Walka o utrzymanie, konflikty. Trudna sytuacja PGE Marmy

Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek w Enea Ekstralidze żużlowcy PGE Marmy są blisko spadku. Zajmują ósme miejsce w tabeli, a dodatkowo w zespole nie panuje najlepsza atmosfera...

Wszystko o PGE Marmie w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Wiadomo, że jak nie idzie, to ciężko o dobrą atmosferę, ale ostatnio wokół rzeszowskiego zespołu nie dzieje się najlepiej. Złożyło się na to szereg wydarzeń, ale teraz, na końcu sezonu, sytuacja zrobiła się naprawdę trudna. Zaczęło się chyba od kontuzji Duńczyka Nicki Pedersena, który złamał rękę w trakcie zawodów Grand Prix. Opuścił kilka spotkań PGE Marmy, ale w mistrzostwach świata startował. Przez to rzeszowianie nie mogli zastosować za niego zastępstwa zawodnika i w ostateczności stracili kilka punktów. I nie chodzi tylko o porażki, ale o ich rozmiar, czy o rozmiar zwycięstw. A te okazały się kluczowe w walce o punkt bonusowy.

Później przyszedł kuriozalny mecz w Lesznie, gdzie rzeszowianie nie wyjechali na tor, i protesty, odwołania. Tak samo jak po meczu w Tarnowie. Zaczęło się też szukanie winnych, polowanie na czarownice. Głową zapłacił kierownik Tomasz Welc. Ciężko było jednak spodziewać się efektów na torze, tym bardziej że w międzyczasie pogubili się Rafał Okoniewski i Chorwat Jurica Pavlic.

Ten drugi, który miewał mimo wszystko przebłyski, nie wytrzymał po niedzielnym meczu w Częstochowie i (choć nie wprost) skrytykował Pedersena. I miał rację, bowiem już nie pierwszy raz koledzy z drużyny pracowali, by wyprowadzić swojego lidera do przodu, a ten po minięciu rywala zapominał o jeździe drużynowej. Tak właśnie Pavlic zgubił pozycję pod Jasną Górą, tak gubili je inni. A Pedersen mknął do przodu.

Duńczykowi oberwało się też po ostatniej gonitwie w Częstochowie od schodzącego do parku maszyn po upadku Grzegorza Walaska, co pokazały kamery telewizji nSport. Wcześniej Pedersen pośrednio przyczynił się do upadku "Walasa", który leżał już drugi mecz z rzędu... A po nim zapowiedział, że musi się zastanowić, czy nie zakończyć sezonu. Emocjonalnie, ale chyba też i jako protest wobec postępowania kierownictwa klubu, które faworyzuje Duńczyka.

Atmosfera jest więc gęsta, a może być jeszcze gorzej. Przed rzeszowianami mecze o zachowanie ligowego bytu. Jeśli nie wygrają za tydzień ze Stalą Gorzów na własnym torze, ich sytuacja może być katastrofalna. A o zwycięstwo będzie niezwykle trudno, bowiem rywal w odróżnieniu od PGE Marmy właśnie złapał formę.

Ten sezon dla rzeszowian miał być wyjątkowy, ze względu na dziesięciolecie sponsoringu przez Marmę Polskie Folie. Miała być walka o medale, jest o ligowy byt. Jednak udało się, wyjątkowy ten sezon faktycznie jest. A obojętnie jak się zakończy, na długo zostanie w pamięci kibiców. Pytanie tylko, czy PGE Marma zostanie w ekstralidze?