Asseco Resovia w finale! ZAKSA pokonana po raz trzeci!

Tydzień temu wydawało się to niemożliwe. A jednak. Siatkarze mistrza Polski Asseco Resovii wygrali półfinałową rywalizację w PlusLidze z Zaksą Kędzierzyn-Koźle 3:2, choć przegrywali już 0:2. W piątym, decydującym meczu w Rzeszowie wygrali 3:1 i o złoto zagrają z PGE Skrą Bełchatów.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



To było starcie dwóch rannych drużyn. W jednej brakowało lidera, Oliega Achrema, w drugiej Piotra Gacka i Jurija Gładyra, a do końca nie było wiadomo, czy na przyjęciu zagra Michał Ruciak. Ten miał problemy z barkiem w ostatnich meczach i do końca nie było wiadomo, czy będzie mógł atakować. Ostatecznie trener Zaksy poszedł va banque i na libero ustawił młodego Łukasza Koziurę, który do tej pory głównie bronił barw Zaksy w Młodej Lidze. Ruciak grał na przyjęciu, choć wiele nie atakował.

W takim zestawieniu goście jednak nie wytrzymali długo. Po drugiej przerwie technicznej Koziurę zastąpił Kanadyjczyk Dan Lewis. Asseco Resovia prowadziła już jednak 16:12. Ale taką przewagę już raz roztrwoniła w tej partii. Po skutecznych blokach na Węgrze Peterze Veresie Zaksa odrobiła trzypunktową stratę. W połowie seta Veres stał już w kwadracie dla rezerwowych, ale goście znów doszli.



Tym razem asami popisywał się Holender Dick Kooy i znów był remis, po 17. Tyle tylko, że od tego momentu punkty zdobywała praktycznie tylko Asseco Resovia. Dawid Konarski znakomicie zagrywał, bronił, a później kończył kontry. Grał na ponad 80-procentowej skuteczności w ataku. Mistrzowie Polski wygrali gładko, do 19.

Set jak marzenie

Ale nie poszli za ciosem. Zaksa nie miała już nic do stracenia i zaryzykowała zagrywką. Tym razem problemy miejscowym robił Grzegorz Bociek, który pojawił się na boisku w pierwszym secie. Bociek był też katem w ataku, gdzie nie skończył tylko jednej piłki na pięć. Podobnie grali pozostali gracze przyjezdnych. Zaksa znakomicie przyjmowała, broniła i atakowała. Zagrała set marzenie (ponad 70-procentowa skuteczność przyjęcia i ataku) i rozbiła mistrzów Polski do 17. Po stronie rzeszowian nie było czego zbierać.

Liderów dwóch

Po dwóch jednostronnych setach wreszcie zaczęła się walka na całego. Taka, jaką oglądaliśmy przez cztery poprzednie mecze, tego chyba najbardziej emocjonującego półfinału w historii PlusLigi. Teraz nikt nie odskoczył wyraźnie, nikt nie został rozbity. Męska walka trwała na całego.

Znów lepiej rozpoczęła Zaksa, która dwupunktową przewagę wypracowała blokiem. Środkowi Zaksy grali zresztą wyśmienicie. Łukasz Wiśniewski atakował z krótkiej, nawet będąc trzy metry od siatki. A blokujący Asseco Resovii nie mieli sposobu na jego zatrzymanie.

Z drugiej jednak strony blokujący Zaksy nie radzili sobie z Bułgarem Nikołajem Penczewem. Najmłodszy na boisku przyjmujący Asseco Resovii dwoił się i troił. W pewnym momencie to na nim spoczywał ciężar ataku. A Bułgar nie chciał się pomylić (83 procent skuteczności w ataku). W dodatku przy stanie 8:10 zaczął agresywnie serwować, później niesamowicie bronić, a koledzy w kontrach dopełniali dzieła i miejscowi prowadzili 13:10.

Całą przewagę niestety dla miejscowych kibiców roztrwonili i znów zaczęła się walka punkt za punkt. Wtedy na boisku pojawił się Grzegorz Kosok, który cztery lata temu odmienił swoimi serwami rywalizację z Zaksą. Zrobił to też w trzecim meczu tegorocznego półfinału. Ale to nie on rozstrzygnął seta. W końcówce dwóch ataków nie skończył Kooy, a z drugiej strony siatki atomowymi zbiciami popisywał się Dawid Konarski, i to on dał zwycięstwo swojej drużynie.

Blokiem, Konarskim, Lotmanem

Asseco Resovii do awansu do finału PlusLigi brakowało już tylko jednego seta. Ale w podobnej sytuacji była już przecież Zaksa, w trzecim meczu we własnej hali. Rzeszowianie nie mogli więc sobie pozwolić na chwilę słabości, bo goście nie zamierzali odpuszczać. Ale znów z dobrej strony pokazał się Konarski. Na początku seta skończył nieprawdopodobną piłkę, ale dał nie tylko punkt, ale też wiarę swojej drużynie tym, jak okazał radość. Mistrzowie Polski grali coraz pewniej i powiększali przewagę.

Najwięcej odskoczyli rywalom na trzy punkty. Goście dochodzili na dwa, na jeden, ale za chwilę znów oddawali pole resoviakom. Tak było w kluczowym chyba momencie, w połowie seta. Po ataku Michała Ruciaka goście doszli na 14:13, ale za chwilę popis gry w ataku dał Amerykanin Paul Lotman, znakomicie obsługiwany przez Czecha Lukasa Tichacka. Do tego rozgrywający mistrzów Polski dołożył asa i miejscowi prowadzili już 18:14.

Zaksa oczywiście goniła, odrobiła straty, ale gdy miała piłkę w górze w kontrze, resoviacy stawiali szczelny blok. I to dzięki niemu wygrali tego seta, cały mecz 3:1, a rywalizację półfinałową 3:2.

Asseco Resovia dokonała rzeczy niebywałej - przegrywając 0:2 w meczach, odwróciła losy tej rywalizacji i zagra w finale! A tam zmierzy się z PGE Skrą Bełchatów. Pierwsze dwa mecze odbędą się tuż po świętach, we wtorek i w środę w Rzeszowie. Zaksa zagra o brązowy medal z Jastrzębskim Węglem.



ASSECO RESOVIA3
ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE1
Sety: 25:19, 17:25, 25:22, 25:21

Asseco Resovia: Tichacek, Penczev, Perłowski, Konarski, Veres, Nowakowski oraz Ignaczak (libero), Lotman, Schops, Drzyzga, Kosok, Filip.

Zaksa: Zagumny, Ruciak, Wiśniewski, Witczak, Kooy, Możdżonek oraz Koziura (libero), Bociek, Lewis (libero), Ferens, Pilarz.

Sędziowali: Maciej Maciejewski (Szczecin) i Krzysztof Szmydyński (Góra Śląska)

Widzów: 4,5 tys.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 3:2 dla Asseco Resovii. Awans do finału Asseco Resovia.



Więcej o: