Sport.pl

Uśmiechnięty, przyjazny, wesoły. Taki był Lee Richardson

W niedzielę pojechał swój ostatni bieg. Anglik Lee Richardson w 3. wyścigu spotkania we Wrocławiu upadł na tor uderzając wcześniej w bandę. Karetką przewieziono go do szpitala, gdzie zmarł. Miał 33 lata. Zostawił żonę i trzech synów.

Wszystko o PGE Marmie w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Richardson był niemal skazany na uprawianie żużla. Jego ojciec Colin także ścigał się na torach żużlowych. Mama była reporterką telewizyjną. - "Speedway od zawsze był więc u nas obecny. Tata często zabierał mnie na stadion, a gdy miałem 6 lat zacząłem trenować na minitorze w Eastbourne. Nie muszę dodawać chyba jak bardzo mi się spodobało" - wspominał "Rico" na swoim funpage na Facebooku.

Początki miał jednak ciężkie, aż do 1999 roku, gdy w Duńskim Vojens wywalczył tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów. Później wygrywał Grand Prix Challenge w 2002 roku, co pozwoliło mu na stałe zagościć w cyklu Grand Prix. W 2004 roku był trzeci w turnieju w Wielkiej Brytanii, a rok później drugi w Grand Prix Polski. Wraz ze swoją reprezentacją wywalczył także srebrny i brązowy medal Drużynowego Pucharu Świata, a startując w lidze szwedzkiej czterokrotnie sięgał po złote medale.

W polskiej lidze po raz pierwszy pojawił się w 1999 roku, gdy bronił barw zespołu z Piły. Później punktował jeszcze dla zespołów z Grudziądza, Zielonej Góry, Wrocławia, Lublina i Częstochowy. Ostatnie trzy sezony spędził w Rzeszowie. - W pierwszym sezonie gdy jeździł u nas praktycznie wprowadził nas do ekstraligi. Później szło mu gorzej, ale cały czas szukał, próbował coś poprawić, przygotowywał nowe silniki. Bardzo mu zależało, żeby jeździć lepiej - wspomina zawodnika Tomasz Welc, obecnie kierownik PGE Marmy, a wcześniej dziennikarz sportowy. - Jako dziennikarzowi nigdy nie odmówił rozmowy, zawsze był pozytywnie nastawiony, uśmiechnięty, przyjazny - dodał.

Prywatnie Richardson miał żonę Emmę i trzech synów Josha, Jake`a i Jensona. Za najważniejszy moment w swoim życiu uważał przyjście na świat całej trójki. - "To był prawdziwy dżentelmen w każdym calu. To był człowiek, który kochał swoją rodzinę" - napisał o "Rico" lider PGE Marmy Rzeszów, Australijczyk Jason Crump na swojej stronie internetowej.

W niedzielę Richardson pojechał swoje ostatnie zawody. W trzecim biegu pojedynku Enea Ekstraligi we Wrocławiu pomiędzy Betardem Spartą a PGE Marmą, Lee na wyjściu z pierwszego łuku zahaczył o koło Tomasza Jędrzejaka, nie opanował motocykla i uderzył w bandę. Niestety na prostej, gdzie nie ma już dmuchanej osłony. - Wydawało się, że to nic strasznego, bo długo był opatrywany na torze. Gdyby było podejrzenie czegoś poważnego, od razu by go przewozili do szpitala - wspomina komentator TVP Sport Robert Noga, który relacjonował to spotkanie i dodaje: - Nawet na antenie mówiłem jeszcze, że dobrze, że nie uderzył go motocykl. Były problemy z nogą, a później okazało się, że są obrażenia wewnętrzne, że będzie operowany.

Richardsona karetką przewieziono do szpitala, gdzie był operowany. Niestety nie udało się go uratować. Anglik zmarł. Śmierć "Rico" wstrząsnęła całym żużlowym światem. Nie dokończono innego meczu Enea Ekstraligi w Gorzowie Wlkp., przełożono spotkania w Anglii, Szwecji i zawody w Polsce. - "Los okazał się obrzydliwie brutalny. Na ostatniego emaila nie zdążyłam Ci odpowiedzieć i już nigdy mi się to nie uda. Trudno opanować smutek, który dotknął nas wszystkich." - napisała w liście prezes PGE Marmy Marta Półtorak. - "Dziś Lee oddał życie za swoją pasję. Cześć Jego Pamięci!" - skomentował natomiast na swoim funpage na Facebooku Tomasz Gollob.

Richardson jeszcze na trzy godziny przed pojedynkiem we Wrocławiu napisał do swoich fanów na Facebooku. "Trzymajcie za nas kciuki do zobaczenia na stadionie i na żywo w TVP Sport!." Kilka godzin później już nie żył.

Pytany wcześniej o to, co chciałby robić po zakończeniu kariery stwierdził, że ma kilka pomysłów. Jakie? Niestety już się nie przekonamy.

Więcej o: