Liga Mistrzów. Berlin w weekend był biało-czerwony. "Gramy u siebie, Resovio"

"Gramy u siebie, Resovio, gramy u siebie" - skandowało w berlińskiej hali 1,5 tys. kibiców. I rzeczywiście, rzeszowianie czuli się jak na Podpromiu.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



W Rzeszowie hala zazwyczaj wypełniona jest po brzegi. Na mecze chodzi regularnie ponad 4 tys. kibiców. Niemal połowa z nich wybrała się do Berlina, by zobaczyć swoich siatkarzy w finale Ligi Mistrzów. - Nie mogło nas tu zabraknąć. Jeździmy za siatkarzami nie tylko po całej Polsce, ale także za granicą. Obecność w Berlinie była więc obowiązkowa - mówi Małgorzata z Rzeszowa, która należy do klubu kibica.

W hali w Berlinie w sześciu sektorach było biało-czerwono. Oprócz gospodarzy nikt nie miał tak licznej reprezentacji. - Czuliśmy się jak w domu, mamy wspaniałych kibiców - mówił później trener Asseco Resovii Andrzej Kowal. Fani nie tylko dopingowali swoich ulubieńców, ale też ozdobili halę wieloma flagami. Były flagi klubu kibica (z wielką sektorówką z okazji Final Four), ale także specjalnie robione na tę okazję z Ropczyc, Głogowa Młp., Jarosławia, Boguchwały, Leżajska czy Jastrzębia. Rzeszowianom kibicowali więc nie tylko mieszkańcy Podkarpacia. A gdy w trakcie pierwszego półfinału do hali weszli nasi siatkarze, rozległo się głośne: "Gramy u siebie, Resovio, gramy u siebie". - To było coś niesamowitego - mówili później siatkarze.

Był też słynny już w sportowym świecie orzeł wycięty ze styropianu, który pojawiał się m.in. w Niemczech na mistrzostwach świata w piłce nożnej, a także na wielu innych imprezach. - Zawsze zabieramy go ze sobą - mówi Mirek, właściciel orła. Wraz z bratem i kolegami do Berlina wyruszyli już w piątek rano. Ubrani w barwy klubowe, dopingując siatkarzy, nie szczędzili gardeł. - Długo czekaliśmy, by nasza Resovia znów rządziła w Europie - dodaje jego brat Jacek.

Kibice Asseco Resovii nie ograniczyli się w Berlinie tylko do dopingowania swoich siatkarzy w hali. Już od rana w sobotę można ich było spotkać na ulicach. Grupy w biało-czerwonych barwach przechadzały się wzdłuż byłego muru berlińskiego, po Aleksanderplatz czy pod Bramą Brandenburską - tu fani zrobili sobie wspólne zdjęcie. - Skrzyknęliśmy się na forum i w portalach społecznościowych. Przyszli nie tylko nasi kibice ze stowarzyszenia, ale także inni Polacy, którzy przyjechali na własną rękę - mówi Dariusz Dąbrowski ze Stowarzyszenia Sympatyków Piłki Siatkowej "Resovia". Później liczyła się już tylko siatkówka.

A gdy w niedzielę siatkarze z Rzeszowa musieli uznać wyższość rosyjskiego Zenitu Kazań, fani z Rzeszowa nie byli smutni. Świętowali ze swoimi ulubieńcami największy sukces w historii klubu. Po 42 latach Asseco Resovia znów jest druga w Europie.



siatkówka,Asseco Resovia,Liga Mistrzów