Sport.pl

Ireneusz Mazur: Przed Asseco Resovią największe wyzwanie w sezonie

- Na 10 spotkań pewnie ośmiokrotnie stawiałbym w półfinale na Zenit Kazań, ale Asseco Resovia nie jest bez szans. Mistrzowie Polski muszą wznieść się jednak na wyżyny swoich umiejętności - twierdzi Irenusz Mazur.

Chcesz wiedzieć wszystko o Final Four Ligi Mistrzów? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Rozmowa z Ireneuszem Mazurem, byłym trenerem m.in. reprezentacji Polski, obecnie komentatorem Polsatu Sport

Kamil Gorlicki: Włosko-rosyjska dominacja w Lidze Mistrzów trwa już od ośmiu lat. Tym razem w Krakowie wystąpi trzech przedstawicieli tych lig. Uważa pan, że Asseco Resovię stać na to, żeby pokrzyżować plany europejskim potentatom? Najtrudniejsze zadanie gospodarzy czeka chyba już na początek, w półfinale.

Ireneusz Mazur: Zdecydowanie tak. Zenit Kazań jest przecież absolutnym faworytem turnieju w Krakowie. To drużyna, która dysponuje siatkarzami z najwyższej półki. Oprócz doskonałych obcokrajowców: Wilfredo Leona i Matthew Andersona ma w swoich szeregach przecież pół reprezentacji Rosji. To zespół zbudowany pod kątem wygrania Ligi Mistrzów, ale tak jak każda drużyna ma swoje słabe strony.

Jakie?

- Rosyjskie drużyny zwykle nie lubią grać pod presją. Zenit z pewnością jest jedną z nich. PGE Skra Bełchatów udowodniła, że jeśli ekipa z Kazania czuje silny opór ze strony rywala, to często sama zaczyna popełniać proste błędy. Sami zawodnicy z Bełchatowa po dwumeczu z mistrzami Rosji podkreślali, że raz drużynę z Kazania można zaskoczyć. Im jedno zwycięstwo nie wystarczyło, ale Conte i spółka pokazali, że z Zenitem da się grać.

Jak więc z nimi zagrać, żeby wygrać?

- Z elementów czysto siatkarskich szans na zaskoczenie rywali szukałbym w zagrywce. Przyjmujący mistrzów Rosji to zawodnicy wybitni, ale w odbiorze zagrywki zdarza im się popełniać błędy. Trzeba więc zagrać trudną, agresywną zagrywką i próbować neutralizować ich atuty w postaci wysokich skrzydłowych. Asseco Resovia musi wznieść się na wyżyny swoich umiejętności, ale uważam że jest to możliwe.

Należy pan więc do niewielkiej grupy umiarkowanych optymistów. Większość skazuje Asseco Resovię na pożarcie w półfinałowym starciu.

- Uważam, że kibice i całe środowisko siatkarskie powinni przed turniejem wykazać trochę więcej cierpliwości i wiary wobec mistrzów Polski. Wieloletnie doświadczenie siatkarskie nauczyło mnie, że najważniejsze w siatkówce jest to, co na końcu, czyli wynik. Walory estetyczne liczą się mniej, bo one same medali nie przynoszą. To końcowy wynik wpływa na ocenę drużyny. Przed Asseco Resovią teraz największe wyzwanie obecnego sezonu i dopiero po tym czasie będzie można ją rzetelnie oceniać. Co prawda na 10 spotkań pewnie ośmiokrotnie stawiałbym na mistrzów Rosji, ale szanse na korzystny rezultat na pewno są.

Porównując zawodników na konkretnych pozycjach, widzi pan gdzieś przewagę mistrzów Polski?

- Myślę, że atakujący Bartosz Kurek to z pewnością przynajmniej ta sama półka co rosyjski bombardier Maksim Michajłow. Można się spierać, który z nich to zawodnik większego formatu, ale Kurka na pewno stać na to, żeby "zrobić różnicę". W ogóle uważam, że jedyną pozycją, na której widać wyraźną różnicę na korzyść Rosjan, jest przyjęcie. Na to jednak nic nie poradzimy, że raz na jakiś czas rodzą się na świecie tacy siatkarze jak Anderson i Leon. W innych formacjach "na papierze" te porównania wypadają według mnie bardzo podobnie. Obie ekipy mają w swoich szeregach znakomitych siatkarzy. Mam przeczucie, że zwycięzca tego meczu wygra też mecz finałowy.

A tam rywalem będzie Cucine Lube Civitanova bądź Trentino Diatec. Zaskoczył pana awans do finału w Krakowie którejś z tych włoskich ekip?

- Włosi od lat należą do europejskiej czołówki, więc wielkiego zaskoczenia tutaj być nie mogło. W ubiegłym roku to my mogliśmy cieszyć się z polskiego półfinału, teraz taki sukces przypadł Włochom. Przyznam się, że po cichu liczyłem na awans Halkbanku Ankara z Michałem Kubiakiem w składzie. Po wspaniałym dwumeczu Turcy jednak odpadli, a ich pogromców stawiam w roli faworytów włoskiego starcia.

Liderami Cucine Lube są 31-letni Osmany Juantoren i o sześć lat starszy Ivan Miljković. W Krakowie rządzić więc będzie doświadczenie czy być może główną rolę odegrają ci, o których dziś aż tak dużo się nie mówi?

- Indywidualnie dużych niespodzianek być nie powinno. Ciężar gry wezmą na siebie najbardziej ograni zawodnicy i to na nich będzie spoczywać odpowiedzialność za wynik. Wśród zawodników młodego pokolenia na uwagę na pewno zasługują obaj rozgrywający włoskich drużyn. W Cucine Lube grą kieruje przecież 23-letni Micah Christenson, a za rozegranie w Trentino odpowiada zaledwie 19-letni Simone Gianelli. Myślę, że ewentualnie jeden z nich może zaskoczyć "na plus". W najlepszej szóstce turnieju powinien wylądować za to jeden ze środkowych Asseco Resovii. Rzeszowianie mają na tej pozycji bardzo duży potencjał i myślę, że wykorzystają go dobrze w Krakowie.

Jeśli już typujemy, to idźmy o krok dalej. Myśli pan, że podopieczni Andrzeja Kowala wrócą do Rzeszowa z medalami na szyi? A jeśli tak, to z jakiego kruszcu?

- Według mnie brązowe medale są jak najbardziej realne. Serce chciałoby, żeby rzeszowianie zagrali w finale, ale rozum podpowiada, że znajdą się tam jednak Rosjanie, którzy w ostatnim meczu turnieju pokonają Cucine Lube. W starciu o trzecie miejsce z Trentino stawiałbym już na mistrzów Polski.

To byłby sukces?

- Dla drużyny takiego kalibru jak Asseco Resovia sukcesem byłoby wygranie całego turnieju. Trzecie miejsce nazwałbym zrealizowaniem celu.



Asseco Resovia jest gospodarzem turnieju Final Four Ligi Mistrzów, który odbędzie się w sobotę i niedzielę w Tauron Arenie Kraków. W sobotnim półfinale mistrzowie Polski zmierzą się z rosyjskim Zenitem Kazań (godz. 16.30), a w drugiej parze zagrają Trentino Diatec i Cucine Lube Civitanova (godz. 19.30). W niedzielę odbędą się mecze o złoto (godz. 18) i o brąz (godz. 14.45). Relacje na żywo na rzeszow.sport.pl.



Więcej o: