Szczęśliwy talizman na ZAKSĘ? Grzegorz Kosok

- Chcemy, by było czuć to wsparcie kibiców i wiem, że tak będzie. Jak fani krzykną i będą nas wspierać, to może drużynie z drugiej strony będzie się grało źle - mówi środkowy Asseco Resovii Grzegorz Kosok przed piątym pojedynkiem półfinału PlusLigi z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Przed czterema laty, gdy Asseco Resovia grała z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle o brąz w PlusLidze, Grzegorz Kosok powędrował na zagrywkę przy stanie 17:23 w trzecim secie. Rzeszowianie przegrywali już 0:2, a w rywalizacji do trzech zwycięstw także było 2:0 dla rywali. Przy jego zagrywkach Asseco Resovia odrobiła jednak straty, wygrała trzecie spotkanie 3:2, a później kolejne dwa i stanęła na podium.

W tym roku rzeszowianie także przegrywali 0:2 z ZAKSĄ i 0:2 w trzecim meczu. Znów odrobili straty, a dobrą zmianę w trzecim spotkaniu dał właśnie Kosok. Czy zatem historia się powtórzy?

Piąty decydujący mecz tego półfinału rozegrany zostanie w czwartek o godz. 20.30 w Rzeszowie. Relacja na żywo na rzeszow.sport.pl.

Rozmowa z Grzegorzem Kosokiem

Marcin Lew: Jesteś takim talizmanem na najtrudniejsze mecze przeciwko ZAKSIE? Cztery lata temu przy Twojej zagrywce odrobiliście straty w trzecim secie trzeciego meczu, teraz wszedłeś na boisku także w trzecim secie i poderwałeś zespół do walki.

Grzegorz Kosok: Fajnie, żeby tak było i żeby znowu się spełniło, że przegrywając w meczach 0:2, jesteśmy w stanie z tego wyjść i wygrać rywalizację 3:2. Zrobimy wszystko, żeby tak się skończyło.

Cztery lata temu ten piąty mecz o brąz był chyba najłatwiejszy z tych wszystkich. Teraz chyba nie ma co liczyć na łatwą przeprawę. Jeden mecz, jeden dzień, a stawka wysoka.

- Tak to było, że w tych piątych spotkaniach zawsze decydowała dyspozycja dnia. Myślę, że będziemy w stanie trafić w swój dzień i wygrać. Ale faktycznie, te ostatnie mecze z ZAKSĄ zawsze kończyły się 3:0 lub 3:1. Byłbym szczęśliwy, żeby teraz było tak samo.

Tegoroczna wasza rywalizacja jest dość dziwna. Nikt nie wygrał we własnej hali. A w czwartek będzie znów gospodarzami. To dobrze, źle, czy hala nie ma tu większego znaczenia?

- Raczej nie ma większego znaczenia, choć oczywiście jak fani krzykną i będą nas wspierać, to może drużynie z drugiej strony będzie się grało źle. Ale te mecze do tej pory pokazały, że hala faktycznie nie ma znaczenia i tak naprawdę to drużyna, która gra swoje, wychodzi zwycięsko z tej rywalizacji. Ale chcemy, by było czuć to wsparcie kibiców i wiem, że tak będzie.

Potrzebowaliśmy przełamania, by wygrywać. Nie trzeba było zmieniać stylu, bo każdy z nas doskonale wie, co ma grać. Trzeba było tylko tchnąć tego ducha i tak było w meczach cztery lata temu i tak było w Kędzierzynie, zwłaszcza w tym pierwszym. Grać każdy z nas umie, ale są chwile, gdy nie idzie, nie ma tego sportowego szczęścia i przez takie krzyknięcie kibiców, może wszystko się zmienić.

Przed tym piątym meczem jesteście w trochę lepszej sytuacji?

- Poniekąd tak, bo gramy u siebie, a to ciężki teren, mimo tego, że ZAKSA wygrała tu dwa spotkania, ale były to mecze "na styku", po 3:2. Musimy się skupić na własnej grze i nie robić tylu błędów co w tamtych meczach i myślę, że będzie dobrze.

Wy gracie bez Alka Achrema, ZAKSA ma swoje problemy z Michałem Ruciakiem i Piotrem Gackiem. To może mieć znaczenie?

- Nie ma co na to patrzeć. Każda drużyna zakładała, że liga jest długa i budowała skład, żeby w razie czego mieć kim grać. My w zasadzie udowodniliśmy w Kędzierzynie-Koźlu, że mimo tego, że straciliśmy jednego z czołowych graczy, to jesteśmy w stanie grać jako drużyna. To jest nasza siła, wszyscy muszą dać coś z siebie, żeby w takich ciężkich spotkaniach wynik był na plus.

Liczycie na trochę szczęścia sportowego? W pierwszych dwóch meczach to sprzyjało ZAKSIE, w kolejnych to wy niesamowicie broniliście i kończyliście trudne piłki, po długich akcjach. To może rozstrzygnąć?

- Przy takich meczach to szczęście czasami naprawdę może dodać wiary, skrzydeł. A gdy go brakuje, to gra się ciężko. Bijąc się o każdy punkt, każdą piłkę, to nie ma takiej swobody. A gdy wyjdzie jedna czy druga ciężka piłka, jakiś blok, to dodaje to wiary w końcowy sukces i pozwala wrzucić na luz.