Asseco Resovia wygrywa po horrorze. A mogło być łatwiej

Ponad dwie i pół godziny trwał mecz Asseco Resovii z Jastrzębskim Węglem w PlusLidze. Ostatecznie 3:2 wygrali rzeszowianie, choć powinni wyżej. W czwartym secie stracili bowiem aż sześciopunktową przewagę.

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Spotkanie Asseco Resovii z Jastrzębskim Węglem było dla obu zespołów pierwszym oficjalnym meczem od ponad trzech tygodni. Dwóch zawodników gości i trzech rzeszowian trenowało w tym czasie z reprezentacjami swoich krajów i walczyło o przepustki na mistrzostwa świata. Po kadrze przyszedł jednak ponownie czas na ligę.

Jastrzębianie w Rzeszowie zjawili się bez swojego lidera, Michała Łaski, który z powodu kontuzji nie zagra jeszcze kilkanaście dni. Na ataku zastąpił go młody Mateusz Malinowski, który jednak długo miejsca na boisku nie zagrzał. Goście zaczęli fatalnie, mieli ogromne problemy w ataku, przez co resoviacy szybko objęli prowadzenie 8:4. Aż cztery z tych punktów zdobyli blokiem.

Groźny przestój

Trener Lorenzo Bernardi nie czekał długo i zmienił dwóch skrzydłowych. Na boisku pojawili się posiadający polskie obywatelstwo: Francuz Nicolas Marechal i Kanadyjczyk Thomas Jarmoc. Ten drugi zastąpił Malinowskiego na ataku, z dobrym zresztą skutkiem.

Asseco Resovia prowadziła wysoko 19:12, ale stanęła. Marechal zaczął strzelać zagrywką, resoviacy mieli problemy z przyjęciem i zrobiło się gorąco (19:18). W zaciętej końcówce jednak więcej szczęścia mieli miejscowi, którzy ostatni punkt zdobyli dzięki wideoweryfikacji.

Rozkręcony Jastrzębski Węgiel

Przestój w pierwszym secie odbił się jednak na kolejnej partii, w której jastrzębianie poczuli, że mogą wygrać. Zaryzykowali w zagrywce, z której przyjęciem mieli spore problemy rzeszowianie. Do tego pojawiło się kilka nieporozumień w ich szeregach i goście zaczęli prowadzić grę. Nie pomógł nawet znakomicie dysponowany Dawid Konarski (14 punktów po dwóch setach). Coraz śmielej poczynał sobie Michał Kubiak, kończąc bardzo trudne piłki, a więcej pola do popisu mieli też środkowi Jastrzębskiego Węgla.

Szkoleniowiec mistrzów Polski, Andrzej Kowal musiał szukać zmian. Na boisku pojawili się Łukasz Perłowski i Bułgar Nikołaj Penczew. Wrócił na nie też Olieg Achrem (zmieniony w pierwszym secie przez Amerykanina Paula Lotmana), ale było za późno, by dogonić wynik.

Przerwa się przydała

Tym razem resoviakom przydała się dziesięciominutowa przerwa, na którą niemal wszyscy narzekają. Asseco Resovia wyszła po niej nakręcona, tak jak w pierwszym secie. I zaczęła podobnie, od prowadzenia 4:0, które systematycznie powiększała. Goście nie byli już tak skuteczni w polu zagrywki, a do tego pojawiały się problemy w ataku. W zespole gospodarzy wręcz przeciwnie. Większość kontr, które wypracował blok i obrona, kończyło się punktem. Gdy było 12:4 wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą Asseco Resovii.

Rzeszowianie jednak lubią stanąć na chwilę. I znów chwila nieuwagi sporo ich kosztowała. Jastrzębski Węgiel doszedł na 20:18, ale ostatnie piłki, podobnie jak w partii pierwszej należały do miejscowych. Pojawił się blok, skuteczna kontra i mistrzowie Polski znów prowadzili w meczu, tym razem 2:1.

Gra się do końca

Na szczęście "podanie ręki" rywalowi w trzecim secie nie odbiło się na kolejnym, tak jak to miało miejsce wcześniej. Przynajmniej na początku. Goście, których grę od trzeciej partii prowadził już rozgrywający z Grecji Dmytro Filippov, nadal byli w odwrocie. Znów mieli problemy ze szczelnym rzeszowskim blokiem, a także coraz większe z zagrywką rywali. Asseco Resovia natomiast nakręcała się udanymi akcjami.

I powinna spokojnie dowieźć wysoką przewagę (14:8) do końca, ale jak to już przyzwyczaiła wszystkich, stanęła. Szybująca zagrywka Jastrzębskiego Węgla zrobiła sporo problemów przyjmującym z Rzeszowa i nagle zrobiło się po 18. O wideoweryfikację poprosił wtedy trener Kowal i, nie po raz pierwszy w tym meczu, miał rację. Resoviacy prowadzili 19:17.

Za chwilę jednak kolejne nieporozumienie pomiędzy Fabianem Drzyzgą a Węgrem Peterem Veresem dało remis, a skuteczna kontra Michała Kubiaka prowadzenie jastrzębianom. Błąd w przyjęciu gospodarzy dołożył jeszcze jedno "oczko" rywalom i Jastrzębski Węgiel prowadził już 22:20. Resoviacy blokiem doprowadzili jeszcze do gry na przewagi, ale w tej lepsi okazali się goście, którzy dostali w tym secie aż 11 punktów po błędach rywali.

Bohater Achrem

Jastrzębianie doprowadzając do tie-breaka złapali wiatr w żagle. I gdyby nie znakomita postawa Achrema, goście prowadziliby pewnie kilkoma punktami. Skończyło się na dwóch "oczkach" przewagi, które jednak za chwilę zmieniły się w prowadzenie Asseco Resovii. Dobra gra w kontrach plus as Fabiana Drzyzgi dały rzeszowianom wynik 11:8. Za chwilę, zgodnie z tradycją, był już remis, po asie Jarmoca.

Atakujący z Kanady za chwilę jednak się pomylił i znów bliżej zwycięstwa byli mistrzowie Polski. I tym razem nie wypuścili już wygranej. Dwie skuteczne akcje Achrema dały dwa punkty Asseco Resovii. Jastrzębianie musieli zadowolić się jednym "oczkiem".



ASSECO RESOVIA3
JASTRZĘBSKI WĘGIEL2
Sety: 25:22, 22:25, 25:20, 24:26, 15:12

Asseco Resovia: Drzyzga, Veres, Kosok, Konarski, Achrem, Nowakowski oraz Ignaczak (libero), Lotman, Perłowski, Penczew, Schops.

Jastrzębski Węgiel: Masny, Gierczyński, Czarnowski, Malinowski, Kubiak, Bontje oraz Wojtaszek (libero), Marechal, Jarmoc, Popiwczak, Pajenk, Filippov.

Sędziowali: Maciej Twardowski (Radom) i Piotr Skowroński (Gdańsk)

Widzów: 4,5 tys.