Męskie rozmowy w Asseco Resovii. "Wierzymy w tę drużynę"

Ostatnie słabe występy siatkarzy wicemistrza Polski Asseco Resovii nie przeszły bez echa. - Rozmawialiśmy o tym, co trzeba zrobić, jak pomóc, jak wrócić na właściwe tory - mówi Bartosz Górski, wiceprezes rzeszowskiego klubu.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Porażki w PlusLidze z PGE Skrą Bełchatów w Łodzi i u siebie z Berlin Recycling Volleys w Lidze Mistrzów, a raczej ich styl zaczął niepokoić kibiców rzeszowskiej drużyny. Obojętni nie pozostali też szefowie klubu. Kryzys w zespole był bowiem bardzo widoczny. - Wkradł się marazm, nie cieszyliśmy się tak jak powinniśmy z wygranych akcji, choćby to były akcje nawet przy piłce setowej - mówił ostatnio Dawid Dryja, środkowy Asseco Resovii.

By znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy, zespół wyjechał do Kielnarowej. - Przeprowadziłem indywidualne rozmowy z siatkarzami, a także ze sztabem szkoleniowym. Później spotkaliśmy się wszyscy na kolacji w Kielnarowej i porozmawialiśmy o tym, co jest nie tak i co trzeba zrobić, by wrócić na właściwe tory - informuje wiceprezes Górski. - Rozmawialiśmy w grupie i każdy powiedział, co go boli. Takie rozmowy są naprawdę potrzebne, żeby odbudować tę pewność siebie, żeby było coraz lepiej w następnych meczach, a nie gorzej. Wydaje mi się, że najgorszy okres naszej gry powinniśmy mieć już za sobą - dodał Dryja.

Co wyniknęło z tych rozmów? To, że żadnych nerwowych ruchów nie będzie. - Mamy zaufanie do tych ludzi i oni wiedzą, że mają nasze wsparcie. Oceniać i rozliczać będziemy po sezonie. Wierzę w tę drużynę i wiem, że będzie grała lepiej, że jest w stanie zrealizować wszystkie postawione przed nią cele - stwierdza Bartosz Górski i dodaje: - Potrzebujemy jednak też wsparcia kibiców, którzy już niejednokrotnie udowodnili, że potrafią być z drużyną, nawet w tych gorszych momentach, takich jak ten, w którym się teraz znaleźliśmy.

- Czasem trzeba przejść kryzys, żeby później było lepiej. Trzeba do następnych meczów podejść z jeszcze większą agresją, zagrać na 110 procent i znów wygrywać - kończy Dryja.