Wielka awantura po finale w Bełchatowie. Sędziowie popełnili błąd?

Resovia po raz drugi pokonała Skrę 3:1 w finale PlusLigi, ale po środowym meczu wybuchła ogromna awantura. - Pan już raz nas okradł z awansu do finału Pucharu Polski - krzyczeli działacze PGE Skry w stronę Andrzeja Lemka, szefa polskich sędziów.

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Do spornej sytuacji doszło w czwartym secie. Piłka po ataku Lotmana wyszła na aut. Jego koledzy z drużyny poprosili o challange, czyli sprawdzenie sytuacji na wideo. Zamieszanie trwało bardzo długo. Daniel Pliński zapytał Bartosza Kurka, czy dotknął piłki, Ten zaprzeczył. Sędziowie przyznali jednak punkt rzeszowianom, a gracze Skry wszczęli awanturę. Ich zdaniem bloku nie było. Zamiast remisu 14:14, Resovia objęła prowadzenie 15:13. Jakby tego było mało, protestujący Jacek Nawrocki dostał żółtą kartkę, oznaczającą stratę 16. punktu. Zdenerwowani gracze PGE Skry zaczęli popełniać błędy i przegrali czwartego seta 15:25, a w cały meczu 1:3.

Po meczu zawodnicy, trenerzy i działacze Skrzy długo i żywiołowo dyskutowali przy stoliku sędziowskim. - Pan już raz nas okradł z awansu do finału Pucharu Polski - krzyczeli w stronę Andrzeja Lemka, szefa polskich sędziów. Chodziło o rozegrany trzy lata temu ćwierćfinałowe spotkanie z Resovią. Okazało się także, że Lemka nie powinno być przy stoliku, a tym bardziej nie powinien on podejmować żądnych decyzji, bo sędzią technicznym był Grzegorz Jacyna.

- Prosimy, żeby pokazał nam pan, gdzie widział pan blok - apelowali w stronę sędziego Macieja Maciejewskiego siatkarze z Bełchatowa. Później pytali, kto podjął decyzję o bloku: on czy Lemek? Nie odpowiedział.

Na spokojnie skomentował to Wlazły: - Nie wiem, czy ten punkt by coś zmienił, czy byśmy przegrali, czy wygrali. Nigdy się tego nie dowiemy. Pan obsługujący system pokazał nam po meczu tę sytuację i absolutnie nie było tam bloku. Nie wiem, co zobaczył sędzia.

Nawrocki pytał, dlaczego przy ocenie sytuacji nie sprawdzono nagrania z kamer Polsatu Sport. - Przecież regulamin to dopuszcza - przypominał.

- Po zakończeniu spotkania sędziowie nas przeprosili. Ale co to zmienia? Po co jest ten cały challlenge, skoro zdarzają się takie błędy - komentowali rozżaleni siatkarze PGE Skry.

Wszystko to oglądał Andre Meyer. Szef Europejskiej Konfederacji Piłki Siatkowej przyleciał Polski z rutynową wizytą na dwa lata przed mistrzostwa świata, które odbędą się w Polsce. Ma sprawdzić m.in. stan polskich hal i hoteli i przy okazji zobaczyć, jak w naszej lidze działa "challange", rozstrzygający sporne sytuacje na boisku. Tymczasem był świadkiem wielkiej awantury która trwała jeszcze długo po meczu. Nie pierwszej i zapewne nie ostatniej...