Asseco Resovia dwa razy zlała Skrę! Tylko krok do MP!

Teoretycznie to było niemożliwe do zrealizowania. A jednak. Siatkarze Asseco Resovii dwukrotnie pokonali na wyjeździe PGE Skrę Bełchatów 3:1 i do zdobycia mistrzostwa Polski brakuje im już tylko jednej wygranej!

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Resoviacy po zwycięstwie w pierwszym meczu poszli za ciosem i nie dali się podnieść Skrze także w drugim, środowym spotkaniu. Podopieczni Andrzeja Kowala utrzymali wysoki poziom gry z pierwszego pojedynku, a Skra wyglądała jak dzień wcześniej, słabo.

Asseco Resovia rozpoczęła zupełnie inaczej niż dzień wcześniej. Tym razem to goście wyglądali na pewnych siebie, Skra była jakby zamroczona. I zanim się obejrzała miała już kilkupunktową stratę. Rzeszowianie znakomicie grali w polu zagrywki. Może nie zdobywali bezpośrednio punktów w tym elemencie, ale mocno utrudniali zadanie Hiszpanowi Miguelowi Falasce. W efekcie mogli bronić, a później wyprowadzać skuteczne kontry. Skra miała spore problemy w ataku, kończyła tylko 35 procent piłek, Resovia 54. Przyjezdni zresztą praktycznie nie mylili się w grze po przyjęciu. Już na początku pierwszej partii objęli prowadzenie 8:5 i nie oddali go do końca. Miejscowi gonili, ale co odrobili straty, to za chwilę pozwolili znowu odskoczyć rywalom.

Miejscowi obudzili się w drugiej partii za sprawą Mariusza Wlazłego. Dzięki jego zagrywkom Skra prowadziła już 7:3, za chwilę było 8:4 i wydarzyło się coś, czego na polskich parkietach chyba jeszcze nie widziano. Mistrzowie Polski stracili 10 punktów z rzędu! Na zagrywce stanął Czech Lukas Tichacek i zaczął bombardować rywali. Zdobył dwa asy, koledzy dorzucili trzy bloki, a do tego rywale zaczęli atakować w aut. W momencie zrobiło się 14:8 dla rzeszowian. Było po secie. Skra była bezradna, a resoviacy grali jak profesorowie. Nie popełniali błędów (oprócz zagrywki), grali cierpliwie, ponawiali ataki i objęli prowadzenie w meczu 2:0.

Skrą trzeba było wstrząsnąć, trener Jacek Nawrocki zabrał więc zawodników do szatni. Manewr się powiódł, bo gospodarze zaczęli grać odważniej. Serwy Falaski dały im trzypunktowe prowadzenie (3:0), które utrzymywało się bardzo długo. Resovia przegrywała już nawet 10:14, ale grała wyjątkowo spokojnie. Powoli dochodziła rywali. Resoviacy wyszli nawet na prowadzenie 19:18 i 23:22, ale w końcówce pojawiły się znowu proste błędy. Najpierw w komunikacji, później w przyjęciu i z wygranej cieszyła się Skra.

To mógł być kluczowy moment meczu. Na szczęście nie był. W kolejnej partii resoviacy znów wrócili do dobrej gry. Dali jednak rozegrać się rywalom, przez co musieli walczyć twardo o każdy punkt. To jednak Skra goniła tym razem. W połowie seta bełchatowianom puściły jednak nerwy. Po autowym ataku Amerykanina Paula Lotmana Resovia poprosiła o wideoweryfikację bloku. Sędziowie przyznali punkt przyjezdnym, z czym nie mogli się pogodzić miejscowi. Trener Nawrocki za protesty obejrzał żółtą kartkę i zrobiło się 16:13. Za chwilę doszły ataki w aut graczy Skry, bloki Asseco Resovii i skuteczne kontry. Zrobiło się szybko 22:13 i było po meczu!

Trzecie spotkanie finałowej rywalizacji odbędzie się w sobotę w Rzeszowie o godz. 18. Ewentualny czwarty mecz zaplanowano na niedzielę, na godz. 14.

PGE SKRA BEŁCHATÓW1
ASSECO RESOVIA3
Sety: 21:25, 19:25, 26:24, 15:25

PGE Skra: Falasca 3, Winiarski 7, Możdżonek 1, Wlazły 22, Kurek 10, Pliński 6 oraz Zatorski (libero), Bąkiewicz 2, Cupković, Kłos.

Asseco Resovia: Tichacek 4, Lotman 14, Kosok 5, Grozer 23, Achrem 15, Nowakowski 8 oraz Ignaczak (libero), Gontariu.

Sędziowali: Wojciech Maroszek (Żory) i Piotr Król (Katowice)

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 2:0 dla Asseco Resovii.