Zbigniew Bartman, nowy atakujący mistrzów Polski: "Resovia jak mercedes"

Atakujący reprezentacji Polski, Zbigniew Bartman od nowego sezonu będzie grał w Asseco Resovii. Rzeszowski klub będzie jego pierwszym, w którym występował będzie jako atakujący. - Cieszę się, że ten transfer doszedł do skutku - mówi siatkarz.

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



25-letni zawodnik do tej pory występował w rozgrywkach ligowych jako przyjmujący. W kadrze Polski jednak w poprzednim sezonie został przesunięty na atak i poradził sobie na tej pozycji znakomicie. Po roku spędzonym w Jastrzębskim Węglu siatkarz podjął decyzję, że również w klubie będzie grał na pozycji atakującego i rozpoczął poszukiwania nowego zespołu. Ostatecznie na rok wylądował w Rzeszowie, w drużynie mistrza Polski, Asseco Resovii.



Rozmowa ze Zbigniewem Bartmanem



Marcin Lew: Twoje przyjście do Rzeszowa to dość niespodziewany transfer. Wydawało się, że opuścisz PlusLigę. Kiedy pojawił się temat przejścia do Asseco Resovii?

Zbigniew Bartman: - Podczas turnieju Ligi Światowej w Katowicach. Nie ukrywam, że szybko znaleźliśmy wspólny język, na początku z trenerem Andrzejem Kowalem, a później z działaczami z Rzeszowa. Cieszę się, że ten transfer doszedł do skutku.

Miałeś kilka innych propozycji, w tym mocną finansowo z Korei. Dlaczego więc wybrałeś Rzeszów?

- Możliwość gry w Rzeszowie pod wieloma względami jest kusząca. Przede wszystkim jest to klub, który ma swoją markę na arenie nie tylko europejskiej, ale i światowej. Organizacyjnie i sportowo jest znany wszystkim, dodatkowo występował będzie w Lidze Mistrzów.

Poza tym nie zapominajmy o wspaniałej historii tego klubu. Bycie jej częścią, możliwość tworzenia jej na nowo jest dla mnie czymś ważnym i cieszę się, że będę miał do tego okazję.

Asseco Resovia ma już jednak mocnego atakującego, Niemca Jochena Schopsa. Czeka Cię chyba ciężka rywalizacja o wyjściowy skład.

- Schops jest zawodnikiem znanym, wiemy jak gra w siatkówkę. I dobrze, że jest nas dwóch w zespole. Będzie dużo grania, jest Liga Mistrzów, PlusLiga, Puchar Polski. Na wszystkich tych frontach mierzymy w zwycięstwo, więc trzeba mieć wyrównany zespół. A kto będzie pierwszym atakującym to się okaże w trakcie sezonu.

Obaj jesteście jednak innymi zawodnikami, o innej specyfice gry. Możecie się więc uzupełniać. Do tego dla Ciebie będzie to chyba też możliwość podglądnięcia i nauczenia się pewnych zagrań od bardziej doświadczonego gracza.

- Na pewno. Prezentujemy różny styl, ale obaj potrafimy grać na wysokim poziomie. Będzie miał trener duże pole manewru i będzie mógł dostosować taktykę na dany mecz, do tego, z jakim atakującym przeciwnikowi gra się gorzej.

Po poprzednim sezonie zdecydowałeś się definitywnie skończyć z graniem na przyjęciu i przejść na atak. Z tego też powodu odszedłeś z Jastrzębskiego Węgla, gdzie nie chciałeś być ewentualnym zmiennikiem dla Michała Łasko. W Asseco Resovii też czeka cię rywalizacja o skład. Skąd więc taka zmiana podejścia?

- Ja swojego podejścia nie zmieniłem. Nadal nie chcę być rezerwowym i będę robił wszystko na treningach, będę udowadniał trenerowi, że zasługuję na to, by grać w pierwszym składzie. Na razie z Schopsem mogę rywalizować korespondencyjnie (śmiech). W statystykach Ligi Światowej. I w tych klasyfikacjach nie przegrywam.

Ale tak jak mówię, cieszę się, że jest Schops w drużynie, bo będzie bardzo ważnym jej punktem. To bardzo istotne, by zespół miał wyrównany skład, to będzie na pewno z korzyścią dla niego.

Przyszły sezon będzie dla Ciebie eksperymentalny, bo pierwszy na pozycji atakującego. A rozgrywki reprezentacyjne i ligowe nieco się różnią. W tych drugich trzeba utrzymać formę przez siedem miesięcy. Sam chyba do końca nie wiesz więc, jak to będzie wyglądało.

