Mecz godny finału. Bliżej złota Skra Bełchatów

Prawie trzy godziny trwał pierwszy mecz finału PlusLigi. Siatkarze Asseco Resovii i PGE Skry Bełchatów zafundowali kibicom niesamowite emocje, a w tym dreszczowcu minimalnie lepsi okazali się bełchatowianie, którzy wygrali 3:2 i objęli prowadzenie w rywalizacji do trzech zwycięstw. Kolejny pojedynek w środę o godz. 20 także w Rzeszowie.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



To był mecz jak na finał PlusLigi przystało, jak przystało na starcie gigantów, które od lat elektryzuje kibiców w Polsce. Było wszystko: skuteczne zagrywki, piękne obrony, mocne ataki i niesamowite bloki. Były też nieoczekiwane zwroty akcji, jak choćby ta z pierwszego seta. No i oczywiście tie-break.

Asseco Resovia choć zaczęła trochę lepiej, to później cały czas była w odwrocie. Rzeszowianie mieli spore problemy w przyjęciu, co później przekładało się na atak. Trzeba było grać skrzydłami, a tam resoviacy napotykali podwójny blok. Gdy tylko przyjęcie się poprawiło, od razu gar wyglądała lepiej, ale cały czas to Asseco Resovia musiała gonić.

Skra miała doskonale dysponowanego Mariusza Wlazłego, który kończył niemal wszystkie kontry. Była też dobrze przygotowana taktycznie, zagrywki kierowała na Bułgara Nikołaja Penczewa, a bohater półfinałów miał z nimi spore problemy. W połowie seta rzeszowianie prawie doszli Skrę. Zniwelowali stratę, mieli piłkę w górę na po 17, ale zablokowany został Amerykanin Paul Lotman, a za chwilę posypały się kolejne punkty dla gości. Wydawało się, że jest po secie.



Bełchatowianie prowadzili już 24:20, ale wtedy dwa razy pomylił się Argentyńczyk Facundo Conte, asem popisał się Niemiec Jochen Schops, a za chwilę jedyny raz w secie pomylił się Wlazły. Był remis i gra na przewagi. Tutaj długo nikomu nie udało się odskoczyć. Do czasu. Penczew dwukrotnie mocno przymierzył z zagrywki, trafił Francuza Stephana Antigę i Asseco Resovia znów dokonała niemożliwego. Obroniła pięć piłek setowych i wygrała inauguracyjną partię.

Antiga i przestój

W drugiej emocji wcale nie było mniej. Do stanu po 16 trwała walka punkt za punkt. Skra grała głównie Wlazłym, wspomaganym coraz częściej i coraz skuteczniej Conte. Po stronie Resovii w ataku brylował Lotman i środkowi. I dopóki rzeszowianie nie popełniali prostych błędów, wszystko szło w dobrym kierunku. Ale w połowie seta dwa razy się pomylili, do tego Antiga zagrywką zdobył kolejny punkt, a blok Skry dał jej następne dwa "oczka". Tym razem takich strat w końcówce nie udało się odrobić i stan meczu się wyrównał.

Spokój Skry

Po dziesięciominutowej przerwie trener Andrzej Kowal zaryzykował i wymienił rozgrywającego i atakującego. Trzecią partię rozpoczęli Fabian Drzyzga i Niemiec Jochen Schops, ale rozpoczęli najgorzej jak mogli. Znów nie funkcjonowało przyjęcie, a Drzyzga nie był w stanie naprawić sytuacji dokładną wystawą. W efekcie Skra prowadziła już 8:3!

Przy zagrywkach Schops resoviacy doszli rywali, ale jeden zawodnik nie mógł zatrzymać świetnie grającej Skry, której wychodziło praktycznie wszystko. Miała też lidera w osobie Mariusza Wlazłego, który takiego meczu w Rzeszowie nie zagrał dawno. Nie było sytuacji, z której nie skończyłby ataku, szczególnie w kontrach, a tych przyjezdni mieli sporo. Asseco Resovia znów słabo przyjmowała, męczyła się w ataku, dlatego Skra broniła atak za atakiem. Dodatkowo miała trochę szczęścia, które podobno sprzyja lepszym.

Jak w Rzeszowie, to tie-break

Skra miała Wlazłego, ale Asseco Resovia Schopsa. Niemiec znów dał popis w polu zagrywki, a koledzy skutecznie zagrali blokiem, zatrzymując trzy ataki gości i już na początku partii miejscowi prowadzili już 6:2. Swoją dobrą grą nakręcali się akcja po akcji, jak wtedy, gdy w niesamowity sposób obronili kilka ataków rywali i skończyli akcję blokiem.

Skra próbowała gonić, ale ze skrzydłowych na poziomie grał tylko Wlazły, a znakomicie atakujący środkowi często nie mieli okazji do gry, po słabszym przyjęciu bełchatowian. Boisko opuścić musiał Antiga, a w jego miejsce wszedł Samuel Tuia. W Resovii natomiast pojawił się Węgier Peter Veres, który znacząco poprawił przyjęcie. To musiało się udać. Rzeszowianie powiększali przewagę i byli o krok od tie-breaka, ale Skra nie dawała za wygraną. Rezerwowy skład bełchatowian skutecznymi blokami i asem Jędrzeja Maćkowiaka doszedł miejscowych niebezpiecznie na 22:24. Młody zawodnik Skry jednak za chwilę zaserwował w taśmę i o zwycięstwie musiał zadecydować tie-break.

Resoviacy zablokowani

Mocna pogoń w czwartym secie tchnęła nowego ducha w szeregi bełchatowian. Asseco Resovia z kolei decydującą partię zaczęła najgorzej jak mogła. Trzy ataki z rzędu miejscowych wpadły w blok Skry i trzeba było gonić. Tyle tylko, że w natarciu byli goście i raz za razem pokazywali mistrzom Polski, że tego dnia są od nich lepsi. Budowali swoją przewagę dzięki dobrej obronie i kontrom. Prowadzili już 8:2.

Za chwilę jednak przy zagrywkach Grzegorza Kosoka resoviacy doszli na 8:6, ale to było wszystko. As Nicolasa Uriarte, blok Antigi na Schopsie dały kolejną wysoką przewagę przyjezdnym (12:7), której ci nie oddali już do końca i wygrali spotkanie 3:2.

Skra objęła prowadzenie w rywalizacji finałowej. Kolejny pojedynek odbędzie się w środę o godz. 20 w hali Podpromie. Relacja na żywo na rzeszow.sport.pl. Transmisja w Polsacie Sport i Polsacie Sport News.



ASSECO RESOVIA2
PGE SKRA BEŁCHATÓW3
Sety: 31:29, 20:25, 20:25, 25:22, :15

Asseco Resovia: Tichacek, Lotman, Perłowski, Konarski, Penczev, Nowakowski oraz Ignaczak (libero), Schops, Drzyzga, Kosok, Veres.

PGE Skra: Uriarte, Antiga, Kłos, Wlazły, Conte, Wrona oraz Zatorski (libero), Brdejović, Tuia, Maćkowiak, Pliński, Włodarczyk.

Sędziowali: Marek Lagierski (Czeladź) i Andrzej Kuchna (Katowice)

Widzów: 4,5 tys.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 1:0 dla Skry. Kolejny mecz w środę o godz. 20 w Rzeszowie.