Olieg Achrem nigdy się nie poddaje!

- Zaraz po kontuzji przeżywałem ciężkie chwile, ale wtedy wielkie wsparcie okazali mi kibice. Nigdy im tego nie zapomnę - mówi Olieg Achrem, kapitan Asseco Resovii.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Achrem zerwał więzadła krzyżowe w kolanie podczas półfinałowego meczu ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Kilka tygodni później musiał przejść operację rekonstrukcji więzadeł we Włoszech i pracuje nad doprowadzeniem kolana do pełnej dyspozycji. - Czuję się bardzo dobrze. Rehabilitacja przebiegła zgodnie z planem. Powinienem zacząć normalnie trenować końcem września - mówi w rozmowie z rzeszow.sport.pl kapitan Asseco Resovii.

ROZMOWA Z

OLIEGIEM ACHREMEM

kapitanem Asseco Resovii

Kamil Gorlicki: Jak zdrowie kapitana Asseco Resovii na dwa miesiące przed startem PlusLigi?

Olieg Achrem: Czuję się bardzo dobrze! Rehabilitacja przebiegła zgodnie z planem. Na początku lipca lekarze powiedzieli mi, że wracam do zdrowia nawet za szybko (śmiech). Teraz jestem na etapie odbudowywania więzadeł. Cały czas jestem też pod okiem lekarzy z klubu, więc na bieżąco kontrolujemy stan mojego kolana.

Przed tygodniem rozpoczęliście treningi na siłowni. Czy możesz już uczestniczyć w zajęciach tak jak koledzy?

- Na siłowni ćwiczę już normalnie. Bez problemu mogę wykonywać przysiady i wypady jednonóż, więc to najlepiej świadczy o tym, że z moim kolanem jest coraz lepiej. Zacząłem nawet biegać na bieżni, ale tutaj jeszcze zdecydowanie odstaję od reszty kolegów.

Zaraz po kontuzji otrzymałeś fantastyczne wsparcie od kibiców. Pomogło ci to przetrwać te pierwsze dni po kontuzji?

- Wsparcie kibiców, skandowanie przez nich mojego nazwiska w trakcie meczu, było czymś niesamowitym. Nigdy tego nie zapomnę. W tamtych dniach zaraz po kontuzji czułem, że oprócz swojej rodziny mam też tę drugą - resoviacką. Za to jestem wszystkim bardzo wdzięczny!

Poczułeś się wtedy jeszcze bardziej Resoviakiem?

- Resoviakiem czuję się od dawna, ale takie wydarzenia tylko to uczucie potęgują. Mówiłem to już kibicom wielokrotnie, ale powtórzę jeszcze raz: Resovia jest jedynym polskim klubem, w jakim kiedykolwiek zagram. Jeśli przyjdzie mi opuścić Rzeszów, to w grę wchodzi tylko wyjazd za granicę.

Brałeś pod uwagę czarny scenariusz, że być może nie uda się wrócić na boisko?

- Zdecydowanie nie! Było ciężko, ale Achrem się nigdy nie poddaje! Nie wiedziałem i nadal dokładnie nie wiem, kiedy wrócę na boisko, ale czuję, że ten dzień jest coraz bliżej!

Mocno przeżywałeś półfinałowe mecze z Zaksą, kiedy nie mogłeś już pomóc drużynie na boisku? Udzielała ci się gorąca atmosfera na trybunach?

- Było mi bardzo przykro, że nie mogę walczyć razem z chłopakami na parkiecie. Kiedy widziałem jednak ich wolę walki i zaangażowanie, to cały czas byłem przekonany, że dadzą radę. Doping był kapitalny, a oglądając to wszystko z boku, nerwy rzeczywiście są jeszcze większe niż na boisku.

Póki co pracujesz nad przygotowaniem fizycznym. Wiesz, kiedy będziemy mogli zobaczyć cię na treningu w ćwiczeniach już typowo siatkarskich?

- Tego wciąż do końca nie wiem. Jeśli kolano będzie wracać do zdrowia tak szybko, jak do tej pory, to powinienem zacząć normalnie trenować końcem września.

Czy jest więc szansa, że Olieg Achrem będzie do dyspozycji trenera już w początkowej fazie rozgrywek?

- Na dziś trudno to oceniać. To jest uzależnione właśnie od tego, kiedy będę mógł zacząć normalnie trenować. Nie wiadomo też, jak kolano będzie się zachowywać przy większym wysiłku. Na pewno nie będziemy niczego na siłę przyspieszać. Mamy bardzo mocną kadrę, trener ma z kogo wybierać, nawet jeśli ja na początku nie będę do jego dyspozycji.

No właśnie, transferem Russela Holmesa Asseco Resovia zakończyła budowę drużyny na przyszły sezon. Jak personalnie oceniasz siłę zespołu? Będziecie mocniejsi niż w poprzednim sezonie?

- Siatkarskie życie nauczyło mnie, że nie należy oceniać drużyny po nazwiskach. Oczywiście na "papierze" jesteśmy mocni, ale musimy to jeszcze udowodnić na boisku. Na początku musimy się skupić na tym, żeby stworzyć w zespole dobrą atmosferę, żeby każdy zawodnik walczył za innego kolegę z drużyny. To powinien być klucz do sukcesu.

Aż dziesięciu twoich kolegów z drużyny przebywa teraz na zgrupowaniach swoich reprezentacji przed zbliżającymi się mistrzostwami świata w Polsce. Którzy z nich mają największe szanse na to, żeby przyjechać do Rzeszowa z medalami?

- Najbardziej kibicuję piątce, która, mam nadzieję, będzie reprezentowała Polskę na tym turnieju, ale oczywiście będę trzymał kciuki za wszystkich chłopaków. Im więcej medali, tym lepiej będzie to świadczyło o sile naszego zespołu.