Marta Półtorak, prezes PGE Marmy: Spojrzeć na żużel z dystansem

- W żużlu można się zakochać. Jednak wśród pozytywnych emocji obrosło to wszystko w administrację i przepisy, przez co przestaję rozumieć sens tej dyscypliny - mówi Półtorak

WSZYSTKO O PGE MARMIE W SPECJALNYM SERWISIE NA RZESZOW.SPORT.PL



Co dalej z rzeszowskim żużlem? - takie pytanie zadają sobie ostatnio co raz częściej kibice czarnego sportu w stolicy Podkarpacia. Po słabym sezonie i degradacji z Enea Ekstraligi swoją rezygnację z funkcji prezesa PGE Marmy Rzeszów zapowiedziała Marta Półtorak, która od 10 lat rządziła klubem z Hetmańskiej.

Przyznaje jednak, że całkowicie z żużla nie odejdzie. Chce przyjrzeć się jednak pewnym sprawom z boku.

Tymczasem 2 listopada rozpocznie się okres transferowy. Potrwa do 15 grudnia. A w PGE Marmie jak nowych twarzy nie było - tak nie ma.

Rozmowa z Martą Półtorak:

Tomasz Błażejowski: Podjęła już pani decyzję o tym, że nie będzie prezesem PGE Marmy. Co zadecydowało? Bo o takich zamiarach mówiła pani już wcześniej.

Marta Półtorak, prezes PGE Marmy: Nosiłam się z tym zamiarem już jakiś czas. Co zadecydowało? Wiele czynników. Chciałabym spojrzeć z boku na to, co się dzieje w polskim żużlu. 10 lat w tym sporcie to dużo czasu i nadszedł moment, aby z dystansem podejść do pewnych spraw.

Ale zostaje pani w rzeszowskim żużlu czy całkowicie od niego odchodzi?

- Całkowicie się nie da. W dalszym ciągu jest sporo rzeczy do zrobienia związanych z klubem. Sezon trwa do końca października, choć dla kibica rozgrywki kończą się wraz z ostatnim meczem.

Czyli mam rozumieć, że pani firma nadal będzie wspierać rzeszowski klub?

- Prawdopodobnie tak. Pozostaje tylko kwestia zakresu tego sponsoringu. Mamy jeszcze sporo do przedyskutowania. Marma jest tylko jednym ze sponsorów, ale do tej pory to na niej spoczywał główny ciężar finansowania klubu. Myślę, że teraz znajdą się osoby bądź firmy, które zechciałyby pomóc. Liczę również na pomoc miasta.

Ma pani już kandydata na stanowisko prezesa? Wie pani, kto mógłby to po pani przejąć?

- Nie jest łatwo znaleźć osobę, która chciałaby odpowiadać za drużynę, za finanse i wszystkie inne sprawy. Łatwiej jest wtedy, gdy jest to osoba, która reprezentuje podmiot finansujący. Nie sztuka rządzić bez konsekwencji. Jeszcze nie ma podjętych ostatecznych decyzji. Wydaje mi się jednak, że jest to kwestia drugorzędna. Na początek muszą być sponsorzy, którzy chcieliby utrzymywać drużynę i klub.

Czasu jest niewiele.

- Zdaję sobie z tego sprawę. Decyzje będą musiały zapadać jak najszybciej. Czekamy, co wydarzy się w polskim żużlu. Mowa jest o licencjach nadzorowanych, jakie miałby przyznawać PZMot. Chcemy jak najszybciej poznać, na jakich zasadach będziemy rywalizować w przyszłym sezonie. Do tego dochodzi kwestia związana z finansami. Jeśli klub i ktoś inny będzie chciał włączyć się w częściowe choćby finansowanie, to wtedy będzie miał duży wpływ na to, co będzie się miało wydarzyć.

Wiele klubów już zbroi się na nowy sezon, a w PGE Marmie wciąż cisza. A każdy tydzień zwłoki z decyzjami będzie powodował większe trudności.

- Nie sądzę, żeby z pozyskaniem zawodników były większe problemy. Rzeszowski klub na rynku zdobył opinię bardzo solidnego. Decyzje podejmuje się, co jest oczywiste, opierając się na pewnym budżecie. Zobaczymy, na co będzie nas stać.

Któryś z obecnych zawodników zadeklarował chęć pozostania w Rzeszowie?

- Praktycznie wszyscy potwierdzili, że chcą zostać. Takie były wstępne deklaracje. Niestety, niektórzy, o czym dowiaduję się również z mediów, nie czują się komfortowo z tym, że możemy obniżyć ich wynagrodzenie, choć mamy takie prawo wynikające z kontraktów. Rozumiem to, bo pewnie nie byłabym najszczęśliwszym człowiekiem, gdybym nie spisywała się na sto procent swoich możliwości i nie spełniała oczekiwań pracodawcy. Nie obwiniałabym jednak jego, tylko samą siebie. Odnoszę wrażenie, że zawsze widzimy wady i winy u innych, a trudno jest nam się przyznać do tego, że też czasem popełniamy błędy.

Nie szkoda pani tych 10 lat w żużlu?

- Kiedyś speedway był prostą dyscypliną. Regulamin był jasny i przejrzysty dla wszystkich. Było dużo kibiców, którzy oglądali ciekawe widowisko. Teraz jest inaczej. W tej chwili nie wiem, gdzie jest kwintesencja tego sportu. Został on piękny i emocjonujący. W żużlu można się zakochać. Jednak wśród pozytywnych emocji obrosło to wszystko w administrację i przepisy, przez co przestaję rozumieć sens tej dyscypliny.