Liga Mistrzów. Fabian Drzyzga: W finale będziemy walczyć do ostatniej piłki

- Zmęczenie nie będzie miało znaczenia. To jest finał. Oni są faworytem, ale my się nie poddamy. Będziemy walczyć do samego końca, choćbyśmy przegrywali 0:2 i 10:24 - mówi Fabian Drzyzga, rozgrywający Asseco Resovii. Dziś finał. Początek o 15:45, relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl Live.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Resoviacy, pokonując w półfinale Final Four Ligi Mistrzów PGE Skrę Bełchatów, awansowali do finału tych rozgrywek. Po raz pierwszy od 1973 roku zagrają w niedzielę o złoto z rosyjskim Zenitem Kazań, który jest faworytem całego turnieju rozgrywanego w Berlinie. - Nie poddamy się - mówi Fabian Drzyzga, rozgrywający wicemistrzów Polski, którzy nie pozostawili złudzeń rywalom w polskim półfinale.

Asseco Resovia wygrała 3:0, będąc zespołem pewniejszym i spokojniejszym, co pokazała w decydujących momentach.

Marcin Lew: Co zdecydowało o waszym zwycięstwie ze Skrą?

Fabian Drzyzga: Zespół, myślę, że zespół. Wszyscy zagraliśmy na bardzo równym poziomie, w przyjęciu, w ataku. Każdy z nas jakąś tam krzywdę zrobił Skrze w zagrywce. A oni nie mogli się nakręcić.

Po raz kolejny bardzo dobrze graliście w ataku. Siłę ofensywną macie ogromną.

- Tak jak mówiłem, to zespół. Nie mamy jednego zawodnika, który atakuje 30 razy, tylko mamy ten atak rozłożony na cały zespół. I jeśli chłopaki są w normalnej dyspozycji, tak jak w tym momencie, to ciężko jest z nami wygrać. Siłą rzeczy przychodzi jeszcze jakiś blok, jakaś zagrywka, tak jak dzisiaj Marko Ivović serwował, i wtedy jest nas ciężko zatrzymać.

Jak może wyglądać niedzielny finał z Zenitem Kazań?

- Może być szybkie 3:0 dla nas lub dla nich albo możemy się też bić przez ponad dwie godziny. To jest finał, oni są bardziej doświadczeni, są faworytem, ale my się nie poddamy i będziemy walczyć do samego końca, choćbyśmy przegrywali 0:2 i 10:24.

Jest jakaś różnica, jeśli kończy się mecz trzy godziny wcześniej i ma się mniej czasu na odpoczynek tak jak wy?

- Myślę, że nie. Sam finał ma tyle emocji w sobie, adrenalina, którą będziemy mieć w sobie, sprawi, że nie będzie problemu. Mam tylko nadzieję, że z Nikosiem Penczewem jest wszystko w porządku. Podkręcił kostkę, ale dokończył spotkanie, i wielkie brawa dla niego. To taki nasz wojownik, który cały czas nas pobudzał, uśmiechał się. Taka pozytywna jednostka.

Cały czas mecz był wyrównany, ale w końcówkach wy wygrywaliście. Co było kluczem w tym momencie?

- Zagrywka, w której rządził Marko Ivović. I to, że wykorzystywaliśmy kontry. Skra mniej broniła. Na szczęście jest ten challenge, który pomagał. Słuszne decyzje były podtrzymywane.

Byliście dziś chyba dużo pewniejsi od Skry. Nawet jak przegrywaliście kilkoma punktami, nie było widać u was nerwów.

- To było kluczowe. Oni w każdym z setów mieli przewagę, nawet trzech punktów, ale my szybko ją odrabialiśmy i jeszcze odskakiwaliśmy. Myślę, że im to siedziało w głowach już od pierwszego seta, że nie ma w tym meczu przewagi, której my nie odrobimy. To ich mogło dołować.



Wszystko o Final Four Ligi Mistrzów na rzeszow.sport.pl