G. Kosok, środkowy Asseco Resovii: Muszę jeszcze popracować

Siatkarze Asseco Resovii w środę w rozegranym awansem meczu 11. kolejki PlusLigi pokonali Zaksę Kędzierzyn-Koźle 3:0. - Idziemy w dobrą stronę - uważa Grzegorz Kosok, środkowy mistrzów Polski.

http://www.rzeszow.sport.pl/sport-rzeszow/0,130162.html">Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



W środę na Podpromiu rywalizowały dwie najlepsze drużyny poprzedniego sezonu, a także lider i wicelider tabeli po siedmiu kolejkach. Rzeszowianie wygrali 3:0, ale w każdym z setów goście mieli kilkupunktową przewagę. Jednak skuteczna gra w końcówkach poszczególnych partii dała podopiecznym Andrzeja Kowala szóstą wygraną w sezonie.

W zespole Asseco Resovii zabrakło narzekającego na uraz pleców Piotra Nowakowskiego. Zastąpił go - i to z niezłym skutkiem - Grzegorz Kosok.

Rozmowa z Grzegorzem Kosokiem

Grzegorz Tomaszewski: W tym sezonie nie miałeś zbyt wielu okazji do występów. Tymczasem w środę wyszedłeś w podstawowym składzie na mecz z wicemistrzem Polski. I nie zawiodłeś.

Grzegorz Kosok (środkowy Asseco Resovii): Mój występ w meczu z Zaksą spowodowany był tym, że Piotrek [Nowakowski - red.] odczuwa lekki ból w plecach. Trenerzy woleli, żeby ten ból się nie zwiększył, dlatego postawili na mnie. Dostałem szansę i myślę, że spisałem się na tyle dobrze, że mój występ można zaliczyć na plus. Aczkolwiek ja widzę jeszcze sporo rzeczy, nad którymi muszę popracować. Chociażby zanotowałem tylko jeden blok. Dlatego jeszcze przede mną sporo pracy i walka o miejsce w składzie, bo jak dotąd cała czwórka środkowych spisuje się świetnie i na treningach trzeba się naprawdę mocno starać.

Wygraliście z Zaksą 3:0, ale w każdym z trzech setów to goście lepiej zaczynali.

- Całe szczęście, że to się skończyło naszym zwycięstwem, i to za trzy punkty. Mecze z Zaksą, mimo że to nawet nie połowa rozgrywek sezonu zasadniczego, zawsze wywołują jakiś dreszczyk. Początki setów były nerwowe w naszym wykonaniu, musieliśmy opanować stres i grać swoje. Z biegiem czasu gra zaczęła nam się kleić i ostatecznie udało nam się wygrać.

Prawdziwą siłę pokazywaliście w końcówkach setów, gdy Zaksa nie miała praktycznie nic do powiedzenia.

- Świadczy to o tym, że idziemy w dobrą stronę. Ale przydałoby się jeszcze dołożyć do tego lepsze początki setów, żeby już wszystko było tak jak należy. Ja wiem, że to jest widowiskowe dla kibiców, gdy w końcówkach odrabiamy straty i wygrywamy, ale my wolelibyśmy grać na wysokim poziomie od pierwszej piłki w każdym secie. Zresztą trener i cały sztab szkoleniowy mówią nam, co zrobić, by tak właśnie było, a my pracujemy nad tym.

W sobotę zmierzycie się z rywalem z innej półki. W konfrontacji z Lotosem Treflem Gdańsk będziecie zdecydowanym faworytem.

- Na pewno, ale na boisku wszystko się może zdarzyć. Trzeba się skoncentrować na maksa. Nie można podejść do tego spotkania w ten sposób, że już go wygraliśmy. Właśnie wtedy gra się ciężko, bo w tej lidze jest sporo drużyn, które mogą sprawić trudności. Mam nadzieję, że do tych meczów z teoretycznie słabszymi rywalami będziemy podchodzili jak z Zaksą, skoncentrowani na sto procent i każdy będzie dawał z siebie wszystko.

A to nie jest tak, że trudniej zmotywować się na pojedynek z drużyną z dołu tabeli niż na hitowe spotkania z Zaksą czy Skrą Bełchatów?

- Motywacja jest zawsze, ale na pewno gdzieś tam są myśli, że ze słabszymi drużynami nam pójdzie łatwiej. Zawsze chcemy wygrać, ale to jest fakt, że do meczów ze Skrą czy z Zaksą drużyna koncentruje się w inny sposób niż do spotkań z ekipami z dołu tabeli. I to trzeba zmienić, i trener nam to wpaja, by cały czas walczyć na sto procent. Tylko w ten sposób możemy cały czas iść do przodu.