Trener mistrzów Polski: Lubię, gdy w zespole zaiskrzy

- Każdy z zawodników ma świadomość, że dziś może być w kwadracie dla rezerwowych, a za tydzień może grać, albo odwrotnie. Naszym celem jest wygrywanie, a nie indywidualne zaspokajanie czyichś potrzeb - mówi Andrzej Kowal, trener siatkarzy Asseco Resovii.

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Aktualni mistrzowie Polski w weekendy wygrali organizowany u siebie III Memoriał im. Jana Strzelczyka. W pokonanym polu pozostawili Jastrzębski Węgiel, wicemistrza Niemiec Generali Unterhaching i mistrza Turcji Fenerbahce Stambuł. Mimo zwycięstwa jednak przed zespołem jeszcze sporo pracy.

A już w sobotę czeka ich walka o pierwszy cel. W Częstochowie resoviacy w meczu o Super Puchar zmierzą się z PGE Skrą Bełchatów. Zagrają osłabieni, bowiem dopiero do pełnych treningów zaczęli wchodzić dwaj przyjmujący, Olieg Achrem i Serb Nikola Kovacević, a w pierwszym dniu rzeszowskiego turnieju kostkę skręcił środkowy Piotr Nowakowski.



Rozmowa z Andrzejem Kowalem



Marcin Lew: Rok temu podobnie jak teraz wygraliście memoriał Strzelczyka, byliście drudzy podczas turnieju w Krośnie, a sezon zakończył się mistrzostwem Polski. Zaczyna się więc tak samo...

Andrzej Kowal: - To zabawa, nie może być żadnych analogii. Możemy sobie mówić, że trzeba to powtórzyć, ale każdy sezon jest inny i w ten sposób nie ma nawet co patrzeć.

Po turnieju w Krośnie mówiłeś, że wszystko jest do poprawy. Teraz są jakieś pozytyw?

- Dalej wszystko musimy poprawiać, bo tak na dobra sprawę, to żaden z tych zespołów, które grały w tym turnieju nie jest w optymalnej formie. I jeszcze trzeba naprawdę parę miesięcy, żeby któryś zespół w naszej lidze pokazał pełnię swoich możliwości. Na początku ligi każdy będzie grał optymalnie na ten moment, ale jakość gry będzie się stopniowo podnosiła.

Wygląda na to, że będziesz miał w tym sezonie spory ból głowy. W ataku zarówno Zbigniew Bartman jak i Jochen Schops prezentują się bardzo dobrze, na przyjęciu grają teraz Rafał Buszek i Paul Lotman, a jeszcze są przecież Olieg Achrem i Nikola Kovacević...

- To nie jest ból głowy. Jeżeli buduje się zespół i układa się jakieś klocki w głowie jak dobrać zawodników, to tak to powinno wyglądać. Trzeba się tylko cieszyć, że są takie warianty. Każdy z zawodników, który przyszedł do klubu ma świadomość, że dziś może być w kwadracie dla rezerwowych, a za tydzień może grać, albo odwrotnie. Wiedzą, że gdy jest dwunastu zawodników, to cała dwunastka nie będzie grała. Naszym celem jest wygrywanie, a nie indywidualne zaspokajanie czyichś potrzeb.

A nie obawiasz się, że w którymś momencie jeden czy drugi zawodnik może być niezadowolony z tego, że spędza czas poza boiskiem?

- Ja się nie obawiam, ja wiem, że tak będzie. W ubiegłym roku zresztą było tak samo. Rozmawiamy o tym z zawodnikami. Z drugiej strony gdyby ktoś był zadowolony, że siedzi na ławce, to po co mi taki zawodnik? On ma robić wszystko, by grać. Jeśli będzie miał ogromną chęć do gry i będzie niezadowolony z ławki to ja się tylko będę z tego cieszył.

Mówiłeś kiedyś nawet, że lubisz jak zaiskrzy.

- To jest normalne. Kiedy wygrywaliśmy w tamtym sezonie? W meczach trudnych, gdy były różnego rodzaju dyskusje, spięcia. Wtedy tworzył się zespół. Gdy będziesz miał dwunastu miłych i sympatycznych zawodników, to będzie ciężko coś zdobyć.

W sobotę gracie o pierwsze trofeum, Super Puchar, a tymczasem Piotr Nowakowski, Olieg Achrem i Nikola Kovacević mają kłopoty ze zdrowiem. Jest szansa, że któryś z nich zagra?

- Najbardziej stawiałbym na Piotrka. Alek z Nikolą myślę, że na ligę będą już gotowi w iluś tam procentach, o ile coś się innego nie wydarzy.