Sport.pl

Kierownik PGE Marmy po skandalu w Lesznie: Organizatorzy nie postąpili zgodnie z regulaminem

Do niecodziennej sytuacji doszło w meczu 10. kolejki Enea Ekstraligi w Lesznie, gdzie Unia mierzyła się z PGE Marmą Rzeszów. W zawodach wystartowali tylko miejscowi, bo goście mieli zarzuty co do przygotowania toru na stadionie im. Alfreda Smoczyka.

Wszystko o PGE Marmie w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



- Organizatorzy nie postąpili zgodnie z regulaminem. W piątek mecz zakwalifikowano jako pojedynek zagrożony. W związku z tym zadaniem organizatorów jest uwałować tor i ubić go tak, żeby woda spływała do krawężnika. Gdyby w niedzielę rano, wtedy kiedy przyjechał komisarz, tor był ubity i później zbronowany po całej długość i szerokość, wówczas nie byłoby "pułapek" - mówi kierownik rzeszowskiej drużyny Tomasz Welc.

Prace na torze trwały blisko godzinę. Następnie sędzia Jerzy Najwer, który wstępnie ocenił tor na dostateczny, po jego wyrównaniu nakazał rozegranie zawodów. Jednak rzeszowscy żużlowcy nie wyjechali do biegów. Jeździli tylko gospodarze i w konsekwencji mecz zakończył się ich zwycięstwem aż 75:0. - Myślę, że sędzia powinien podjąć decyzję o przełożeniu tego spotkania. Przed rokiem we Wrocławiu arbiter stwierdził, że tor nie jest idealny, ale da się na nim jechać. Skończyło się tragedią [śmierć Lee Richardsona - red.]. W niedzielę sędzia widział, że zawodnicy nie chcieli jechać, a mimo to nakazał rozegranie zawodów. Mogę tylko przeprosić kibiców za całą tę sytuację - dodał Welc.

Więcej o: