Historia człowieka niezwykłego: Olieg Achrem

Znakomity sportowiec, niezwykle ciepły człowiek. Bez niego chyba nikt nie wyobraża sobie teraz Asseco Resovii. Olieg Achrem przeżywa jednak osobisty dramat - poważną kontuzję. Ale nie pozostanie z nią sam

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Była wiosna 2009 roku. 26-letni wtedy Olieg przyjechał na kilka dni do Rzeszowa, po podpisaniu umowy z Asseco Resovią. Spotkaliśmy się w jednym z rzeszowskich hoteli na rozmowę, jego pierwszą. Już wtedy zrobił na mnie spore wrażenie, choć zawodnikiem był na dorobku.

Pamiętam jak dziś, gdy na początku rozmowy stwierdził, że kupił sobie chyba słownik. Że jak przyjedzie już na początek przygotowań, to chce przynajmniej wszystko rozumieć po polsku. Rozumiał już wtedy. Zanim moje pytanie po polsku, zostało mu przetłumaczone na rosyjski, Alek odpowiadał. I od tego czasu nie było przypadku, by nie znalazł chwili na rozmowę.

Nie tylko dla dziennikarzy, także dla kibiców. Zawsze jako jeden z ostatnich schodzi do szatni po meczu, zawsze oblegany przez fanów. Zawsze uśmiechnięty, życzliwy. Prawdziwy zawodowiec, który nie tylko grą potrafił sobie zaskarbić sympatię kibiców. Po prostu kto go pozna, nie może go nie polubić.

Przez te pięć lat gry w Rzeszowie Achrem stał się niemal ikoną klubu. Mógł odejść do Rosji, gdzie proponowano mu dużo większe pieniądze. Został, związał się z klubem, kibicami, miastem. Kilka lat temu otrzymał polskie obywatelstwo. I w odróżnieniu od innych graczy, którzy co roku grają w innym zespole i co roku mówią o wielkim przywiązaniu do nowego miejsca, Achrem naprawdę wrósł w rzeszowską ziemię. A kibice uznali go za swojego, niemal wychowanka.



To on dał im pierwszy po 37 latach tytuł mistrza Polski, rok później także jako pierwszy uniósł kolejny puchar za wygranie PlusLigi. W zamian za to kibice zafundowali mu też wiele niezapomnianych chwil. Jak choćby tę z finału poprzedniego sezonu, gdy rozciągnęli na jednym z sektorów ogromną flagę z jego podobizną i napisem "Alek - dziękujemy Ci, że jesteś Resoviakiem. Prowadź do mistrzostwa, nasz kapitanie". A ten po meczu obiecał im w rozmowie z naszą gazetą, że nie odejdzie nigdy do innego polskiego klubu. Urósł w oczach fanów jeszcze bardziej.

I dlatego teraz nie został i nie zostanie sam w tym trudnym dla siebie momencie. Tydzień temu po jednej z akcji w półfinałowym meczu z Zaksą Kędzierzyn-Koźle upadł na boisko i z grymasem bólu musiał je opuścić. Doznał zerwania więzadeł w lewym kolanie i czekają go operacja oraz półroczna przerwa w treningach. Gdy opuszczał na noszach halę Podpromie, blisko pięć tysięcy kibiców żegnało go brawami na stojąco.

Dzień później o kulach wyszedł na boisko z kolegami. Znów otrzymał brawa, tak samo jak w trzecim secie, przy 19. punkcie. To wtedy wydarzyła się ta przykra kontuzja. A w kolejny dzień kibice pokazali, że są ze swoim kapitanem, skandując jego nazwisko.

Teraz Achrem leci do Włoch na operację. To twardy charakter, człowiek niezwykle zdyscyplinowany, uparty. Wiem, że jak najszybciej się da, wróci do sportu. A na każdym kroku będzie miał wsparcie kolegów, działaczy, kibiców. Ci ruszyli już z akcją wsparcia, w której udział może wziąć każdy, i wysłać zdjęcie, rysunek, słowa otuchy, które zostaną na końcu wydrukowane i przekazane siatkarzowi. Już jest ich ogromna ilość, a będzie jeszcze większa, bowiem o akcji pisała nawet Europejska Konfederacja Siatkówki.

Niestety, sezon dla Alka jest skończony, dla jego kolegów jednak nie. Choć bez swojego lidera ciężko im będzie walczyć o najwyższe cele, chcą to zrobić dla niego. Sytuację mają ciężką, w walce o finał przegrywają już bowiem z Zaksą 0:2, a w piątek grają trzeci mecz w hali rywala. By przedłużyć rywalizację, muszą najpierw wygrać ten pojedynek, później kolejny, sobotni, i doprowadzić do piątego spotkania w Rzeszowie. Niemożliwe?

Z Achremem w składzie Asseco Resovia dokonywała już rzeczy z pozoru niemożliwych. Czy da radę zrobić to bez niego? Dla niego?