Sport.pl

Klątwa Asseco Resovii. Puchar Polski znów nie dla nich. Lotos lepszy

Lotos Trefl Gdańsk pokonał 3:1 Asseco Resovię w finale Pucharu Polski. Resoviacy, którzy byli faworytem, znów nie zdobyli tego trofeum. Na sukces w Pucharze Polski czekają od 1987 roku.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



W sobotnim półfinale z Jastrzębskim Węglem siatkarze z Rzeszowa nie zagrali może najlepiej, ale pewnie awansowali do finału, gdzie czekał już Lotos Trefl Gdańsk, a więc ten sam zespół, z którym resoviacy walczą o mistrzostwo Polski. W niedzielę stawka może była i mniejsza, ale zwycięzca otwierał sobie drogę do podwójnej korony w tym sezonie. Było więc o co walczyć.

- Musimy zagrać lepiej, by wygrać finał - mówił w sobotę Fabian Drzyzga, rozgrywający Asseco Resovii. Plan jednak rzeszowianiom trudno było zrealizować. Zaczęli bowiem bardzo źle, nie radząc sobie zupełnie z zagrywkami Włocha Marco Falaschiego i Mateusza Miki. Do tego pojawiły się problemy w ataku i zanim na dobre rozpoczął się finałowy mecz w Gdańsku, goście przegrywali już 2:7. Co gorsza, oba punkty zdobyli po błędach Lotosu...

Zaczęła się pogoń, którą zainicjował zagrywkami Dawid Dryja. A gdy mocne serwy dołożył Bułgar Nikołaj Penczew, już był remis (12:12). Tyle tylko, że resoviacy w zagrywce więcej psuli, niż mieli z niej korzyści. Dodatkowo nie mieli pomysłu, jak w ataku zatrzymać Mateusza Mikę, którego tak doskonale wyłączyli w pierwszym meczu finału PlusLigi w Rzeszowie. Mika w pierwszym secie skończył 6 ataków na 6 wykonanych, a do tego straszył zagrywką. Wspierał go tym razem nie Amerykanin Murphy Troy, a Niemiec Sebastian Schwarz, który szczególnie skuteczny był w kontrach. Ten element z kolei kulał w szeregach rzeszowian. Efekt mógł być więc tylko jeden, wygrana gospodarzy.

Lider Schops

Ale w tym sezonie nie pierwszy raz Asseco Resovia zaczynała źle, a później wygrywała. Niepokoju w szeregach rzeszowian więc nie było. Nawet w momencie, gdy znów na zagrywce psuli zbyt dużo. Z drugiej jednak strony pozostałe serwy zaczęły przynosić korzyści. Do tego jeszcze pojawił się skuteczny blok, co ciekawe zazwyczaj pojedynczy. I właśnie w momencie, gdy atakujący Lotosu nadziewali się na blok, rosła przewaga Asseco Resovii.

W pewnym momencie rzeszowianie wygrywali już 16:10, ale miejscowi doszli na dwa "oczka". Słabszy dzień miał jednak Troy, którego dwa błędy pozwoliły znowu odskoczyć resoviakom i wyrównać stan meczu. Duża w tym zasługa znakomitego na siatce Niemca Jochena Schopsa, który w niemal każdej sytuacji, nawet najtrudniejszej, potrafił skończyć atak.

Kłopoty w ataku

Wydawało się, że resoviacy pójdą za ciosem. Niestety zbyt dużo w ich grze było niedokładności i niewykorzystanych szans. Wciąż kulało przyjęcie, a Lotos nie zamierzał zwalniać ręki w polu zagrywki. Dostawał więc prezenty, które w kontrach wykorzystywał. Gospodarze przez całą trzecią partię dyktowali warunki gry, a Asseco Resovia nie potrafiła ich złamać.

Szansę rzeszowianom dawał Troy, którego pomyłki pozwoliły gonić wynik, ale po chwili podobnymi zagraniami odpowiadali resoviacy. Szczególnie zawodził atak na lewym skrzydle i kontrataki, dlatego trzecią partię kończyli już zmiennicy na tej pozycji. A sam Jochen Schops i środkowi nie byli w stanie trzymać wyniku. Znów prowadzenie w meczu objął Lotos Trefl Gdańsk.

Mika superstar

Asseco Resovia musiała gonić, a trener Andrzej Kowal szukać zmian. Na boisku pozostał Amerykanin Paul Lotman zamiast Bułgara Nikołaja Penczewa. I poprawił znacznie skuteczność ataku na lewym skrzydle, ale podobnie jak młodszy kolega, miał problemy w przyjęciu. Mimo wszystko rzeszowianie grali lepiej od rywali i szybko objęli prowadzenie.

W połowie partii jednak ich gra się zacięła i wszystko, co zarobili na początku, stracili. Niesamowicie grał Mateusz Mika, który w krótkim czasie skończył trzy kontry i wyrównał stan seta. O wygranej musiała zadecydować gra na przewagi. W tej częściej mylili się goście, którzy oddali kilka punktów rywalom, ale przede wszystkim nie kończyli akcji, które mogły dać im przewagę. Pewny zazwyczaj Ivović uderzał w aut, albo był blokowany. Z drugiej natomiast strony nie chciał pomylić się Mateusz Mika, który podobnie jak w finale mistrzostw świata poprowadził swój zespół do triumfu.

Lotos Trefl Gdańsk wygrał finał 3:1 i zdobył pierwszy Puchar Polski w historii klubu! A Asseco Resovia będzie musiała poczekać jeszcze co najmniej kolejny rok, by wywalczyć to trofeum, którego nie udaje się zdobyć od 1987 roku. Na razie jednak rzeszowianie będą musieli zapomnieć o finale i skupić się na finałowej rywalizacji w PlusLidze, bowiem w piątek czeka ich kolejne starcie w Gdańsku, kolejne z Lotosem.





ASSECO RESOVIA1
LOTOS TREFL GDAŃSK3
Sety: 22:25, 25:21, 21:25, 23:25.

Asseco Resovia: Drzyzga, Penczew, Dryja, Schops, Ivović, Nowakowski oraz Ignaczak (libero), Konarski, Tichacek, Lotman, Holmes.

Lotos: Falaschi, Mika, Gawryszewski, Troy, Schwarz, Grzyb oraz Gacek (libero), Czunkiewicz, Stępień, Schulz.

Sędziowali: Marcin Herbik i Tomasz Janik (obaj Warszawa)



Więcej o:
Komentarze (2)
Klątwa Asseco Resovii. Puchar Polski znów nie dla nich. Lotos lepszy
Zaloguj się
  • muscicapa

    Oceniono 31 razy 7

    Anastasi pokazał Kowalowi miejsce w szeregu. Na przyszłość, nie można przedwcześnie dzielić skóry na niedźwiedziu. Duży wstyd dla Resovii i pała dla trenera.

  • rg14

    Oceniono 10 razy 6

    Jaka klątwa to nie klątwa a sportowa walka.Po prostu wczoraj sportowo Lotos o tych parę piłek był lepszy.Bitwa przegrana ale wojna będzie wygrana.Chłopaki reset głów.Nie załamujcie się wszystko przed Wami.Powodzenia To jest sport a nie klątwa??!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX