Sport.pl

M. Półtorak, prezes PGE Marmy: My po prostu przestrzegamy regulaminu

- Dysponujemy bogatą dokumentacją fotograficzną, która pokazuje stan toru. To była tylko kosmetyka zrobiona i on tylko ładnie wyglądał na zewnątrz - tak niedzielne zawody w Lesznie komentuje prezes PGE Marmy Rzeszów Marta Półtorak.

Wszystko o PGE Marmie w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Do niecodziennej sytuacji doszło podczas spotkania 10. kolejki w Lesznie, gdzie miejscowa FOGO Unia miała zmierzyć się z PGE Marmą Rzeszów. Goście odmówili jazdy, ponieważ ich zdaniem tor przygotowany przez organizatorów zawodów nie nadawał się do rywalizacji. W konsekwencji pojechali tylko gospodarze, którzy wygrali 75:0.

Rozmowa z Martą Półtorak:

Tomasz Błażejowski: Kuriozalna sytuacja i spore zamieszanie zrobiło się w Lesznie. Jedni mówią, że można było jechać, wy natomiast twierdzicie, że tor nie nadawał się do rywalizacji. Kto ma rację?

Marta Półtorak (prezes PGE Marmy): Po to jest regulamin zawodów motocyklowych na torach żużlowych, żeby go przestrzegać. A wyraźnie artykuł 9a punkt cztery mówi wprost, że nieprzestrzeganie zasad, o których mowa w ustępie pierwszym oraz trzecim, będzie traktowane jako nieregulaminowe przygotowanie toru do zawodów z winy organizatora. Jeśli spotkanie ma statut meczu zagrożonego, ze względu choćby na warunki atmosferyczne, to tor powinien być ubity i przygotowany. Zastaliśmy rozbronowany tor, co zresztą potwierdził komisarz zawodów. W tym momencie te zawody powinny zostać odwołane.

Jurica Pavlic jako jedyny wyjechał na tor. Szybko jednak zjechał do parku maszyn. Gospodarze z kolei zastrzeżeń nie mieli i nawet ustanowili rekord toru?

- Po próbie przez Pavlicia powiadomiliśmy sędziego, że tor nie jest jednorodny na długości i szerokości. On jednak nie przyjmował tych argumentów, w związku z czym poprosiliśmy, aby podpisał się pod tym, że tor jest bezpieczny dla zawodników. A tego nie zrobił. Uznałam więc, że tor jest nieregulaminowy.

Co do rekordu, jest to dla mnie nadużycie. Regulamin przecież nic nie mówi. Jeśli mamy się na tym opierać, to przed każdymi zawodami stosujmy taką taktykę: wypuszczajmy zawodnika. Jak ustanowi rekord, to wówczas będziemy jeździć. Jak nie, to odwołujemy zawody.

Gospodarze twierdzą też, że nie pojechaliście, bo w pełni sił nie był lider PGE Marmy Nicki Pedersen?

- Ta argumentacja jest też dla mnie śmieszna. Zaproponowaliśmy, że godzimy się pojechać bez niego, byle na bezpiecznym torze. Nasza drużyna jest zdziesiątkowana przez kontuzje, mieliśmy też złe doświadczenia z lat poprzednich. Nie chcemy być uczestnikiem podobnej sytuacji. W jakim celu mamy kusić los?

W pewnym momencie dochodzimy do granicy absurdu. Chcieliśmy tylko pojechać na bezpiecznym torze. Nas przekonało to, że sędzia nie chciał podpisać się pod tym, że tor jest bezpieczny dla zawodników

Sędzia Jerzy Najwer odebrał początkowo tor jako dostateczny.

- Czyli jak mamy to rozumieć? Jako dobry w kawałku? Dysponujemy bogatą dokumentacją fotograficzną, która pokazuje stan toru. To była tylko kosmetyka zrobiona i on tylko ładnie wyglądał na zewnątrz. Wystarczyło, że przejechała polewaczka i wyglądało to zupełnie inaczej. Podobna sytuacja w Lesznie była dwa lata temu. Wówczas objechaliśmy zawody, do których absolutnie nie powinno dojść. Wówczas mówiło się, że czemu pojechaliśmy na takim torze.

Sprawą zajmie się teraz liga. Chcecie powtórzyć spotkanie?

- Wysłaliśmy dokumentację do Ekstraligi i obszerne wyjaśnienia. Jeśli nasze racje nie zostaną uznane, to wystąpimy na drogę powództwa sądowego. Jesteśmy przekonani, że staliśmy w obronie zapisów regulaminowych. Możemy oczywiście dyskutować, czy regulamin jest dobry czy zły, ale my go po prostu przestrzegamy. Dlatego jedynym sensowym rozwiązaniem będzie powtórzenie tego spotkania, bo do niego nie powinno dojść. Liczymy, że uda się wszystko wyjaśnić jak najszybciej.

Więcej o:
Komentarze (1)
M. Półtorak, prezes PGE Marmy: My po prostu przestrzegamy regulaminu
Zaloguj się
  • pawlakj

    Oceniono 1 raz 1

    Żeby zrozumieć o co chodzi Pani Półtorak należy przeanalizować jej wypowiedzi po poprzednich porażkach jej drużyny. Po prostu Pni Marta obraziła się na system, który jej drużynie nie pozwoliła jechać na takim betonie jakby chcieli i przegrali u siebie kilka meczy. Cytat z wypowiedzi Pani Półtorak dla SF (autor: Piotr Rachwał | 2013-05-10, 17:03 | źródło: inf.własna) :
    Piotr Rachwał: Z pewnością nie tak miał wyglądać początek sezonu na własnym torze, bo dwie przegrane z częstochowianami i tarnowianami nie napawają optymizmem.

    Marta Półtorak: Na pewno nie tak. Ciężko usprawiedliwiać się torem, dlatego, że dla wszystkich jest on równy. W tej chwili przy funkcjach komisarza toru oraz sędziego, preferowane są wyłącznie tory twarde. Ja nie mam nic przeciwko temu, bo można jeździć tylko na torach twardych, jednak takie rozwiązanie powoduje, że walki na torze praktycznie nie ma. Widać było to choćby w meczu z Unią Tarnów, kiedy o kolejności na mecie, decydował niemal wyłącznie start.

    Można zatem powiedzieć, że obecnie preferowane przygotowanie ekstraligowych torów niszczy żużlowe widowiska.

    - Rzeczywiście, walkę na torze przy takim przygotowaniu można zobaczyć bardzo rzadko. Była ona w meczu z częstochowianami jedynie w biegach z udziałem Nickiego Pedersena oraz Emila Sajfutdinowa, ale to przecież za mało. W większości pozostałych biegów mogłam spokojnie wpisać do programu punktację, wedle jazdy na pierwszym okrążeniu, tuż po wyjściu spod taśmy, które o tym decydowało.

    Czy zatem żużlowa ekstraliga zmierza w dobrym kierunku?

    - Moim zdaniem nie do końca. Owszem, jak najbardziej jestem za bezpieczeństwem na torach, natomiast uważam, że tory powinny być różne i powinny być w jakiś sposób atutem gospodarza. Atutem, czyli kwestią, że gospodarze mogą na nim trenować i nie będzie on diametralnie się zmieniał podczas meczu. Mieliśmy wpisany mecz z tarnowianami jako zagrożony, przez co nie mogliśmy trenować na torze ani w sobotę, ani w niedzielę do południa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX