Sport.pl

Fabian Drzyzga, rozgrywający Asseco Resovii: Wariowałem już bez grania

- Byliśmy przyzwyczajeni do maksymalnie pięciu dni, może tygodnia przerwy. Wariowaliśmy już na treningach, bo byliśmy przyzwyczajeni nie do trenowania, ale grania - mówi Fabian Drzyzga, rozgrywający Asseco Resovii, o finałowej rywalizacji z Lotosem Treflem Gdańsk.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Asseco Resovia finał rozpoczęła od wygranej 3:0 we własnej hali i zrobiła krok do powrotu na tron mistrza Polski. W każdym z setów musiała jednak gonić rywali, którzy zaczynali dużo lepiej od rzeszowian. Ale po raz kolejny w tym sezonie skuteczna pogoń nie była problemem dla wicemistrzów Polski, którzy teraz będą chcieli zrealizować kolejny cel, zdobyć Puchar Polski, którego finał rozegrany zostanie... w Gdańsku.

Rozmowa z Fabianem Drzyzgą

Wygraliście 3:0, ale nie był to łatwy mecz. W każdym z setów przegrywaliście kilkoma punktami, ale widać było spokój w waszych szeregach. Wreszcie odrabialiście straty i jest zwycięstwo

Fabian Drzyzga: - Mamy teraz dużą pewność siebie. Na początku sezonu może tego nie było, ale to się rodzi z jakimiś sukcesami, z wychodzeniem z ciężkich momentów. Ta pewność siebie od nas bije, choć mam nadzieję, że z boku to nie wygląda tak, że jesteśmy zadufani w sobie. Po prostu nie przejmujemy się tym, że przegrywamy trzema czy czterema punktami. Uda się odrobić, to się uda, nie to nie, mamy następne sety.

Ale dobrze, że wróciliśmy do naszej gry i odrobiliśmy straty.

Wyłączyliście dziś z gry dwa filary Lotosu Trefla, Mateusza Mikę i Murphy'ego Troya.

- To są dwa filary, które jeśli nie mają dobrego dnia, do zespół na pewno zastanawia się, co się dzieje. Trzeba by pewnie przeanalizować statystyki, ale sądzę, że jak oni nie grają, to Gdańsk przegrywa, bo nie ma odejścia do kogoś innego. U nas takiego problemu nie ma i to jest nasza przewaga. Trener Anastasi wielu zmian nie robi, a u nas, jeśli ktoś by się przytkał, to trener by się odwrócił i sięgnął po kogoś z ławki. Nie bałby się zmian i to jest nasza siła, zespół.

Bardzo dobrze zagrywaliście, ale oprócz tego co zadecydowało o wygranej?

- Przyjęcie. Nie widziałem statystyk, ale mówię z tego, jak mi chłopaki dogrywali piłkę. Było to bardzo dobre. No i nasza pierwsza akcja. Mieliśmy trochę problemów z kontrą, ale to wynikało z kilku rzeczy, z mojej jakości wystaw, z błędów w komunikacji, ale to się też zdarza.

Przerwa nie zaszkodziła wam. Była dobra dyspozycja, był tzw. ogień w grze.

- To finał mistrzostw Polski. Gdyby nie było ognia u kogoś, to my sami wysłalibyśmy go do szatni. Ale fakt, przerwa była bardzo długa. My byliśmy przyzwyczajeni do maksymalnie pięciu dni, może tygodnia przerwy. Wariowaliśmy już na treningach, bo byliśmy przyzwyczajeni nie do trenowania, ale grania. Dobrze, że zagraliśmy te dwa mecze z VfB Friedrichshafen, bo ja osobiście bardzo wariowałem samymi treningami.

Mówisz ciągle o zespole, ale trzeci raz w play-offach dostajesz statuetkę dla MVP. Znaczy, że jest lider tego zespołu.

- To tylko statuetka, to komisarz wybiera i trzeba się jego pytać, jakie mają kryteria. To tylko jakiś bonus, ale mnie to nie dotyka czy dostanę czy nie. Dla nas najważniejsze, że wygraliśmy ciężki mecz, w którym mieliśmy ciężkie momenty, ale wychodziliśmy z nich z uśmiechem na twarzy.

Kilka razy udało ci się całkowicie zgubić blok rywali i koledzy atakowali całkowicie bez bloku...

- To taktyka Gdańska, często tak wybierają w bloku. Raz udaje mi się ich oszukać, raz oni oszukują mnie. Ja mam tylko taką przewagę, że nawet jak wystawię na podwójny blok, to chłopaki mogą jeszcze skończyć. A jak pójdzie bez bloku, to praktycznie 90 procent piłek jest skończonych.

Drugie spotkanie finału dopiero za ponad tydzień. Wcześniej turniej finałowy Pucharu Polski. Resovia ostatni raz zdobyła Puchar Polski w 1987 roku. Co roku kibice czekają na to trofeum, czy będzie to akurat teraz?

- Mam nadzieję, że wygramy ten puchar. Sam jeszcze tego trofeum nie zdobyłem. Ale na razie odpoczywamy, jedziemy do Gdańska i będziemy przygotowywać się, ale nie do zdobycia pucharu, ale do pierwszego, półfinałowego meczu z Jastrzębskim Węglem.

Teoretycznie macie najłatwiejszego rywala...

- Nie sądzę. W Gdańsku spotykają się cztery najlepsze zespoły w lidze i walka będzie trwała do końca.

Ale Jastrzębski Węgiel wam leży w tym sezonie. Wygraliście z nim pięć meczów z rzędu.

- Może i leży, ale każdy sezon jest inny, każdy mecz inny. Tamte mecze to historia. Musimy podejść do spotkania skoncentrowani i zagrać jak najlepiej. Tak żeby w niedzielę zagrać w finale.

Ten turniej nie zaburzy waszych przygotowań, walki finałowej?

- Myślę, że akurat nasza drużyna jest przyzwyczajona do grania w krótkim odstępie czasowym. Nie przeszkadza nam to na pewno.



Więcej o: