Ależ emocje! Asseco Resovia ogrywa Skrę 3:2 i jest w półfinale. Skra za burtą!

To był mecz na miarę finału. To była rywalizacja o półfinał, jakiej nie pamięta nikt. Asseco Resovia w ostatnim meczu ćwierćfinałowym prowadziła już z PGE Skrą Bełchatów 2:0, ale dała się dojść. W tie-breaku niesiona dopingiem 5 tys. kibiców pozbierała się i wygrała do 12, a mecz i całą rywalizację 3:2. Skra, która rządziła w Polsce przez lata, nie zdobędzie medalu!

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Dla obu drużyn był to mecz o wszystko. Nie tylko o awans do półfinału i uratowanie sezonu, nie tylko o wydłużenie szans na grę o mistrzostwo Polski, ale także o przyszłość siatkówki. Kto bowiem wie, jak zachowaliby się sponsorzy w jednym i drugim mieście w przypadku braku sukcesu. Napięcie było spore, ale o dziwo oba zespoły zniosły go znakomicie. Wielu ekspertów spodziewało się nerwowego początku meczu, a tymczasem mieliśmy siatkówkę w najlepszym wydaniu.

Koncert Schopsa

Akcje były widowiskowe i zacięte, błędów mało, za to ataków i obron co niemiara. Blokującym trudno było natomiast złapać punktowo rywali. Z jednej strony szalał Serb Aleksandar Atanasijević, który kończył w widowiskowy sposób kontry Skry, z drugiej niemal nie do zatrzymania był Niemiec Jochen Schops. Rozgrywający Asseco Resovii, Czech Lukas Tichacek, wykorzystywał go aż za bardzo. Ten jednak trzymał poziom. W pierwszym secie zdobył aż 11 punktów!

Dzięki jego dobrym atakom i skończonym kontrom (cuda w obronie wyczyniał Krzysztof Ignaczak) rzeszowianie prowadzili niemal od początku pierwszego seta. Skra goniła, odrabiając raz za razem straty. Zdołała nawet zniwelować czteropunktowe prowadzenie mistrzów Polski (15:11). A w końcówce gościom udało się wreszcie zatrzymać Schopsa. Ten kiedyś przecież musiał się pomylić. Ale zrobiło się nerwowo, bo było po 23.

Za chwilę jednak miejscowi wyblokowali atak Mariusza Wlazłego (tylko 12 procent skuteczności w ataku), a w kontrze skutecznie zbił oczywiście Schops i pierwszy set padł łupem Asseco Resovii.

Błędy na zagrywce

Trener Jacek Nawrocki postanowił szukać zmian i sięgnął po Michała Bąkiewicza, który dał znakomite zmiany w dwóch poprzednich spotkaniach obu drużyn w Bełchatowie. Na ławce znów usiadł Wlazły. Tym razem jednak Bąkiewicz nie uratował kolegów. Ale to głównie dzięki nim samym.

Skra wydawała się trochę podłamana przegraną pierwszą partią, z drugiej strony nie miała nic do stracenia. Próbowała więc ryzykować, podobnie jak w trzecim meczu w Bełchatowie, gdzie przegrywali już 0:2, a odwrócili losy spotkania. Tym razem jednak bełchatowianie nie byli we własnej hali, więc i zagrywka tak nie "siedziała" jak tam. Mało tego, goście zepsuli w drugim secie aż dziewięć zagrywek!

Z taką grą w polu serwisowym ciężko wygrywać poszczególne partie, tym bardziej że resoviacy w tym elemencie raz za razem dawali się we znaki przeciwnikom. Dobrze nadal funkcjonowała obrona i gra z kontry. W ataku więcej było kombinacji, bo dobrą skutecznością zaczął się popisywać też Olieg Achrem. Znacząco poprawiło się też przyjęcie miejscowych i ich przewaga rosła. Skra nie była w stanie dogonić Asseco Resovii i w meczu zrobiło się 2:0.

Jak w Bełchatowie?

Bełchatowianie pamiętali jednak trzecie spotkanie z ich hali, więc przegrywając 0:2, nie zamierzali spuszczać głów. Walczyli o każdą piłkę, bardziej ją szanowali, a do tego wreszcie trafili zagrywką. Przyjęcie w Asseco Resovii siadło, trzeba było atakować na podwójnym albo potrójnym bloku. A to oznaczało kłopoty dla miejscowych. Skra od początku seta dyktowała warunki gry, delikatnie prowadziła, punktem lub dwoma, a rzeszowianie gonili.

Odrabianie strat idzie jednak ciężko, gdy psuje się sporo zagrywek (sześć, Skra żadnej). A tym razem to mistrzowie Polski darowali rywalom trochę punktów w tym elemencie. Mimo wszystko zdołali dojść bełchatowian, było po 15. Wtedy trzy razy zablokowany został jednak Schops, Skra odzyskała przewagę i... na boisku pojawił się Zbigniew Bartman. Ten miał znakomite wejście w drugim meczu w tie-breaku, gdzie resoviacy odrobili spore straty, a Bartman kończył niemal wszystkie ataki.

Blok i set dla Skry

Tym razem też zaczął skutecznie, ponownie odrobiła straty (20:20), ale znów za chwilę dwoma blokami na Bartmanie wyszła na prowadzenie (siedem punktów Skry tym elementem w trzecim secie). Po chwili sędziowie orzekli, że w aut zaatakował Achrem. Asseco Resovia wzięła wideoweryfikację, czy nie było dotknięcia siatki, a sędziowie, wykorzystując jeden z punktów regulaminu (pozwalający zmienić decyzję, gdy dostrzegą inny błąd), wskazali, że było boisko.

Skra zaczęła protestować, a resoviacy, zamiast wykorzystać ich zdenerwowanie... zepsuli zagrywkę, a konkretnie Bartman. Po chwili doszły błędy w przyjęciu i bełchatowianie wrócili do gry. Znowu.

Asseco Resovia stanęła

Po raz kolejny siatkarze Asseco Resovii dali się obudzić rywalom, rozkręcić, i słono za to zapłacili. Skra miała w pamięci bełchatowski pojedynek, rzeszowianie chyba też. Jednych to podbudowało, drugich ściągało w dół. W ekipie trenera Andrzeja Kowala mnożyły się niedokładności, a w kontrach w ekipie Skry rozkręcał się Atanasijević.

Szkoleniowiec Asseco Resovii wymienił nawet rozgrywającego, ale na nic się to zdało. Skra pewnie kroczyła po zwycięstwo i wyrównanie stanu meczu. A mistrzowie Polski popełniali coraz prostsze błędy. Rywale zmietli ich z boiska.

I nie dość, że doprowadzili do tie-breaku, to jeszcze zbudowali sobie niesamowitą przewagę psychologiczną.

W piątym meczu piąty set

Dla kibiców siatkówki miał być więc deser. Rywalizacja mistrza z wicemistrzem Polski w ćwierćfinale nie dość, że zakończyła się w pięciu meczach, to ostatni jeszcze miał się rozstrzygnąć w pięciu setach. Emocje jak w najlepszych horrorach.

I tak też wyglądała ostatnia odsłona rywalizacji o półfinały PlusLigi. Walka toczyła się punkt za punkt, nerwów i emocji było sporo. Skra prowadziła już 6:4, ale za chwilę zrobiło się 8:6 dla rzeszowian. W jednej z akcji gracze Skry reklamowali, że nie było dotknięcia piłki w bloku. Sędziowie nie mieli wątpliwości. Później grano już punkt za punkt. W ostatniej akcji rzeszowianie zablokowali Atanasijevicia i eksplodowali radością, jakby zdobyli mistrzostwo Polski.

A oni tylko zostali w grze o medale, po najbardziej emocjonującej rywalizacji ćwierćfinałowej w historii PlusLigi. Skra natomiast ma pecha do Asseco Resovii. Rok temu straciła mistrzostwo na rzecz rzeszowian po siedmiu latach, teraz nie będzie nawet walczyła o medale.

A Asseco Resovia w półfinałowej rywalizacji zmierzy się z Delectą Bydgoszcz.





ASSECO RESOVIA3
PGE SKRA BEŁCHATÓW2
Sety: 25:23, 25:20, 21:25, 15:25, 15:12

Asseco Resovia: Tichacek, Lotman, Kosok, Schops, Achrem, Nowakowski oraz Ignaczak (libero), Perłowski, Bartman, Dobrowolski, Kovacević, Grzyb.

PGE Skra: Woicki, Winiarski, Kłos, Atanasijević, Wlazły, Pliński oraz Zatorski (libero), Bąkiewicz, Boninfante, Kooistra.

Sędziowali: Maciej Twardowski (Radom) i Paweł Burkiewicz (Kraków)

Widzów: 5 tys.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 3:2 i awans do półfinału Asseco Resovii.