B. Górski, wiceprezes Asseco Resovii: Srebro to promyczek radości

- Powodów do wielkiej radości nie mamy, natomiast cieszymy się z tego, co jest. Mamy srebrny medal, awans do Ligi Mistrzów. Trzeba też pamiętać, że od sześciu lat jesteśmy w czołówce klubów w Polsce - mówi Bartosz Górski, wiceprezes Asseco Resovii

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Siatkarze z Rzeszowa po dwóch sezonach, w których zdobywali mistrzostwo Polski, zaliczyli słabszy rok. Nie zakwalifikowali się do Final Four Ligi Mistrzów, w słabym stylu odpadli z Pucharu Polski, a na koniec zdobyli srebrny medal mistrzostw Polski. Choć skład mieli najbardziej wyrównany w historii, osiągnęli najsłabszy wynik, odkąd zespół prowadzi trener Andrzej Kowal.

Rozmowa z Bartoszem Górskim

Marcin Lew: Tego sezonu za sukces Asseco Resovii uznać nie można. Miała być walka na trzech frontach, tytuły, a jest tylko i aż srebrny medal.

Bartosz Górski: - Rzeczywiście powodów do wielkiej radości nie mamy, natomiast cieszymy się z tego, co jest. Mamy srebrny medal, awans do Ligi Mistrzów. Trzeba też pamiętać, że od sześciu lat jesteśmy w czołówce klubów w Polsce.

Jesteśmy rozczarowani, że kompletnie nie udał nam się Puchar Polski, że nie awansowaliśmy do Final Four Ligi Mistrzów, choć tutaj w stosunku do poprzedniego sezonu poprawiliśmy wynik. Mamy też świadomość, ile dzieli nas od czołowych drużyn w Europie i jest to nasze zadanie, aby o sukcesie nie decydowały pojedyncze transfery i zastanawiamy się nad tym, jak budować zespół, by w dłuższym okresie można było z nimi walczyć.

Trzeba sobie powiedzieć otwarcie, że jeśli włoskie czy rosyjskie drużyny stanęłyby nam na drodze wcześniej, to byłoby nam niezwykle ciężko je pokonać i w tym sezonie losowanie w Lidze Mistrzów było dla nas łaskawe.

Każda drużyna miała jednak swoje lepsze i gorsze chwile. My mieliśmy problemy z kontuzjami w tych ważnych momentach, co oczywiście nie tłumaczy profesjonalnego klubu, że z tego powodu nie będzie realizować założonych celów.

Sezonu nie uznajemy za katastrofę. Być może wielu kibiców czy dziennikarzy oczekiwało od tej drużyny znacznie więcej, ale uznajmy, że awans do Ligi Mistrzów i srebro to taki promyczek radości.

Ale apetyty były większe. Pieniądze zainwestowane w zespół też spore.

- Nie ma się czego wstydzić, że potrafimy gromadzić budżet, który pozwala na walkę o medale. Mamy sporą grupę sponsorów, gdzie każdy dokłada jakąś część do budżetu, tak samo jak kibice, którzy wspierają nas sporą kwotą. Na ten moment mamy w lidze cztery kluby, które pracują na zbliżonych budżetach i jeden z nich zdobywa złoto, drugi srebro, trzeci brąz, a czwarty pozostaje bez medalu.

Co najbardziej bolało? Utrata mistrzostwa Polski, brak Final Four w Lidze Mistrzów czy bardzo słaby występ w Pucharze Polski?

- Każda porażka boli. I otwarcie trzeba powiedzieć, że to złoto przegraliśmy. Dla mnie osobiście awans do Final Four byłby czymś takim, co byłoby pewnym satysfakcjonującym wynikiem i być może pomogłoby drużynie jeszcze bardziej się zdopingować do dalszej walki.

Koncepcja równej dwunastki okazała się trochę demagogią. Dało to awans do finału w meczach z Zaksą Kędzierzyn-Koźle, ale przy kontuzjach Krzyśka Ignaczaka czy Alka Achrema nie miał ich kto zastąpić na tyle, by nie było widać różnicy.

