Sport.pl

Liga Mistrzów. F. Drzyzga, rozgrywający Asseco Resovii: Czekałem krócej niż "Igła"

- Cieszę się, że nie musiałem tyle czekać co Krzysiu Ignaczak. Gdy mi powiedział, że nigdy nie grał w Final Four Ligi Mistrzów, to pomyślałem, żeby tyle nie czekać co on. Udało się krócej. Ale to nie jest koniec - mówi Fabian Drzyzga, rozgrywający Asseco Resovii, która pokonała w dwumeczu Lokomotiv Nowosybirsk i awansowała do Final Four Ligi Mistrzów.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Rzeszowianie po pokonaniu rywali w Nowosybirsku 3:1, w Rzeszowie dopełnili dzieła. Wygrali dwa sety i zapewnili sobie awans do turnieju finałowego, który odbędzie się w Berlinie. W półfinale zagrają z PGE Skrą Bełchatów, która także znalazła się w najlepszej czwórce Europy.

Jednym z bohaterów rywalizacji z Rosjanami był rozgrywający wicemistrzów Polski Fabian Drzyzga. Po powrocie z Nowosybirska dopadła go choroba i ostatnie dni spędził w łóżku. W środę poprowadził jednak kolegów do dwóch wygranych setów, a później mógł odpoczywać. Lokomotiv ostatecznie wygrał 3:2, ale odpadł z rywalizacji.

Rozmowa z Fabianem Drzyzgą

Marcin Lew: Dużo się działo w pana życiu w ostatnich dniach. Wyprawa do Nowosybirska, wygrana, później choroba, leżenie w łóżku, a dziś wielki triumf i awans do Final Four Ligi Mistrzów...

Fabian Drzyzga: Ten tydzień nie był łatwy dla całej drużyny. Mieliśmy jeszcze po drodze pierwszy mecz półfinałowy w PlusLidze z Jastrzębskim Węglem. Oglądałem go, niestety, w domu i mam nadzieję, że to był ostatni raz, gdy musiałem oglądać mecz swojej drużyny w telewizji. Są to nerwy, które w ogóle nie towarzyszą na boisku czy w kwadracie. W telewizji ogląda się to parszywie i nie dlatego, że transmisja jest zła (śmiech), tylko dlatego, że człowiek nic nie może zrobić. Brawa dla chłopaków, że wygrali tamten mecz. Brawa za ten tydzień, z tą daleką podróżą, z tym, co się działo wokoło, z presją, która była na nas po wygranej 3:1 w Nowosybirsku. Wytrzymaliśmy, zagraliśmy dobrą siatkówkę i możemy się teraz cieszyć.

Mówi pan, że dziś był spokojniejszy niż w niedzielę przed telewizorem?

- Tak, tak. Zdecydowanie. Nienawidzę patrzeć, jak gra moja drużyna. Nic nie mogłem zrobić, nie wiem, napisać co najwyżej SMS-a do chłopaków, którzy siedzieli poza składem, ale to nic nie daje.

W tym pierwszym secie za bardzo chcieliście? Popsuliście sporo zagrywek. Oni z kolei postawili wszystko na jedną kartę i strzelali bardzo mocno.

- Strzelali bardzo dobrze, a my chcieliśmy podobnie, ale zagrywka nam nie wchodziła. Kwestią czasu było, że ta zagrywka nam wejdzie, a wynik remisowy w każdym secie był dla nas dobry, bo Rosjanie nigdy nie byli mocni psychicznie. A każdy punkt czy dwa, którymi im odjeżdżaliśmy, działały na naszą korzyść. Oni zrobili dziś tylko różnicę w zagrywce i tyle.

W ataku miał pan bogactwo wyboru. Mógł wystawiać, do kogo tylko chciał, a koledzy kończyli. W pewnym momencie upodobał pan sobie Nikiego Penczewa, a ten w drugim secie odwrócił losy rywalizacji.

- Musiał poatakować, bo z Jastrzębiem ostatnio nie zagrał najlepiej. Musiał się odkuć (śmiech). Żartuję oczywiście. Wszyscy grali bardzo dobrze, chłopaki trzymali przyjęcie, a atakujący robili swoje.

Marzenia się spełniają? Pół roku temu mistrzostwo świata, a teraz czwórka najlepszych drużyn w Europie.

- Cieszę się, że nie musiałem tyle czekać co Krzysiu Ignaczak [libero Asseco Resovii - przyp. red.]. Gdy mi powiedział, że nigdy nie grał w Final Four, to pomyślałem, żeby tyle nie czekać co on. Udało się krócej. Ale to nie jest koniec. Nie chcę tam zająć czwartego miejsca, bo co to za różnica być tam ostatnim czy odpaść wcześniej?

Po meczu ze Skrą Bełchatów w PlusLidze wszyscy zgodnie stwierdziliście, że fajnie byłoby się spotkać w półfinale Ligi Mistrzów w Berlinie. I stało się to faktem.

- Bardzo się cieszę, że będzie polski półfinał, to duży plus dla naszej siatkówki. Idzie w świat, że nasza siatkówka jest mocna. Awansowaliśmy do Final Four dwoma drużynami. Gdy oglądałem pierwsze sety Skry z Perugią, denerwowałem się podobnie, jak patrząc na mecz naszej drużyny z Jastrzębiem. To są nasi koledzy, rywalizujemy, ale chcemy dla naszego kraju, by ta siatkówka była jak najlepiej promowana. Spotkamy się w półfinale i wygra najlepszy w tym dniu. Mam nadzieję, że oba zespoły staną na podium.

Będzie jakieś świętowanie awansu?

- Ja jestem jeszcze na antybiotyku (śmiech). Mamy chwilę wolnego i zasłużyliśmy na świętowanie. Ale musimy pamiętać, że przed nami mecze z Jastrzębskim Węglem. Nie zdobyliśmy jeszcze mistrzostwa Polski, nie wygraliśmy Ligi Mistrzów, ale zrobiliśmy w tym momencie coś historycznego.



Więcej o: