Sport.pl

Peter Kildemand, nowy zawodnik PGE Stali Rzeszów: Od razu dostałem konkrety

- Jestem bardzo zadowolony, że jestem w Rzeszowie - mówi Peter Kildemand, którym interesowały się wszystkie kluby Enea Ekstraligi, ale ostatecznie trafił on do zespołu z Hetmańskiej.

Chcesz wiedzieć wszystko o PGE Stali. Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Duńczyk Peter Kildemand w minionym sezonie był objawieniem rozgrywek Enea Ekstraligi. W debiutanckim sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej uzyskał średnią 1,822. Bardzo dobrze prezentował się również na arenie międzynarodowej. W cyklu Speedway European Championships, czyli mistrzostwach Europy, wywalczył srebrny medal. Niedawno podpisał roczny kontrakt z PGE Stalą Rzeszów, beniaminkiem, który we wtorek ogłosił skład drużyny na sezon 2015.

Rozmowa z Peterem Kildemandem

Michał Czajka: Peter, dość długo trwało, zanim kibice dowiedzieli się, w jakim klubie będziesz jeździ w polskiej ekstralidze. Dlaczego?

Peter Kildemand, zawodnik PGE Stali: Miałem się nad czym zastanawiać (śmiech). Rzeczywiście nie chciałem za szybko się decydować, bo to są bardzo ważne decyzje i nie chciałem pochopnie niczego podpisywać. Nie chciałbym już wracać do poprzedniego sezonu, ale wiadomo, jak było w Częstochowie. Dlatego bardzo dokładnie analizowałem każdą ofertę i właściwie już na samym końcu wybierałem między dwoma klubami. Postawiłem na Rzeszów.

Zapytam więc krótko - dlaczego?

- Nasze rozmowy przebiegały w bardzo miłej atmosferze i od razu dostałem konkrety, których oczekiwałem. To mnie przekonało i zdecydowałem się właśnie na Rzeszów. Właściwie to po dostaniu pierwszego telefonu z Rzeszowa z ofertą startów minęły może trzy dni i już wiedziałem, że to na pewno będzie to. Jestem bardzo zadowolony, że jestem w Rzeszowie.

Jeśli się nie mylę, to jednak na rzeszowskim torze chyba nie miałeś jeszcze okazji startować?

- Niestety, muszę przyznać ci rację (śmiech). Rzeczywiście w Rzeszowie nigdy nie startowałem, ale jeszcze przed podjęciem decyzji pytałem znajomych o ten tor i każdy wypowiadał się o nim w samych superlatywach. Wiem, że jest to duży tor, na którym można naprawdę fajnie się ścigać, a to mi bardzo odpowiada. Czekam z niecierpliwością na pierwsze moje próby na rzeszowskim torze.

W Rzeszowie trenerem jest Janusz Ślączka, którego znasz jeszcze z czasów, gdy jeździłeś w Orle Łódź. Jego też radziłeś się, jeśli chodzi o rzeszowski klub?

- Tak, znamy się z Januszem jeszcze z Łodzi. To naprawdę fajny facet i bardzo dobrze zna się na swojej robocie. Cieszę się, że znowu będziemy mieli razem współpracować. Masz rację, sporo rozmawiałem z nim o rzeszowskim klubie, a także tamtejszym torze i Janusz potwierdził, że dla mnie będzie on z pewnością bardzo dobry.

Po wspaniałym sezonie 2014 na brak ofert z pewnością nie narzekałeś.

- Masz rację (śmiech). Jeszcze mi się to w życiu nie zdarzyło, ale naprawdę było bardzo miłe. W sumie każdy klub polskiej ekstraligi się do mnie odzywał z jakimiś tam zapytaniami. Oczywiście jedne były luźniejsze, a inne trochę bardziej konkretne.

Bardzo dobrze zaprezentowałeś się na mistrzostwach Europy, bo przecież wywalczyłeś srebrny medal. Jesteś rozczarowany, że nie dostałeś dzikiej karty na starty w Grand Prix?

- Zaraz gdy stało się jasne, że nie dostanę dzikiej karty, to rzeczywiście było mi przykro, bo wydaje mi się, że zaprezentowałem się nieźle w minionym sezonie. Jednak z drugiej strony w Grand Prix Challenge mi nie poszło, więc sam sobie miejsca nie wywalczyłem. Postaram się zrobić to w tym sezonie, żeby nikt mi w tym nie musiał pomagać.

Po takich wynikach, jakie osiągałeś w minionym sezonie, wszyscy w Rzeszowie liczą, że będziesz jednym z liderów. Nie przeszkadza ci taka rola?

- Wiem, że kibice sporo będą ode mnie wymagać, bo w Częstochowie jeździłem całkiem nieźle. Ja jednak także dużo od siebie wymagam, więc nie martwię się tym, że kibice chcą widzieć we mnie lidera. Zresztą klub, zatrudniając mnie, też wymaga ode mnie dobrych wyników i jestem tego świadomy.



Więcej o: