D. Konarski, atakujący Asseco Resovii: Zwycięstwa cieszą, ale bardziej ich styl

- Na turniej do Zielonej Góry jedziemy z myślą, by zostać do niedzieli i zagrać w meczu finałowym Pucharu Polski - mówi Dawid Konarski, atakujący Asseco Resovii.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



W weekend siatkarze mistrza Polski rozpoczęli walkę w play-off PlusLigi. W pierwszych dwóch meczach nie mieli problemów z pokonaniem Effectora Kielce. Wygrali dwa razy po 3:0 i od awansu do kolejnej rundy dzieli ich tylko jedno zwycięstwo. Zanim jednak siatkarze Asseco Resovii pojadą po nie do Kielc, rozegrają turniej finałowy Pucharu Polski w Zielonej Górze. A ten rozpoczyna się już w czwartek. Rzeszowianie nie ukrywają, że jadą po trofeum, którego nie zdobyli od 1987 roku. Wówczas po raz trzeci i jak dotąd ostatni w historii sięgnęli po Puchar Polski.

Rozmowa z Dawidem Konarskim:

Grzegorz Tomaszewski: W weekend odnieśliście dwa zwycięstwa bez straty seta. Cel na pierwsze mecze fazy play-off został wykonany.

Dawid Konarski (atakujący Asseco Resovii): Na pewno założenie było takie, by wygrać te mecze i cieszymy się, że tak się stało. Ale bardziej od samych zwycięstw cieszy styl, w jakim zostały one odniesione. Ta gra wygląda już całkiem fajnie dla oka i oby tak było dalej.

Z trybun wyglądało to tak, jakby kielczanie nie sprawiali wam większych problemów. Od początku narzuciliście rywalom swoje warunki i kontrolowaliście sytuację pod siatką.

- Zdajemy sobie sprawę, że w tej rywalizacji najwięcej zależy od naszej postawy. Od naszej koncentracji i zaangażowania. Jeżeli to będzie miało miejsce, tak jak to było w sobotę i w niedzielę, to w trzecim meczu też nie powinniśmy mieć problemów z pokonaniem rywala. Ale tak jak mówiłem, trzeba podejść skoncentrowanym i zmotywowanym do walki. Mamy dwa tygodnie czasu do trzeciego meczu z Effectorem i teraz koncentrujemy się na finałowym turnieju Pucharu Polski.

Kibice zastanawiają się, czy w finałowym turnieju Pucharu Polski rzeszowianie wreszcie sięgną po zwycięstwo.

- Mam nadzieję, że zagramy dobry turniej w Zielonej Górze. To są pojedyncze mecze, wszystko będzie zależało od dyspozycji dnia. Jeżeli uda nam się ją utrzymać, to zaczniemy w czwartek od zwycięstwa, później czeka nas, mam nadzieję, także zwycięski półfinał, a w wielkim finale już wszystko może się zdarzyć.

Macie jakiś konkretny cel na ten turniej, czy koncentrujecie się na najbliższym meczu?

- Oczywiście jedziemy tam z myślą, by zostać do niedzieli i zagrać w meczu finałowym. To jest nasz plan, ale najpierw trzeba pokonać Częstochowę, by myśleć o kolejnych spotkaniach i na razie na tym się koncentrujemy.

Wracając do meczów z Effectorem, podkreślaliście, że w play-offach zaczyna się inna gra. Tymczasem te dwa mecze pokazały, że nic się nie zmieniło. Rywal nie miał nic do powiedzenia, Podpromie wciąż niezdobyte.

- Niby tak, ale jednak play-offy to już gra o medale. Został nam do wygrania jeszcze jeden mecz i rozpocznie się już bezpośrednia rywalizacja o podium. Nikogo nie trzeba dodatkowo motywować na mecze z teoretycznie słabszymi przeciwnikami, każdy wie, o co gra. A dobra nasza gra w tych meczach powoduje pewność siebie, co może być kluczem do zwycięstw w kolejnych rundach.

W sezonie zasadniczym często graliście co trzy dni. W play-offach gracie dzień po dniu. Nie ma problemów kondycyjnych?

- Jesteśmy dobrze przygotowani do tego typu sytuacji. Sobotni mecz nie był może jakiś wyniszczający, dlatego też w niedzielę łatwiej nam się grało. Ale myślę, że nawet przy meczach kończonych w tie-breakach powinniśmy bez najmniejszego problemu dać sobie radę. Po to też mamy taki szeroki skład, że każdy może wejść i zastąpić kolegę, by drużyna dalej prezentowała wysoki poziom.