Znów horror. Asseco Resovia przegrywa drugi raz z Zaksą w półfinale MP

Bez swojego kapitana Oliega Achrema Asseco Resovia nie była w stanie pokonać Zaksy Kędzierzyn-Koźle w drugim spotkaniu półfinału w PlusLidze. Goście wygrali 3:2 i są już o krok od awansu do finału mistrzostw Polski.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Mistrzowie Polski mieli o czym myśleć przed sobotnim spotkaniem. Nie dość, że w piątek przegrali 2:3, to stracili jeszcze swojego lidera Oliega Achrema. Ten doznał urazu kolana i w tym sezonie poczynania kolegów oglądał będzie już z trybun. Nie zostawił jednak zespołu. Mimo osobistego dramatu zjawił się w sobotę w hali Podpromie i... wyszedł z kolegami na boisko! Później oglądał spotkanie zza bandy, a kibice zgotowali mu owacje na stojąco.

Niestety, koledzy nastroju mu nie poprawili. Asseco Resovia zaczęła drugi mecz źle, a później ciężko było jej się wydźwignąć z letargu. Wobec nieobecności Achrema trener Andrzej Kowal musiał pomieszać składem. Kapitana mistrzów Polski zastąpił Amerykanin Paul Lotman, a wobec limitu obcokrajowców na rozegraniu musiał postawić na Fabiana Drzyzgę.



Resoviacy wyszli bojowo nastawieni, ale od początku zaczęli psuć. To ich podłamało. Tym bardziej że Zaksa znów niemiłosiernie strzelała z zagrywki, a do tego w ataku jej gracze czuli się znakomicie. W Asseco Resovii skuteczność ataku też nie wyglądała najgorzej, ale zepsute zagrywki i błędy w przyjęciu nie pozwoliły miejscowym na prowadzenie wyrównanej walki. Goście już na początku partii wyraźnie odskoczyli, a później spokojnie kontrolowali sytuację.

Perłowski jak kapitan

Sytuacja odwróciła się w drugiej odsłonie, którą rzeszowianie zaczęli całkiem inaczej. A konkretnie Łukasz Perłowski, który pod nieobecność Achrema pełnił funkcję kapitana zespołu. Trudne zagrywki w Piotra Gacka i Holendra Dicka Kooya sprawiły, że miejscowi rozpoczęli seta od prowadzenia 5:0. Teraz wychodziło im niemal wszystko, łącznie z atakiem z trudnych piłek. Zaksa co prawda odrabiała stopniowo straty, ale gdy w polu serwisowym znów pojawił się "Perła", Asseco Resovia odskakiwała.

Tak było choćby przy stanie 10:7, gdy goście stracili w jednym ustawieniu aż sześć punktów, a Perłowski dopisał do swojego konta kolejnego asa. Zresztą zagrywka całego rzeszowskiego zespołu funkcjonowała lepiej. Rozgrywający Zaksy musieli szukać piłki w głębi pola, stąd dużo łatwiej było resoviakom ustawić blok, którym też wreszcie zaczęli punktować, a atakujący gości coraz częściej atakowali po autach. Tym razem oni byli w odwrocie i stan meczu się wyrównał.

Decydująca końcówka

Do tej pory gra, choć ładna, nie była zbyt emocjonująca, bowiem jedna z drużyn wyraźnie prowadziła. W trzecim secie wreszcie walka toczyła się punkt za punkt. W ekipie gości atak trzymał Kooy, a u gospodarzy - Węgier Peter Veres. Problemy mieli natomiast atakujący. Jochen Schops kończył trudne piłki, ale zbyt wiele razy popełniał błędy. Trener Kowal zwlekał jednak ze zmianą.

A prowadzenie przechodziło raz na jedną, raz na drugą stronę. O tym, kto był na punkt czy dwa do przodu, decydowały skuteczne bloki. I tak było aż do stanu po 20. Wtedy trzy piłki skończył Kooy, których nie potrafili wbić w pole gospodarze. Na boisku pojawił się Dawid Konarski, ale wpuszczony "na zimno" nie skończył dwóch kolejnych ataków. Asem popisał się natomiast Michał Ruciak i było po secie.

Skuteczna pogoń

Przebudzenie Kooya w końcówce trzeciego seta trwało dalej w kolejnej partii. Na jej początku Holender kończył wszystko, nawet z najbardziej sytuacyjnych wystaw. I wyprowadził swój zespół na trzypunktowe prowadzenie. Miejscowi znów nie kończyli ataków, dlatego szkoleniowiec zmienił rozgrywającego. Na boisko wszedł Czech Lukas Tichacek, a na zagrywkę powędrował Perłowski. I znów dał Asseco Resovii kilka punktów i remis po 10.

Co z tego, skoro za chwilę wszystko się posypało. Problemy z przyjęciem w ekipie gospodarzy, a do tego skuteczne kontry Zaksy wyprowadziły ją na czteropunktowe prowadzenie (17:13). Przyjezdni po chwili prowadzili już nawet 19:15, ale resoviacy zerwali się do ataku. Kontry Veresa, zagrywki Konarskiego i błędy gości pozwoliły wyjść Asseco Resovii na prowadzenie 22:20! Takiej pogoni rzeszowianie nie mogli zmarnować, tym bardziej że grali dla swojego kapitana.

Po jednej z nieprawdopodobnych akcji Peter Veres podbiegł do Oliega Achrema z szałem w oczach i przybił mu piątkę. Mistrzowie Polski doprowadzi do tie-breaku.

Powtórka z rozrywki

Znów o zwycięstwie musiał zadecydować piąty set. Emocje były więc ogromne. I podobnie jak dzień wcześniej lepiej rozpoczęła Zaksa, która szybko objęła prowadzenie 6:2. Tym razem w roli głównej wystąpił Dominik Witczak, który kończył kontrę za kontrą. A te goście mieli po podbiciu trzech ataków Piotra Nowakowskiego.

Tak duża przewaga w tie-breaku to spory zapas. Tym bardziej w momencie, gdy atakujący za nic mają blok i kończą każdą wystawioną piłkę. A tak właśnie grali skrzydłowi Zaksy. Asseco Resovia próbowała gonić, Dawid Konarski w końcówce poraził kilka razy zagrywką, ale tym razem miejscowi nie byli w stanie odrobić strat i podobnie jak dzień wcześniej przegrali po tie-breaku.

Zaksa wygrała więc w Rzeszowie dwa spotkania i już tylko jednego zwycięstwa brakuje jej do awansu do finału. Kolejny mecz rozegrany zostanie w jej hali w piątek 11 kwietnia o godz. 18.



ASSECO RESOVIA2
ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE3
Sety: 18:25, 25:18, 20:25, 25:23, 11:15

Asseco Resovia: Drzyzga, Lotman, Perłowski, Schops, Veres, Nowakowski oraz Ignaczak (libero), Filip, Penczev, Konarski, Tichacek.

Zaksa: Zagumny, Ruciak, Możdżonek, Witczak, Kooy, Wiśniewski oraz Gacek (libero), Bociek, Ferens, Pilarz.

Sędziowali: Maciej Twardowski (Radom) i Paweł Burkiewicz (Kraków).

Widzów: 4,5 tys.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 2:0 dla Zaksy. Kolejny mecz w piątek 11 kwietnia o godz. 18 w Kędzierzynie-Koźlu.