Komentator TVP Sport o śmierci Richardsona: To był szok, nie mogłem spać

- Informacja o śmieci Lee dotarła do nas jeszcze na stadionie. Podszedłem do pani Krystyny Kloc [szefowa WTS-u - przyp. red] zapytać o stan zdrowia Anglika. Była roztrzęsiona, płakała. Powiedziała, że Lee nie żyje - mówi Robert Noga, komentator TVP Sport, która relacjonowała na żywo mecz we Wrocławiu.

Wszystko o PGE Marmie w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



- To był szok, nie mogłem spać w nocy. Do tej pory czytałem czy oglądałem takie wypadki w internecie. Po raz pierwszy przytrafiło się coś takiego, gdy komentowałem mecz - stwierdził Robert Noga.

Przypomnijmy, że w trzecim wyścigu niedzielnego pojedynku pomiędzy Betardem Spartą Wrocław a PGE Marmą Rzeszów żużlowiec gości Lee Richardson nie opanował motocykla, uderzył w bandę i upadł na tor. Tam udzielano mu pierwszej pomocy. Później trafił do szpitala, gdzie zmarł na skutek obrażeń wewnętrznych. - Wydawało się, że to nic strasznego, bo długo był opatrywany na torze. Gdyby było podejrzenie czegoś poważnego, od razu by go przewozili do szpitala - wspomina komentator TVP Sport i dodaje: - Nawet na antenie mówiłem jeszcze, że dobrze, że nie uderzył go motocykl. Były problemy z nogą, a później okazało się, że są obrażenia wewnętrzne, że będzie operowany.

W szpitalu niestety nie udało się Anglika uratować. - Informacja o śmieci Lee dotarła do nas jeszcze na stadionie, gdzie oglądaliśmy kolejny mecz Enea Ekstraligi. Podszedłem do pani Krystyny Kloc [szefowa WTS-u - przyp. red] zapytać o stan zdrowia Anglika. Była roztrzęsiona, płakała. Powiedziała, że Lee nie żyje - opowiada Robert Noga i dodaje ciężkim głosem: - Byliśmy wszyscy wstrząśnięci, zszokowani. Coraz bardziej dba się o bezpieczeństwo zawodników na torach, ale mimo wszystko takie zdarzenia się przytrafiają. Ciężko o tym mówić.