G. Kosok, środkowy Asseco Resovii: Nie zrobić tego błędu co w Kędzierzynie

- Wtorkowe zwycięstwo bardzo nas podbuduje, zwłaszcza odniesione po takim ciężkim boju. Pozostaje teraz skoncentrować się na kolejnym spotkaniu, nie wyjść zbyt pewnym siebie. Nie możemy popełnić tego samego błędu co w meczach w Kędzierzynie - mówi Grzegorz Kosok, środkowy Asseco Resovii przed czwartym meczem półfinału PlusLigi.

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Siatkarze Asseco Resovii w rywalizacji do trzech zwycięstw prowadzą już 2:1. We wtorek, po niezwykle zaciętym meczu, pokonali Zaksę Kędzierzyn-Koźle we własnej hali 3:2 i są o krok od finału PlusLigi, w którym czeka już PGE Skra Bełchatów. Aby dopełnić dzieła resoviacy musza pokonać Zaksę także dziś, w czwartym spotkaniu, które o godz. 20 rozpocznie się w rzeszowskiej hali Podpromie.



Mówi Grzegorz Kosok

Marcin Lew: Potrzebne było wam tyle nerwów w tym wtorkowym spotkaniu?

Grzegorz Kosok: Bardzo potrzebne. I wiem, że w kolejnym spotkaniu tych nerwów i emocji będzie jeszcze więcej.

W drugim secie przegraliście na własne życzenie. Straciliście czteropunktową przewagę, podobnie jak w drugim meczu w Kędzierzynie-Koźlu. Nie bałeś się, że znowu podacie rękę rywalom? Pojawiły się znów proste błędy własne.

- Siatkówka jest grą błędów. Wszystko dzieje się bardzo szybko, decydują ułamki chwil. Pozostaje nam się tylko cieszyć z tego, że spotkanie skończyło się inaczej niż to w Kędzierzynie, że wygraliśmy i jesteśmy na dobrej drodze, aby zagrać w finale.

Po trzech setach przegrywaliście już 1:2. W czwartym wreszcie zaczęliście punktować blokiem, choć wcześniej nie mogliście znaleźć recepty na ataki Sierhiya Kapelusa, który do tej pory atakował rzadko, a w tym meczu kończył praktycznie wszystko. Zaskoczenie dla was?

- Graliśmy to, co mieliśmy założone. On zagrał bardzo dobry mecz i na pewno trener nam wspomni na odprawie o tym. W środę na pewno już nie będzie mu tak łatwo. Jednak wydaje mi się, że wypełniliśmy dzisiaj praktycznie większość założeń.

Tylko Paweł Zagumny zaskoczył was, że tyle piłek posyłał do Kapelusa...

- To jest człowiek, który prezentuje najwyższy światowy poziom. Trudno przy nim zgadnąć co w danej chwili będzie grał. Wyszło nam to jednak chyba w miarę nieźle. Dzisiejsza gra jest tak szybka, że nie można być wszędzie. Trzeba coś założyć przed akcją, w jej trakcie i to wykonać. Czasami się uda, czasami nie. Czasem rywale przechytrzą nas, czasem my ich.

Takie zwycięstwo podbuduje was z pewnością przed czwartym meczem. To Zaksa, będzie miała nóż na gardle.

- Bardzo nas podbuduje, zwłaszcza odniesione po takim ciężkim boju, gdzie obie drużyny stracili sporo sił. Pozostaje teraz skoncentrować się na kolejnym spotkaniu, nie wyjść zbyt pewnym siebie. Nie możemy popełnić tego samego błędu co w meczach w Kędzierzynie.