Dlaczego nazwałem Asseco Resovię dream teamem? [FELIETON MARCINA LWA]

Rzeszowianie po raz kolejny poszli jednocześnie w ilość i jakość. Sprowadzili siatkarzy głodnych sukcesu, którym marzy się wielka kariera. To może być zapowiedzią kolejnego sukcesu teamu Asseco Resovia.
- Skład się zmienia, a my od czterech lat wciąż jesteśmy w czołówce ligi. Teraz też nie będziemy słabsi - powiedział mi kilka tygodni temu trener Asseco Resovii Andrzej Kowal. Pytałem go wtedy o sytuację po odejściu kilku siatkarzy. Obawy były, nie powiem. Asseco Resovia straciła m.in. Dawida Konarskiego, Rafała Buszka i Serba Marko Ivovicia.

Dziś jesteśmy wszyscy mądrzejsi, bo już wiadomo, z jakim składem zespół wejdzie w kolejny sezon.

Choć muszę zaznaczyć, że siatkówka, jak i sport w ogóle, to dziedzina nieprzewidywalna, ryzykuję dziś tezę, że udało się skompletować prawdziwy dream team. Dream team, który może nie tylko zawojować PlusLigę, ale powalczyć także o medale w Lidze Mistrzów. Dla Asseco Resovii cele są jasne: mistrzostwo Polski, Final Four Ligi Mistrzów i Puchar Polski. Tego ostatniego tytułu w "nowożytnej" historii klubu nie udało się jeszcze zdobyć.

Wrócę jeszcze na chwilę do kompletowania nowego składu. Nie obyło się bez emocji, koncepcja ewoluowała, do końca nie było wiadomo, jaki będzie efekt. A zaczęło się spokojnie. Gdy Asseco ogłosiła przyjście Bartosza Kurka, byłem pewien, że luka po Serbie Ivoviciu została zapełniona. Trzeba było poszukać jeszcze tylko zmiennika dla Niemca Jochena Schopsa w ataku. Ale kolejne tygodnie wywróciły wszystko do góry nogami. Sporo zamieszania było z Bułgarem Nikołajem Penczewem, który chciał odejść. Ponieważ klub zdecydowanie zaprotestował, zawodnik został. Klub słusznie pomyślał jednak, że z niewolnika nie ma pracownika i - na wszelki wypadek - zaczął szukać dla niego zmiennika. Do tego jeszcze Kurek w kadrze Polski świetnie sobie radzi w ataku, a nie na przyjęciu. Resovia musiała to brać pod uwagę, starając się o kolejne transfery. Kurek u nas może grać jako przyjmujący i jako atakujący. Od tego, kogo ostatecznie uda się zatrudnić, zależała jego pozycja w najbliższym sezonie. Asseco Resovia sięgnęła po Francuza Juliena Lyneela i Amerykanina Thomasa Jaeschke'a. Obaj są przyjmującymi. To przesądziło o tym, że Kurek zostanie atakującym.

Dziś można już ocenić, że Asseco Resovia po raz kolejny będzie miała niezwykle szeroki i wyrównany skład. Takie bogactwo to dziś w Europie rzadkość. W ataku Kurek będzie walczył o miejsce w składzie z MVP poprzedniego sezonu w PlusLidze Schopsem. Na rozegraniu nie zmieniło się nic, a na środku do Piotra Nowakowskiego dołączył Ukrainiec Dmytro Paszycki, najlepszy środkowy w Polsce w poprzednim sezonie. Także na libero Asseco Resovia zrobiła krok do przodu, bo do Krzysztofa Ignaczaka dołączyła Damiana Wojtaszka z Jastrzębskiego Węgla, reprezentanta Polski, w dodatku dziesięć lat młodszego od "Igły".

Zagadką może zostać jedynie wspomniane przyjęcie, gdzie obok Penczewa, Lyneela i Jaeschkego są jeszcze wracający po kontuzji Olieg Achrem i młody Aleksander Śliwka. Jeśli zdrowie im dopisze, zestaw ten zagwarantuje niezwykle wysoki poziom.

Szeroki skład Asseco Resovii bywa krytykowany, ale od kilku sezonów przynosi efekty. W cztery lata zespołowi udało się trzy razy zdobyć mistrzostwo Polski, raz srebro oraz dojść do finału Ligi Mistrzów. Nie może być lepszej rekomendacji dla takiego kierunku.

Co ważne, mimo ostrej konkurencji o pierwszy skład, zespół nie był skłócony, nie było złej atmosfery. Kilku siatkarzy odeszło, bo chcieli grać więcej, ale na ich miejsce przyszli nowi, którzy wiedzieli przecież, jak budowany jest zespół w Rzeszowie. Nie bali się jednak rotacji w składzie, gry na zmianę z nowymi kolegami.

Rzeszowianie po raz kolejny poszli w ilość i jakość naraz. Nie sprowadzili doświadczonych, starszych graczy, którzy odcinaliby w PlusLidze kupony od swojej kariery, a siatkarzy głodny sukcesów, którzy karierę mają jeszcze przed sobą. Trzymam mocno kciuki za to, by na koniec sezonu okazało się, że mimo sześciu zmian w składzie Asseco Resovia nadal jest w czołówce w Polsce i w Europie. Wszyscy jednak musimy pamiętać, tytułów nie wygrywa się transferami, ale grą na boisku, przez cały sezon.