Liga Mistrzów. A. Kowal, trener Asseco Resovii: Przegrywasz i cię nie ma

- Te drugie mecze gra się zawsze ciężej. W pierwszym zawsze jest bufor rewanżu, teraz go nie ma. Wygrywasz, grasz dalej. Przegrywasz i cię nie ma - mówi Andrzej Kowal, trener Asseco Resovii, przed rewanżowym meczem w Lidze Mistrzów z VfB Friedrichshafen.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Rzeszowianie są o krok od awansu do kolejnej rundy play-off Ligi Mistrzów. W pierwszym meczu I rundy pokonali w Niemczech VfB Friedrichshafen 3:2 i do gry w kolejnej rundzie potrzebują wygranej w jakimkolwiek stosunku. Przy wygranej rywali 3:2 o tym, kto zagra dalej, zadecyduje złoty set. Jeśli natomiast triumfują rywale 3:0 lub 3:1, to oni zagrają w II rundzie play-off.

Początek spotkania w środę o godz. 20.30. Relacja na żywo na rzeszow.sport.pl. Transmisja w Polsacie Sport.

Rozmowa z Andrzejem Kowalem

Marcin Lew: Po meczu w Częstochowie powiedziałeś, że środowe spotkanie z VfB Friedrichshafen będzie trudniejsze od tego w Niemczech. Dlaczego?

Andrzej Kowal: Bo to już ostatni mecz, nie ma rewanżu. Te drugie mecze gra się zawsze ciężej. W tych pierwszych zawsze jest nastawianie, że jeszcze jest rewanż. Nie powinno się tak myśleć, ale jest ten bufor bezpieczeństwa. Teraz nie ma. Wygrywasz, grasz dalej. Przegrywasz i cię nie ma.

Ale przed własną publicznością zawsze gracie lepiej.

- Teoretycznie tak, ale my nie możemy myśleć w kategoriach, że pomoże nam publiczność. Ja na to liczę, ale zawodnicy muszą liczyć na swoje umiejętności, na swoją grę. Publiczność może pomóc, ale i tak decydowała będzie nasza gra.

Nie możecie też liczyć na to, że wygraliście 3:2 w Niemczech. Tak czy inaczej u siebie musicie wygrać.

- Oczywiście. Trzeba wygrać. W jakim stosunku, w jakim stylu, to nie ma znaczenia.

W pierwszym meczu bardzo dużą rolę odegrała zagrywka. Niemcy zdobyli 10 asów, wy 13.

- Tak, ale oni dużo lepiej zagrywali w pierwszej części meczu, my w drugiej, od połowy drugiego seta. I pewnie podobnie będzie tutaj. Zagrywka jest bardzo ważnym elementem i kiedy zespoły, które dysponują mocną zagrywką, trafiają, to bardzo ciężko się przeciw nim gra.

Może ten słabszy początek w pierwszym meczu wynika ze specyficznej, miejscowej hali i nietypowego oświetlenia?

- Nie ma co ukrywać, że to specyficzna hala. To oświetlenie widzieliśmy po raz pierwszy. Ale nie ma co się tłumaczyć, trenowaliśmy tam, mieliśmy czas na przyzwyczajenie się. Zawodnicy faktycznie to odczuli, bo mówili o tym po meczu, ale w kolejnej części meczu przyjmowaliśmy dobrze.

Ale w perspektywie rewanżu u nas mogą nie być już tak skuteczni w zagrywce. Nie znają hali Podpromie tak dobrze.

- Akurat dwaj siatkarze, którzy decydują o obliczu zagrywki rywali, to naszą halę znają. Jeden grał tu cały sezon [Adrian Gontariu - przyp. red.], a drugi [Baptiste Geiler - przyp. red.] chyba dwukrotnie grał przeciw nam w europejskich pucharach. Myślę, że sala nie będzie utrudnieniem. Hala na tym poziomie nie ma aż tak wielkiego znaczenia.