LM. Niespodzianka w Rzeszowie. Mistrz Czarnogóry lepszy od mistrza Polski

Siatkarze Asseco Resovii ulegli w meczu 2. kolejki Ligi Mistrzów Budvanskiej Rivijerze Budvie 2:3 i skomplikowali sobie sytuację w grupie C.

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Teoretycznie najtrudniejsze spotkanie w rozgrywkach grupowych Ligi Mistrzów miało już być za Asseco Resovią. Jednak nie Paris Volley, a właśnie Budvanska Rivijera Budva okazała się trudniejszym przeciwnikiem. Goście zagrali w Rzeszowie na luzie, bez obciążeń i postawili się mocno mistrzom Polski. Tego chyba nikt się nie spodziewał.

Trener Andrzej Kowal po raz kolejny w tym sezonie zmienił wyjściowy skład. Tym razem od początku zagrali Czech Lukas Tichacek i Niemiec Jochen Schops. Na przyjęciu z kolei pojawił się Bułgar Nikołaj Penczew, który zaliczył ostatnio dobre występy w PlusLidze i Lidze Mistrzów. Dla niego był to debiut w hali Podpromie. Do zespołu dołączył bowiem już w trakcie rozgrywek.

Niesamowici w ataku

I dość długo wydawało się, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, a więc resoviacy wygrają gładko i przyjemnie. Po skutecznych blokach prowadzili nawet 9:7, ale za chwilę całą przewagę roztrwonili. Dobrze rozgrywał jedyny obcokrajowiec w ekipie gości, Włoch Marco Falaschi, a do tego taktycznie i trudno zagrywał. Przy jego serwach przyjezdni zbudowali trzypunktową przewagę (16:13), której nie oddali do końca.

Asseco Resovia próbowała gonić, doszła nawet na punkt i miała w górze piłkę na remis. Olieg Achrem został jednak wybroniony, a w kontrze Aleksandar Minić dopełnił formalności. Zresztą w ataku goście mieli ogromną przewagę nad mistrzami Polski. Zdobyli aż 20 punktów tym elementem, Asseco Resovia - 11. Szczególnie dobrze przyjezdni radzili sobie w kontrze i dzięki temu wygrali.

Ratując pierwszą partię, trener Andrzej Kowal posłał na boisko Dawida Konarskiego, Fabiana Dzyzgę i wracającego do gry po kontuzji Grzegorza Kosoka. Cała trójka została na placu gry w kolejnej odsłonie i wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Asseco Resovia prowadziła już 4:1, blokowała, zagrywała i... znów straciła całą przewagę.

Odrobili straty, na darmo

Trener Kowal puścił do boju najbardziej ogranych w Lidze Mistrzów Schopsa i Węgra Petera Veresa. Niewiele to jednak dało, bo goście znakomicie radzili sobie w ataku. Nie celowali w boisko, ale w ręce rywali i raz za razem obijali blok mistrzów Polski. Do tego dokładali też mocną zagrywkę, dzięki której w samej końcówce wyszli na prowadzenie. Mieli już 24:21, ale wtedy wreszcie rzeszowianie zatrzymali Minicia. Za chwilę mieli piłki setowe, ale nie wykorzystali szansy. As Falaschiego i blok niesamowitego na lewym skrzydle Vojina Cacicia na Schopsie zakończył seta. Mistrzowie Polski przegrywali już 0:2 z zespołem, który grał znakomicie w ataku. Znów zdecydowanie lepiej punktował niż miejscowi, mając blisko 70-procentową skuteczność w tym elemencie.

Nerwowa końcówka

Taką grę ciężko jest utrzymać przez cały mecz, dlatego też i goście z Czarnogóry zaczęli się mylić. Atakowali już mniej skutecznie, a do tego zaczęli uderzać po autach. W dwóch pierwszych partiach nie zepsuli żadnego ataku, w trzeciej odsłonie już pięć. Resoviacy wiele skuteczniejsi nie byli, ale spokojnie budowali swoją przewagę. Wydawało się, że gładko doprowadzą do czwartej partii, ale prowadząc już 24:20 pozwolili przebudzić się rywalom. Ci odrobili trzy punkty, byli blisko doprowadzenia do remisu, ale Marko Bojić, były zawodnik Asseco Resovii w prostej sytuacji podbił atak Schopsa w trybuny. Wcześniej zresztą Bojić kilkakrotnie mylił się w prostych sytuacjach.

W Asseco Resovii ciężar gry w ataku spoczywał na Schopsie, wspieranym Veresem. Penczew z kolei robił sporą pracę w defensywie.

Nie kończysz ataków, nie wygrywasz

Słabsza gra w ataku gości przeniosła się też na kolejną partię. Ale w tej już resoviacy zaczęli coraz pewniej czuć się na boisku. Do dobrej gry blokiem doszły wreszcie wykorzystane kontry, a także pewne zbicia w pierwszym tempie. Partia układała się już spokojniej od samego początku. Pokaz siły w końcówce dał Veres i doprowadził do tie-breaka.

Wydawało się, że pociągnie też w tej partii. Na początku nie skończył jednak kilku piłek i goście szybko objęli wysokie prowadzenie. Jak się ma przewagę 8:4, to trudno nie dowieźć jej do końca. Asseco Resovia co prawda doszła na jedno "oczko" (11:12), ale za chwilę na blok nadział się Schops i było po meczu.

Ciężkie zadanie

Asseco Resovia przegrała u siebie z mistrzem Czarnogóry i mocno skomplikowała sobie sprawę awansu do play-off z pierwszego miejsca w grupie. Teraz będzie musiała wygrać także na boisku Budvy, co przy takiej formie rywali może być ciężkie. Do tego trzeba też wygrywać kolejne spotkania z pozostałymi rywalami.





ASSECO RESOVIA2
BUDVANSKA RIVIJERA BUDVA3
Sety: 23:25, 26:28, 25:23, 25:20, 12:15

Asseco Resovia: Tichacek, Penczev, Grzyb, Schops, Achrem, Nowakowski oraz Ignaczak (libero), Drzyzga, Konarski, Kosok, Veres, Lotman.

Budvanska: Falaschi, Cacic, Markovic, Minic, M. Bojic, Suljagic oraz Rasovic (libero), Milivojević, Vujović, Jecmenica.

Widzów: 3,5 tys.