Sport.pl

Liga Mistrzów. Horror z happy endem dla Asseco Resovii

Może nie był to najlepszy mecz w wykonaniu siatkarzy Asseco Resovii, ale ci zrobili swoje. Po blisko 2,5 godzinach gry wicemistrzowie Polski pokonali na wyjeździe VfB Friedrichshafen 3:2 w pierwszym meczu I rundy play-off Ligi Mistrzów. Rewanż za tydzień w Rzeszowie.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Jeszcze przed wyjazdem do Niemiec statystyk Asseco Resovii Michał Mieszko Gogol, odpowiedzialny za rozpracowywanie rywali, ostrzegał przed znakomitą grą defensywną zespołu z Friedrichshafen. Na nieszczęście rzeszowian miał sporo racji, choć wiele razy w trakcie środowego meczu przyjezdni wyciągali po prostu rękę do rywali. A ci wykorzystywali to, jak mogli.

Tak było w inauguracyjnej partii, która była jedną ze słabszych w wykonaniu rzeszowian. Ci grali niezwykle nerwowo, nie mogli wstrzelić się w boisko zagrywką, a dodatkowo sami mieli problemy z przyjęciem. Gracze Asseco Resovii popsuli aż siedem serwów, pozostałymi nie robiąc krzywdy Niemcom. A ci z kolei zagrywali aż miło; jeśli nawet nie punktowali, to mocno komplikowali grę resoviaków. A w ataku szło jak po grudzie. Z drugiej strony siatki szalał były siatkarz ekipy z Rzeszowa, Rumun Adrian Gontariu. I tak VfB Friedrichshafen budowało swoją przewagę. Przyjezdni trzymali wynik jedynie punktowymi blokami, ale tylko tym elementem nie można nic wygrać.

Uratowani zagrywkami

A gdy dodatkowo wyrzuca się kilka piłek z rzędu w aut, to ciężko być optymistą. A tak wyglądała właśnie druga odsłona na jej początku. Błędy w ataku spowodowały, że miejscowi prowadzili już 8:3. Na boisku pojawił się Rafał Buszek, zmieniając Serba Marko Ivovicia, i poderwał zespół do gry. Było blisko remisu po 9, ale mając kontrę po swojej stronie, Asseco Resovia nie wykorzystała szansy. I znów musiała gonić, bo Niemcy odskoczyli na cztery punkty (14:18). Mogli zdecydowanie wyraźniej, ale masowo psuli zagrywki (w całym secie siedem).

Serwy tym razem były atutem gości, a już szczególny popis dał właśnie Ivović, który wrócił na boisko. Tuż po wejściu zaliczył trzy asy! Później swoje dołożył jeszcze Piotr Nowakowski i Asseco Resovia wyszła na prowadzenie 23:21. Miała nawet piłkę na kolejny punkt, ale nieporozumienie zamieniło się w serię dla miejscowych. Mogło to się skończyć bardzo źle, bo Niemcy za chwilę mieli piłkę setową. Znów jednak rzeszowian uratował Bułgar Nikołaj Penczew, który dwoma zagrywkami dał wyrównanie w meczu.

Gontariu i reszta

Tyle tylko, że oprócz zagrywki dalej niewiele wychodziło podopiecznym Andrzeja Kowala. A że serwy nie zawsze "wchodzą" w boisko rywali, to trudno liczyć na powodzenie w następnych setach. Gracze VfB przestali się już tak mylić, zaczęli sami mocno serwować, a Asseco Resovia albo wpuszczała to w boisko, albo oddawała piłkę na drugą stronę. Wyglądało to bardzo źle, a dodatkowo nawet przy dobrych dograniach zawodziło rozegranie.

A dowodzący zespołem z Friedrichshafen Simon Tischer mógł z przyjemnością rozgrywać piłki do Gontariu, który nic nie robił sobie z rzeszowskiego bloku.

Plan minimum

Niemcy jednak po raz kolejny się zacięli. Tym razem jednak szybciej niż w drugiej partii, bo już na początku czwartej posłali dwa ataki w aut, a dodatkowo nie poradzili sobie z zagrywką rzeszowian. A później Asseco Resovia zaczęła grać nieco luźniej, skuteczniej. Pojawił się punktowy blok, ale także ten "pasywny", po którym można było wyprowadzać kontry. A w tych dobrze spisywali się skrzydłowi wicemistrzów Polski.

W efekcie resoviacy szybko zbudowali sporą przewagę, której nie oddali do końca. Tym samym plan minimum został wykonany, bowiem Asseco Resovia zdobyła punkt meczowy, mający znaczenie przy "rozliczeniu" dwumeczu.

Bajeczna akcja na koniec

Apetyty były jednak większe, ale początek tie-breaka nie napawał optymizmem. Asseco Resovia zaczęła fatalnie od 0:3 i musiała gonić wynik. Udało się dopiero przy wyniku po 10, gdy zafunkcjonował szczelny blok rzeszowian. A później to już była czysta wojna nerwów. Ostatecznie piłki meczowe mieli i jedni i drudzy, ale w ekipie z Rzeszowa było dwóch liderów, Niemiec Jochen Schops i Serb Marko Ivović. Obaj nie dość, że kończyli swoje ataki, to jeszcze rozegrali akcję meczu. W samej końcówce, w piłce sytuacyjnej, Ivović z lewego skrzydła rozegrał z wyskoku do tyłu, do Schopsa, a ten splasował tuż za siatkę. A rywali resoviacy dobili jeszcze blokiem i mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

Teraz Asseco Resovia jest w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem. Wicemistrzom Polski wystarczy jakiekolwiek zwycięstwo, by zapewnić sobie awans do kolejnej fazy. W przypadku wygranej VfB Friedrichshafen 3:2 o awansie zadecyduje "złoty set".



VfB FRIEDRICHSHAFEN2
ASSECO RESOVIA3
Sety: 25:19, 24:26, 25:20, 17:25, 15:17

VfB: Tischer, Geiler, Vogel, Gontariu, van Gardenen, Gauna oraz Grebennikov (libero), Zimmermann, Gergye, Finger.

Asseco Resovia: Drzyzga, Penczew, Holmes, Schops, Ivović, Nowakowski oraz Ignaczak (libero), Buszek, Tichacek, Lotman.

Sędziowali: Onur Hosnut (Turcja) i Daniele Rapisarda (Włochy)

Rewanż 18 lutego w Rzeszowie.



Więcej o:
Komentarze (4)
Liga Mistrzów. Horror z happy endem dla Asseco Resovii
Zaloguj się
  • blechtrommel

    Oceniono 6 razy 6

    A kiedy doczekamy informacji, że polska drużyna w nogę zlała na wyjeździe Borussię czy Bayern? Siatkarze mogą, to dlaczego kopacze są od dekad w czarnej d...pie?

    Ostatni raz Wisła stłukła Schalke, ale kiedy to było...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX