Sport.pl

Prezes PGE Marmy: Na konkrety musimy spokojnie poczekać

- Plotki będą się pojawiać, ale zostawmy je na boku. Jeszcze miesiąc i powinniśmy coś wiedzieć odnośnie przyszłego sezonu - mówi Andrzej Łabudzki, prezes PGE Marmy Rzeszów, która po roku nieobecności w Enea Ekstralidze wywalczyła awans do niej.

Chcesz wiedzieć wszystko o PGE Marmie? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



W niedzielę rzeszowscy żużlowcy, pokonując na własnym torze Orła Łódź 55:35, zapewnili sobie zwycięstwo w Nice Polskiej Lidze Żużlowej. Tym samym po roku nieobecności znów znaleźli się w ekstralidze.

Żużlowcy swój plan wykonali, a teraz do gry wchodzić będą działacze. Ci muszą zebrać odpowiedni budżet oraz zakontraktować nowych zawodników. W obecnym składzie bowiem PGE Marma nie ma czego szukać w Enea Ekstralidze.

Rozmowa z Andrzejem Łabudzkim

Marcin Lew: Jest awans. Żużlowcy swoje zrobili, a teraz zaczyna się praca dla was, dla zarządu.

Andrzej Łabudzki: - Dopiero teraz wiemy, na czym stoimy. Jeszcze rano nie było jeszcze o czym rozmawiać, bo równie dobrze Orzeł mógł wygrać, a nie my. Teraz będziemy mogli siąść do jakichkolwiek rozmów.

Ale umówmy się, że ten awans był już niemal pewny...

- Nie, nic nie było pewne. Popatrzmy chociaż na defekt Maćka Kuciapy [na ostatnim łuku - przyp. red.], naprawdę mogło być jeszcze różnie.

Były jakieś chwile zwątpienia w tym sezonie?

- Ten sezon był dobrze zaplanowany, wszystko nieźle przygotowane, poukładane. Zespół był dobrze zbudowany, przy nim bardzo dobry trener, doskonale przygotowywany tor. To wszystko się składało na końcowy efekt.

Na szczęście też nie było żadnych poważnych kontuzji, wypadków. W finałowych meczach też nie dopadła nas większa ilość defektów. To się poskładało na to, że dziś możemy świętować awans do ekstraklasy.

Trener Janusz Ślączka wypełnił cel, ale mówił na konferencji prasowej, że nie wie, kto poprowadzi zespół w Enea Ekstralidze. Prezes już wie?

- Ja też nie wiem, czy nadal będę prezesem. Muszę porozmawiać z radą nadzorczą, jak to widzi, czy nadal będę miał prawo głosu czy też nie. Wszystko się rozstrzygnie w najbliższych tygodniach.

W rozmowie na początku sezonu mówił pan, że awans na torze to jedno, ale na starty w ekstralidze trzeba mieć pieniądze. Będą te pieniądze?

- Nie mamy teraz takiej gwarancji. Jak to zwykle bywa około listopada, mam nadzieję że zrobimy większe spotkanie i poinformujemy o wszystkim. Na pewno jakieś plotki będą chodzić, ale zostawmy je na boku. Czekajmy spokojnie. Jeszcze miesiąc i pewnie już coś będziemy wiedzieć.

Plotki pojawiają się zazwyczaj przy okazji Memoriału im. E. Nazimka. W tym roku pojawiło się kilku fajnych zawodników, m.in. Adrian Miedziński, Grigorij Łaguta czy Grzegorz Walasek.

- Były wspaniałe zawody, byli fajni zawodnicy, którzy bardzo dobrze jeździli...

I fajnie by było, żeby jeździli dla Rzeszowa. Jeden z nich nawet ładnie wyglądał z plastronem PGE Marmy (Grigorij Łaguta w memoriale).

- (śmiech) Tak, dostał przed zawodami od nas plastron, ale miejmy to na uwadze, że zawodnicy tej klasy dostaną propozycję ze wszystkich klubów ekstraligi.

Tyle tylko, że wy jesteście dość wiarygodnym i wypłacalnym klubem, o co w obecnych czasach jest rzadkością. To chyba duży plus.

- To jest plus, ale z tego co w tym sezonie widziałem przy negocjacjach, żużlowcy nie zawsze biorą to pod uwagę.

A jak wygląda sprawa z Tomaszem Gollobem, który znów jest przymierzany do Rzeszowa?

- Szczerze mówiąc, nie rozmawiałem w ogóle z Tomkiem Gollobem. Tak naprawdę nie było rozmowy z nikim. Ci żużlowcy, co byli na Nazimku, to może są to zawodnicy, których widzielibyśmy u nas w zespole w przyszłym roku. Ale czy to dojdzie do skutku, to nie wiadomo.

Teraz chwila świętowania czy od razu do pracy?

- Może jeden dzień odpoczynku, a później znowu do pracy.



Więcej o: