100 tys. km za swoją drużyną. Kibice Asseco Resovii przekręcili licznik

W drodze powrotnej z Pucharu Polski w Częstochowie licznik wyjazdowy kibiców Asseco Resovii przekroczył 100 tys. km. - Dokładnie o 200 km - mówi Marcin Pęckowski, prezes SSPS Resovia. Rzeszowscy fani potrzebowali nieco ponad ośmiu lat, by osiągnąć taki wynik.

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



- Zliczamy wszystkie wyjazdy, od 2004 roku, odkąd powstało Stowarzyszenie Sympatyków Piłki Siatkowej "Resovia" - kontynuuje Pęckowski, wspominając przy okazji najbardziej liczebny i najdłuższy wyjazd. Ten pierwszy fani Resovii zanotowali w pierwszym sezonie, gdy na mecz do Sosnowca pojechali w ponad 100 osób, dwoma autokarami. - Najdalszy był ostatni na mecz Ligi Mistrzów do Maceraty, pokonaliśmy w jedną stronę ok. 1800 km - wylicza prezes Pęckowski. Fani z Rzeszowa wożą też ze sobą specjalny licznik kilometrów i wywieszają go na meczach - z aktualną liczną kilometrów przebytych. Teraz będą musieli dołożyć szóstą cyfrę.

Klub kibica Asseco Resovii jeździ nie tylko na mecze w PlusLidze czy Pucharze Polski. Podąża za drużyną także w europejskich rozgrywkach. W różnych kierunkach, od Moskwy po Paryż. - Dwukrotnie byliśmy już np. w Lublanie - wspomina Pęckowski. Za każdym razem przy wyjazdach zagranicznych kibice z Rzeszowa nie ograniczają się tylko do dotarcia na halę, w której grają siatkarze. - Staramy się połączyć wyjazd ze zwiedzaniem miasta, w którym jesteśmy - wyjaśnia prezes SSPS Resovia. Przy okazji meczu w Maceracie rzeszowscy fani nadrobili trochę kilometrów i zwiedzili Rzym. - Pojechaliśmy dzień wcześniej, tam nocowaliśmy, a później dopiero udaliśmy się na mecz - mówi Pęckowski.

Czasem takie wyjazdy są bardzo wesołe, czasem smutne, jak choćby droga powrotna z Częstochowy, kiedy licznik pokazał 100 tys. - Nie było nam do śmiechu, ale takie jest życie - kręci głową prezes SSPS-u. Asseco Resovia przegrała bowiem w finale Pucharu Polski z Zaksą Kędzierzyn-Koźle 1:3. - Trzeba grać dalej, my dalej będziemy wspierać siatkarzy i czekamy na mistrzostwo Polski - kończy Pęckowski.