D. Konarski, atakujący Asseco Resovii: "Takie mecze mogą cieszyć kibiców"

- W siatkówce wciąż są rzeczy, których ludzie nie widzieli. Zdarzało się, by odrabiać duże straty, ale nie przy serwach jednego siatkarza - mówi Dawid Konarski, atakujący Asseco Resovii, która pokonała 3:2 Jastrzębski Węgiel.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Rzeszowianie w tie-breaku przegrywali już 0:6, kiedy właśnie Konarski nie mógł skończyć ataku. Pomógł mu jednak Bułgar Nikołaj Penczew, który w polu zagrywki rozstrzelał rywali. Po jego serwach zrobiło się 9:6 dla Asseco Resovii, która nie mogła wypuścić z rąk już takiej okazji i wygrała całe spotkanie.

Rozmowa z Dawidem Konarskim

Marcin Lew: Nie było dziś łatwo. Ale w tie-breaku zrobiliście rzecz niesamowitą. Wyjść z 0:6 na 9:6 to wielka sztuka. Ja czegoś takiego w siatkówce nie pamiętam.

Dawid Konarski: Myślę, że to powinno cieszyć i siatkarzy, i kibiców, że w tej siatkówce są takie rzeczy, że mimo paru lat grania czy oglądania zdarzają się jeszcze takie rzeczy, których ludzie nie widzieli. Bo faktycznie, było tak, że odrabiało się straty, nawet siedmiu punktów, ale zawsze to miało miejsce po zagrywkach trzech, czterech ludzi, a tutaj tylko przy serwach Nikiego [Penczewa - przyp. red.] zrobiliśmy ich dziewięć. I to nie było tak, że Jastrzębie nam je oddawało, tylko Niki cały czas zagrywał ponad 100 km/h.

Cieszę się, że mimo tego słabego początku, w dużej mierze przeze mnie, udało się wygrać.

Na początku tego sezonu ciężko ci złapać dobrą formę. To zmęczenie po mistrzostwach świata jeszcze?

- Ciężko mi powiedzieć, ale pewnie się to gdzieś po kościach rozchodzi. Ale teraz z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień forma powinna iść do góry, nie ma się co zbytnio zamartwiać. Dopiero od trzech treningów trenujemy w komplecie i z Igłą [Krzysztofem Ignaczakiem - przyp. red.] i z Fabianem [Drzyzgą - przyp. red.], także jeśli w zdrowiu będziemy trenować, to jakoś gry będziemy podnosić. Mamy na tyle szeroki skład, że jak coś nie pójdzie zawsze można zrobić zmianę. Na razie cieszą cztery zwycięstwa w lidze, ale najważniejsze granie jeszcze przed nami.

Mówisz o kilku zaledwie treningach w pełnym składzie. To widać na boisku, bo zdarzają się wam nieporozumienia, których w normalnej formie nie powinno być. Potrzeba czasu?

- Myślę, że tak. Choć tego czasu na trening nie ma dużo. Musimy wykorzystywać każdą okazję do pracy i grać, trenując jakby w trakcie meczu. Im będziemy dłużej razem, tym lepiej dla nas, bo jednak trochę tych zawodników od nas grało na mistrzostwach świata i każdy przyjeżdżał w innym czasie. Teraz najważniejsze jest to, że nie przegrywamy meczów, a gra będzie jeszcze lepsza.

Cieszycie się z tych dwóch punktów, czy martwi was strata jednego?

- Jak popatrzymy na początek tie-breaka, to na pewno cieszymy się z dwóch punktów. Była jednak szansa, by wygrać za trzy punkty, bo w pierwszym secie przecież też ich dogoniliśmy. Ale nie ma już co gdybać. Nie ma trzech punktów, są dwa. Nie ma tragedii.