- No nie, ja wiem. Spodziewam się jak to będzie wyglądało. Eksperymentem też bym tego nie nazwał, bo eksperyment to był w poprzednim sezonie w reprezentacji [trener kadry Andrea Anastasi przestawił Bartmana z przyjęcia na atak - przyp. red.]. I to zdało egzamin. Później w Pucharze Świata i w tym sezonie nie ma już żadnych eksperymentów. Zdecydowałem się grać na tej pozycji i myślę, że przynosi to wymierne efekty.

Wiadomo, że czeka nas w lidze siedem miesięcy grania, ale reprezentacja też nie trwa dwa tygodnie. Są cztery miesiące gry, dlatego te trzy nie powinny zrobić różnicy. Zresztą w tamtym sezonie w Pucharze Świata rozegraliśmy jedenaście meczów w dwa tygodnie, więc można powiedzieć, że praktycznie pół ligi.

W Asseco Resovii poprzeczkę będziesz miał zawieszoną wysoko. Po pierwsze wspomniana rywalizacja z Schopsem, a po drugie zastąpienie idola miejscowych kibiców, Niemca Georga Grozera, który odszedł z klubu. No i obrona tytułu mistrza Polski.

- Poprzeczka jest bardzo wysoko zawieszona, ale ja zawsze lubiłem duże wyzwania. Lubiłem osiągać rzeczy, które z pozoru wydawały się niemożliwe. Czasami mi się to udawało, czasami nie. Ale na pewno to dodatkowy impuls do jeszcze cięższej pracy.

Impulsem będzie też z pewnością zdobycie medalu w PlusLidze. Masz różne trofea na koncie, ale medalu w polskiej lidze nie.

- Niestety. Wcześniej nie miałem okazji zdobyć medalu, bo nie występowałem w klubach, które grały o mistrzostwo. W Jastrzębiu w tym roku się niestety nie udało, choć mieliśmy medal praktycznie na wyciągnięcie ręki. Takie są jednak losy sportowca.

Dlatego też cieszę się, że będę mógł z Asseco Resovią sięgnąć po medal. Jestem przekonany, że w nowym sezonie zdobędę medal mistrzostw Polski i wierzę w to, że nie będzie on z byle jakiego kruszcu.

Chciałeś szybko załatwić swoją przynależność klubową i to się udało. Teraz możesz skupić się na grze w reprezentacji. Na co będzie was stać podczas igrzysk w Londynie, bo poprzedni sezon i ostatnie występy w Lidze Światowej rozbudziły nieco apetyty kibiców.

- Przede wszystkim chciałbym zaapelować o spokój. Okrzykiwanie sportowców przed wyjazdem na imprezę medalistami nigdy nie pomaga. Ta idea, która przyświeca nam w reprezentacji jest idealna dla sportowca. My nie koncentrujemy się na tym, co możemy osiągnąć, tylko na każdym kolejnym spotkaniu i na ciężkiej pracy na treningu.

Nie brakuje nam determinacji, woli walki. Przeciwnik musi widzieć, że nie jest tak łatwo wbić piłkę w nasze boisko. Gdy tylko będzie możliwość żeby ją podbić, to my robimy wszystko, żeby została w grze. To jest domeną naszej gry.

Nie ma więc co wróżyć z fusów, stawiać nas w roli faworyta do wygrania igrzysk czy Ligi Światowej. Trzeba robić wszystko tak jak do tej pory. Wtedy o wynik jestem spokojny.

Jeżeli pada pytanie, co możemy zrobić na olimpiadzie, to śmiało mogę powiedzieć, że wszystko. Tak samo możemy ją wygrać, jak i polec w ćwierćfinale, bo siatkówka na tym poziomie jest tak wyrównana, że może i coś takiego się zdarzyć. To tylko jeden dzień, jeden mecz, dwie godziny, które zadecydują o tym, czy ktoś będzie grał w strefie medalowej czy nie. Choć ja takich myśli do siebie nie dopuszczam. Wierzę w to, że polska reprezentacja sięgnie po sukcesy w tym roku.

W kadrze macie teraz taką małą resoviacką kolonię. Pytałeś Grześka Kosoka, Piotra Nowakowskiego czy Krzyśka Ignaczaka o klub, organizację, miasto?

- Nie pytałem o te sprawy przed podjęciem decyzji, bo wiem, że organizacja w Rzeszowie stoi na najlepszym światowym poziomie, że klub ma swoją renomę w Europie. To tak, jakby się pytać czy mercedes albo audi to dobry samochód. To auta z najwyższej półki, tak samo jak rzeszowski klub.

Ale oczywiście z chłopakami mam bardzo dobry kontakt i cieszę się, że będę mógł występować z nimi także w klubie, bo to naprawdę duża frajda.