P. Nowakowski: Decydujące mecze graliśmy na Podpromiu

- Kibice na Podpromiu są niesamowici, są naszym siódmym zawodnikiem, także gra się nam tutaj dużo, dużo lepiej. Mam nadzieję, że twierdza Rzeszów nie zostanie zdobyta do końca tych play-offów - mówi Piotr Nowakowski, środkowy Asseco Resovii, przed finałowymi meczami z Zaksą Kędzierzyn-Koźle.

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Mistrzowie Polski staną w weekend przed szansą obrony tytułu. W sobotę o godz. 13 i w niedzielę o godz. 20 podejmą w hali Podpromie Zaksę Kędzierzyn-Koźle (relacja na żywo na rzeszow.sport.pl). Jeśli któraś z drużyn wygra dwa razy, zdobędzie mistrzostwo Polski. Jeśli nie, rywalizacja przeniesie się do Kędzierzyna, gdzie odbędzie się piąty, decydujący pojedynek.

Choć oba zespoły prezentują zbliżony poziom, to fakt, że mecze odbywać się będą w Rzeszowie, stawia mały plus przy Asseco Resovii. Ta we własnej hali w tym sezonie PlusLigi przegrała tylko raz, z AZS-em Częstochowa.

Kibice w hali Podpromie już wielokrotnie pomagali siatkarzom w trudnych sytuacjach. Teraz ma być podobnie, hala będzie pełna, bowiem bilety rozeszły się w siedem minut. Dla tych, którzy ich nie dostali, na rzeszowskim rynku postawiony będzie telebim.



Rozmowa z Piotrem Nowakowskim

Marcin Lew: Z dobrą zaliczką wróciliście z Kędzierzyna, ale można powiedzieć, że gra zaczyna się od zera. Jest 1:1 i dalej każdy z zespołów musi wygrać dwa mecze, by zdobyć mistrzostwo. Tyle tylko, że wy u siebie rzadko przegrywacie.

Piotr Nowakowski: Zaczynamy od zera, ale mamy teraz atut własnego boiska, kibice na Podpromiu są niesamowici, są naszym siódmym zawodnikiem, także gra się nam tutaj dużo, dużo lepiej. Mam nadzieję, że twierdza Rzeszów nie zostanie zdobyta do końca tych play-offów i te dwa ostatnie mecze uda nam się wygrać.

Na tym poziomie atut własnego boiska aż tak pomaga? Są różne opinie na ten temat.

- Poziom drużyn jest podobny, ale tak samo było w ćwierćfinale ze Skrą czy w półfinale z Delectą, a to właśnie tu, na Podpromiu, decydowały się losy awansu i myślę, że w przypadku finału te mecze też będą decydujące i na pewno nie chcielibyśmy wracać już do Kędzierzyna.

Patrząc na cały sezon, to też inna Asseco Resovia gra na wyjeździe, inna w Rzeszowie. To we własnej hali rozgrywaliście najlepsze mecze. Teraz powinien być szczyt formy. Czyli co, zobaczymy Resovię w najlepszym wydaniu?

- Nie chcę mówić, czy będziemy w najlepszej formie, czy nie. Mam nadzieję, że zagramy co najmniej tak dobrze jak w drugim spotkaniu w Kędzierzynie, a może i lepiej, i mam nadzieję, że to wystarczy, by pokonać Zaksę.

Na pewno we własnej hali lepiej zagrywacie i bronicie. A te dwa elementy mogą pomóc wam, środkowym, w grze. Możecie łatwiej blokować, więcej atakować. Będziecie mieć więcej okazji do pokazania się?

- Z tym też różnie bywa. Kędzierzynianie słyną z bardzo dobrej zagrywki i na pewno nie będą zwalniać ręki, rzucą to, co najlepsze, i łatwo nie będzie. Ale skoro lepiej tu przyjmujemy, to myślę, że będziemy mieć nieco więcej okazji do pokazania się, niż jak to miało miejsce na meczach w Kędzierzynie, bo tam czuliśmy się trochę na uboczu (uśmiech).

U środkowych tak czasami bywa...

- Taka nasza rola, dużo biegamy, mało robimy (śmiech).

Porównując finał ze Skrą Bełchatów z tamtego roku do rywalizacji teraz, to faktycznie trudniej jest zdobywać niż bronić?

- Ciężko stwierdzić. Ja w dalszym ciągu uważam, że faworytem jest Zaksa, i to na niej powinna być większa presja, że to ona musi wygrać jako drużyna lepsza w rundzie zasadniczej, jako drużyna, która grała w Final Four Ligi Mistrzów. A my tak z boczku, z boczku, z roli tego drugiego, i mam nadzieję, że uda nam się ją pokonać.

W niedzielę feta na rzeszowskim rynku? Podobno cisza nocna jest odwołana...

- To postaramy się, żeby to odwołanie nie poszło na marne i żeby można było z tego skorzystać.