- Nie uznałbym tego za demagogię. Dzięki temu, że mieliśmy Niko Penczewa i Paula Lotmana wyszarpaliśmy awans do finału. Gdybyśmy ich nie mieli, na ich pozycjach byliby zawodnicy, którzy nie dysponują takim potencjałem, byłoby pewnie gorzej. Paul udowodnił, że jest zawodnikiem bardzo dobrym, który potrafi wejść z ławki i poderwać zespół do walki. Niki, mimo swojego młodego wieku - również. Natomiast to, że nie udało się w pełni wykorzystać potencjału drużyny, to jest zadanie dla nas, dla trenera, żeby z tego wyciągnąć wnioski.

Trzeba też pamiętać, że dla Dawida Konarskiego, Fabiana Drzyzgi czy Nikołaja Penczewa to był pierwszy rok, gdy grają w meczach o taką stawkę. My widzimy w nich potencjał i będziemy na nich stawiać. Wierzymy w to, że przyszły sezon będzie dla nich lepszy.

Czyli krótko mówiąc, dalej idziecie w kierunku równego, szerokiego składu?

- Większość kontraktów to są umowy dwuletnie. One obowiązują i my je honorujemy. Jeśli sam zawodnik uzna, że chce walczyć i podoba mu się taka rywalizacja w Rzeszowie, to te umowy są ważne. Mamy grupę zawodników, którzy z pewnością będą chcieli udowodnić, że to złoto jest w zasięgu i awans do Final Four też.

Ale zmiany na pewno będą. W plotkach pojawiają się tacy zawodnicy jak Michał Winiarski, Bartosz Kurek czy Michał Kubiak.

- To jest taki okres, że pojawia się sporo plotek i domysłów. My mamy swoją koncepcję zespołu i powoli będziemy rozmowy finalizować i po ich zakończeniu poinformujemy opinię publiczną. Mamy przecież swoich zawodników, którzy w obecnym sezonie byli na wypożyczeniu. Jeśli trener Kowal uzna, że w przypadku kontuzji Alka Achrema warto zabezpieczyć pozycję przyjmującego jeszcze Polakiem, to mamy takie możliwości.

Czego was nauczył ten sezon?

- Że z każdej sytuacji można wyjść, że warto wierzyć do ostatniej piłki. Że warto też mieć ludzi, którzy podrywają zespół w trudnych momentach, nie poddają się. To będę pamiętał z tego sezonu, bo te mecze półfinałowe z Zaksą zapadły mi mocno w pamięci.

Z porażek wyciągamy wnioski, ale staramy się o nich długo nie pamiętać. Zdecydowanie wolimy te chwile, które dostarczają nam radości (uśmiech). Jak choćby to, że w poniedziałek na rynku czekało na nas sporo kibiców, którzy podziękowali nam za ten sezon. I my im też dziękujemy za to, że poświęcili swój czas. A to nie jest łatwe, bo nie przyjeżdżaliśmy jako mistrzowie Polski, ale jako wicemistrzowie. Już w autokarze wśród siatkarzy były głosy dużej radości, że tak dużo kibiców czeka na nich na rynku.

I oczywiście sytuacja z Alkiem, już po tej nieszczęsnej kontuzji, gdy zespół i kibice robili wszystko, by walczyć dla niego. I to, gdy przyjechał do chłopaków do Kędzierzyna-Koźla. To twardy chłopak i wierzymy, że szybko wróci do pełnej sprawności. Ale Alek to Alek, to już legenda tego klubu i my go będziemy mocno wspierać.

W takim razie jakie wnioski wyciągniecie?

- To, co mówiłem, trzeba wyciągnąć wnioski z tych kontuzji, z tego jak wyglądała gra. Bo inaczej wyglądała na początku, w środku i na końcu. Trudno powiedzieć teraz, jak wyglądałyby play-offy w pełnym zestawieniu, ale takie problemy mógł mieć przecież każdy zespół. Musimy być na to przygotowani i to są najważniejsze wnioski do przedyskutowania z trenerem.

A kiedy konkrety, pierwsze nowe nazwiska?

- Negocjacje prowadzimy, niektóre umowy są finalizowane. Ale rozgrywki jeszcze trwają, także w innych ligach i dopóki się nie skończą, nie będziemy mówić o transferach, bo takie mamy umowy. Na tę chwilę mogę powiedzieć, że pożegnaliśmy się już z Peterem Veresem i życzymy mu powodzenia w dalszej karierze.

Tych roszad za wiele nie będzie, a wszystkie pewnie poznamy w przeciągu tygodnia czy dwóch.