Liga Mistrzów. Pomagajmy, pokażmy, promujmy się Asseco Resovią

Nie widzę lepszej i tańszej promocji Rzeszowa niż sport i Asseco Resovia. Nie widzę jednak też niestety wykorzystania jej sukcesów do promowania miasta, a i pomoc dla klubu wydaje mi się niewystarczająca. A teraz może okazać się konieczna

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Półtora tysiąca kibiców w biało-czerwonych barwach przez dwa dni rządziło w Berlinie, nie tylko w hali, gdzie odbywał się Final Four siatkarskiej Ligi Mistrzów, ale i na ulicach miasta. Z kolei kilkunastu siatkarzy, wraz z trenerami, rządziło na boisku, gdzie Asseco Resovia po 42 latach znów wdrapała się na podium klubowych mistrzostw Europy. Zajęła drugie miejsce, tuż za potentatem z Rosji - Zenitem Kazań. Kibice natomiast byli bezkonkurencyjni.

Zna ktoś lepszy pozytywny sygnał, idący w Europę, w świat, nie tylko o klubie, kibicach, ale i o mieście i regionie, z którego wywodzą się sportowcy? Ja nie znam. Tym bardziej że tylko w polskiej telewizji finałowy mecz oglądało kilkaset tysięcy kibiców, a pewnie kilka razy tyle czytało, oglądało i słuchało doniesienia prasowe, telewizyjne czy radiowe z tego wydarzenia. Promocja jak się patrzy. I to nie chwilowa, bo przecież siatkarze Asseco Resovii od lat rządzą w polskiej siatkówce, a ich kibice przez wielu stawiani są jako wzór. Niezły potencjał promocyjny, tyle że niewykorzystany.

Widział ktoś reklamę naszego miasta z wykorzystaniem wicemistrzów Polski, a wcześniej dwukrotnych mistrzów? Promocję Rzeszowa poprzez najbardziej kojarzonych z tym miastem sportowców, pięciu mistrzów świata? Ja nie zauważyłem. Widziałem natomiast piłkarzy ręcznych z Kielc na billboardach promujących miasto i region, widziałem siatkarzy Trefla Gdańsk, którzy są dosłownie wszędzie, czy siatkarzy Skry Bełchatów promujących województwo łódzkie i Bełchatów. W Rzeszowie nikt chyba nie chce wykorzystać niemal darmowego potencjału siatkówki, albo nie ma na to po prostu pomysłu.

Chyba że założono, że "robota zrobi się sama". Przecież bez żadnych niemal działań wartość medialna miasta poprzez promowanie go przez Asseco Resovię sięga kilku milionów złotych. Ale czy to wystarcza? Choć muszę przyznać, że miasto i tak robi co roku interes życia, bo wcale na siatkarzy nie przeznacza tych kilku milionów, daje ledwie kilkaset tysięcy, obecnie 700 tys., zabierając jednak sporą część w opłatach za wynajem hali Podpromie. Dobry biznes, prawda?

Tyle tylko, że na krótką metę. Kolejny sukces siatkarzy Asseco Resovii to kolejna wysłana w świat dawka pozytywnego obrazu klubu, kibiców, miasta i regionu. Kolejna też karta przetargowa dla siatkarzy w rozmowach transferowych i możliwość zarabiania większych pieniędzy. Zresztą należy im się. Przecież gdy dwa lata temu kilku z nich podpisywało umowy w Rzeszowie, nie byli jeszcze mistrzami świata, teraz są. Nie mieli też na koncie tak dobrych występów na międzynarodowej arenie, teraz mają. Nic więc dziwnego, że chcą zarabiać więcej, a klub, chcąc się rozwijać, musi tym oczekiwaniom sprostać. Innym wyjściem jest odpuszczenie i budowanie marki na nowo, z innymi graczami. Inaczej najlepszych podkupią inni, a trudno wymagać od Adama Górala, prezesa Asseco, by do kilku milionów, które już daje na siatkówkę, dołożył kolejne duże pieniądze.

Na szczęście dwóch mistrzów świata (Fabian Drzyzga i Piotr Nowakowski) już zdecydowało się zostać w Rzeszowie. Może im się tu podoba? I choć kontrakty są ściśle tajne, nie wyobrażam sobie, żeby nie obeszło się bez podwyżki. A budżet klubu nie jest z gumy. Może więc za większą promocją poszłaby też większa pomoc ze strony miasta? Wtedy zdecydowanie łatwiej byłoby o kolejne sukcesy i rozsławianie Rzeszowa. Bo nie kupuję już tłumaczenia, że skoro jest możny sponsor, to pomagać nie potrzeba. Wciąż jesteśmy do tyłu, choćby w stosunku do klubów rosyjskich czy tureckich, w polowaniu na siatkarzy.

700 tys. z miasta na promocję to o 100 tys. więcej niż rok wcześniej, ale pewnie o kilkaset mniej, niż mogłoby miasto dać z ponadmiliardowego przecież budżetu. Skoro inne, mniejsze miasta stać na wydawanie kilku milionów na promocję przez sport, "bo przecież oni mają nasz herb na koszulkach", to dlaczego nie stać Rzeszowa? Skoro miasto kilka miesięcy temu zapowiadało milionowe wsparcie dla pierwszoligowych niedoszłych piłkarzy, przeniesionych tu ze Świnoujścia, to znaczy, że może na to znaleźć pieniądze. A oddźwięk promocyjny między jednym a drugim pomysłem jest chyba wyraźny.

A do pomocy wystarczy przecież niewiele, niekoniecznie od razu gotówka. Sposoby zawsze można znaleźć, jak choćby zwolnienie z części opłat za halę, przekazanie jej za symboliczną kwotę. To da już "na czysto" kilkaset tysięcy w sezonie. A że tak się da, pokazują przykłady z innych miast, gdzie działacze chwalą się, że mają dostęp do hali za grosze.

Chyba że łatwiej udawać, że taka pomoc nie jest potrzebna, że klub da sobie radę sam. Tak samo jak sama zrobi się promocja poprzez naszych siatkarzy.