Andrzej Łabudzki, prezes Speedway Stal Rzeszów SA: Interesuje nas walka o najwyższe cele

- Jestem przekonany, że ta drużyna będzie walczyć o jak najlepszy wynik - mówi prezes Speedway Stali Rzeszów S.A., Andrzej Łabudzki, który we wtorek wraz z trenerem Januszem Ślączką zaprezentował skład PGE Stali Rzeszów na sezon 2015.

Chcesz wiedzieć wszystko o PGE Stali. Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Jeszcze niedawno wydawało się, że Andrzej Łabudzki mimo najszczerszych chęci nie zdoła uratować ekstraligi dla Rzeszowa. Jednak prezes dokonał niemożliwego i PGE Stal wystartuje w najwyższej klasie rozgrywkowej. Co więcej, skład rzeszowskiej drużyny przedstawia się lepiej niż można się było spodziewać.

Rozmowa z Andrzejem Łabudzkim:

Michał Czajka: Panie prezesie, można powiedzieć, że już odniósł pan wielki sukces, bo PGE Stal Rzeszów pojedzie w Enea Ekstralidze.

Andrzej Łabudzki, prezes Speedway Stal Rzeszów SA: Rzeczywiście, tak jak pan powiedział, to jest wielki sukces i jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwy. Dodatkowo udało nam się zbudować bardzo dobry skład, o którym pewnie jeszcze niedawno nawet nikt nie marzył. Jestem przekonany, że ta drużyna będzie walczyć o jak najlepszy wynik i chcemy sprawić w sezonie wiele miłych niespodzianek. Interesuje nas walka o najwyższe cele.

Wszyscy pamiętamy te nerwowe chwile, gdy nie wiadomo było, jaka będzie przyszłość rzeszowskiej drużyny. Czy pan miał chwile zwątpienia, że uda się doprowadzić do happy endu?

- Prawdę mówiąc, to w ogóle takie sytuacje nie miały miejsca, bo nie miałem na to czasu (śmiech). Wszystko działo się tak szybko, biegałem z jednego miejsca w drugie, ale cały czas wierzyłem, że wszystko uda się pomyślnie załatwić.

W PGE Stali pojedzie Mistrz Świata, Amerykanin Greg Hancock. Czy to właśnie jego najtrudniej było przekonać do startów w rzeszowskiej drużynie?

- Rzeczywiście łatwo nie było i te negocjacje trochę trwały. Jednak trudno mi powiedzieć czy były to najtrudniejsze rozmowy. Z Peterem Kildemandem też nie tak znowu szybko doszliśmy do porozumienia. Obaj byli bardzo zainteresowani tym, jakie są nasze cele w lidze, czyli o co drużyna będzie walczyła. Nie chcieli być częścią teamu, który chce tylko bronić się przed spadkiem.

W niektórych mediach pojawiały się informacje, że Greg Hancock po prostu wysyła swoje oferty do klubów i czeka na dalszy rozwój wypadków. Czy tak właśnie było? On pierwszy do was przyszedł?

- Nie, nie. Bardzo chcieliśmy mieć takiego zawodnika jak Greg Hancock w naszym zespole i to my pierwsi się z nim skontaktowaliśmy. Tak jak wspomniałem wcześniej Greg od razu zaczął wypytywać co to będzie za zespół i o co będziemy walczyć. Spodobała mu się nasza koncepcja i chciał być częścią rzeszowskiej drużyny co nas bardzo cieszy.

Jak na razie mamy tylko dwóch krajowych seniorów, bo Łukasz Sówka mimo ważnego kontraktu nie podpisał jeszcze aneksu finansowego. Czy jeśli Sówka nie zdecyduje się na starty w Rzeszowie planuje pan zakontraktować jeszcze jednego polskiego seniora?

- Tak, uważam, że będzie to konieczne, bo dwóch to jednak zdecydowanie za mało na ekstraligę. Wystarczy jakiś drobny uraz w warsztacie czy nawet w domu i drużyna zostaje bez seniora. Nie można tyle ryzykować.

Przy okazji więc zapytam, dlaczego Łukasz Sówka jeszcze nie zdecydował się na podpisanie aneksu?

- Łukasz bardzo chciałby startować w jak największej liczbie meczów, a wiadomo, że w Rzeszowie będzie trzech polskich seniorów co oczywiście oznacza, że jeden z nich będzie musiał czasem usiąść na ławie. Zobaczymy jeszcze jak zakończy się ta sprawa i czy uda się go przekonać do pozostania.

Jak już mówiliśmy za nami bardzo gorący okres w rzeszowskim żużlu. Przez całą tę sytuację troszkę opóźniły się rozmowy z zawodnikami, którzy mogliby startować w Rzeszowie w sezonie 2015. Czy żałuje pan szczególnie któregoś zawodnika?

- Nie jest tajemnicą, że Grigorij Łaguta był blisko naszego klubu, bo nawet mieliśmy go na Nazimku i mogło się to całkiem fajnie skończyć. Niestety mówiliśmy już co się u nas stało i Grigorij nie chciał po prostu czekać na rozwój wydarzeń. Niemniej wydaje mi się, że mamy naprawdę bardzo ciekawy zespół.

Trochę niespodziewanie do drużyny dołączył Hans Andersen. To taki transfer na wszelki wypadek?

- Nie, nie. Osobiście naprawdę wierzę w Andersena. Ten zawodnik nieraz już pokazał, jaki drzemie w nim potencjał i jego stać na wygrywanie z każdym. Ostatnie sezony miał rzeczywiście słabsze, ale teraz, jak nas zapewnia, robi wszystko, by odbudować swoją pozycję w polskiej lidze. Uważam, że jest to zawodnik trochę niedoceniany i wierzę, że właśnie w Rzeszowie przekona wszystkich o swojej wartości.

Na konferencji prasowej powiedział pan, że budżet zespołu nie jest taki jak niektórych klubów z ekstraligi, ale minimum spełniacie. Minimum to cztery miliony, o niektórych mówi się, że mają budżet rzędu nawet dziesięciu milionów. Bliżej wam do tych dziesięciu czy czterech?

- (Śmiech) Proszę wybaczyć, ale nie chciałbym zdradzać takich informacji. Na pewno mogę uspokoić, że pieniędzy nam nie zabraknie i nadal będziemy klubem stabilnym. Jest to zresztą jeszcze sytuacja rozwojowa, bo cały czas jeszcze rozmawiamy i namawiamy kolejne osoby i firmy.