Duńczyk Peter Kildemand, jeden z liderów zespołu. Nie pojechał więc we Wrocławiu, gdzie rzeszowska drużyna walczyła z Betard Spartą. Stawką był bonus za lepszy bilans w dwumeczu, ale bez Kildemanda nie udało się go obronić. Co gorsza w szpitalu wylądował też jego rodak, Kenni Larsen, który upadł w trakcie jednego z biegów, a wcześniej znakomicie punktował. - Szkoda tego bonusa, ale także wcześniejszych punktów, które mogliśmy zdobyć. Gdyby nie pech, to pewnie walczylibyśmy we Wrocławiu może nawet o trzy punkty, a tak to wracamy bez żadnego - mówi Andrzej Łabudzki, prezes PGE Stali.

Po kontuzji Kildemanda w sobotę w Rydze wydawało się, że zastąpi go Szwed Peter Ljung. Ten jednak nie dotarł do Wrocławia, a za Duńczyka pojechał Mirosław Jabłoński, który tak samo jak Kildemand i Ljung w sobotę startował na Łotwie. Jeszcze przed meczem pojawiły się spekulacje, że Szwed nie chciał jechać ze Spartą. - Nic nie wiem na ten temat, by miał odmówić startu - rzuca krótko Łabudzki. Jabłoński natomiast wciąż odczuwa skutki urazu, który jeszcze niedawno wyłączył go z jazdy. - Wszystko jest dobrze, dopóki nie przyjdą kontuzje. Tak jest u nas i w Zielonej Górze, tak było ostatnio choćby w Unii Tarnów - wylicza Łabudzki, który czeka z niecierpliwością na ostateczną diagnozę, ile przerwy czeka Larsena. - Poczekajmy kilka dni, Kenni musi przejść wszystkie potrzebne badania i wtedy okaże się, co mu dokładnie jest i jak długo potrwa przerwa. Bo może się okazać, że np. za dwa tygodnie wsiądzie na motor i będzie się ścigał - dodaje prezes PGE Stali.

Rzeszowianie teraz będą skupiać się na treningu i czekać na koniec lipca, gdzie pojadą trzy ważne mecze. 19 lipca w Lesznie na punkty nie ma co liczyć, ale trzy kolejne pojedynki na własnym torze trzeba wygrać. 22 lipca PGE Stal podejmie SPAR Falubaz Zielona Góra, 26 lipca KS Toruń, a 9 sierpnia MRGARDEN GKM Grudziądz. I ten pojedynek zadecyduje zapewne o tym, która z tych drużyn zajmie ostatnią pozycję w tabeli i pożegna się z PGE Ekstraligą.

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że zespół z Rzeszowa sięgnie po jakiś transfer. Teraz jednak sprawy nie ma. - Raczej nie ma co liczyć na wzmocnienia. Będziemy starali się jak najwięcej potrenować u siebie i jak najlepiej dopasować się do toru. Przed nami jeszcze sporo jazdy i jest gdzie zdobywać punkty - kończy prezes Łabudzki.



Więcej o: