A. Kowal, trener Asseco Resovii: Podaliśmy rękę Zaksie

- Zagraliśmy słabiej w każdym elemencie, a Kędzierzyn w każdym się poprawił. W końcówkach brakło chyba też takiej determinacji, bo być może w głowie była świadomość, że kolejne dwa spotkania są w Rzeszowie - powiedział po porażce 1:3 z Zaksą w Kędzierzynie-Koźlu trener Asseco Resovii Andrzej Kowal.

Wszystko o Asseco Resovii w specjalnym serwisie na RZESZOW.SPORT.PL



Resoviacy po łatwym zwycięstwie w pierwszym meczu półfinałowej rywalizacji w PlusLidze w drugim spotkaniu przegrali 1:3. Zagrali zdecydowanie słabiej popełniając całą masę prostych błędów. Oddali Zaksie aż 34 punkty i to było chyba główną przyczyną porażki.

W rywalizacji do trzech zwycięstw jest teraz remis 1:1. Kolejne dwa spotkania zaplanowano na 10 i 11 kwietnia w Rzeszowie. Ewentualny piąty pojedynek odbędzie się w sobotę, 14 kwietnia w Kędzierzynie-Koźlu.

Mówi Andrzej Kowal

Marcin Lew: Podaliście dziś rękę Zaksie. Popełniliście dużo błędów własnych w ataku i zagrywce...

Andrzej Kowal: Zagraliśmy słabiej w każdym elemencie, a Kędzierzyn w każdym się poprawił. W końcówkach brakło chyba też takiej determinacji, bo być może w głowie była świadomość, że kolejne dwa spotkania są w Rzeszowie.

Na chwilę obecną nie wiem co było decydujące. Muszę zobaczyć ten mecz na wideo. Ale fakt, myślę, że w jakiś sposób podaliśmy im rękę.

Wróciły też stare błędy, czyli stracone seryjnie punkty w jednym czy dwóch ustawieniach. Nie było nikogo, kto przełamałby serię.

- Przegraliśmy ten mecz w pierwszym ustawieniu jeśli chodzi o rotację i przez przyjęcie flota. Może nie oddaliśmy bezpośrednich punktów, ale przy flocie i przy zagrywce Michała Ruciaka mieliśmy ogromne problemy z dograniem piłki i później skończeniem ataku.

Nie było też zbyt dużo nerwowości? W pewnym momencie zajęliście się bardziej kłótniami z sędziami niż grą, choć mieliście np. kilka punktów przewagi.

- Ten challenge dziś to była jakaś komedia, to co pokazywali [sędziowie - przyp. red.]. Jeśli w Polsacie Sport jest inaczej, a tu inaczej. Challenge ma pomagać, a nie przeszkadzać.

Ale trzeba się też czasem zastanowić. Nie ma co biegać, skakać, bo to tylko wybija z rytmu. Tracisz koncentrację i później uciekają tylko punkty.

Teraz macie dwa mecze u siebie. Niejednokrotnie mówiłeś, że na tym poziomie nie ma to już wielkiego znaczenia gdzie się gra. Ale jednak w swojej hali łatwiej trafić choćby zagrywką. No i ma się za sobą kibiców.

- Na tym najwyższym poziomie, gdzie spotykają się równe zespoły to już nie decyduje. Dla nas jednak hala na Podpromiu to duży atut, tak samo jak nasi kibice. Ale nie możemy powiedzieć, że w meczach u nas jest tylko jeden faworyt. Przeciwnik też potrafi grać znakomicie. Myślę, że będą dobre mecze i zrobimy wszystko żeby wygrać.

Jesteście w stanie skończyć tę rywalizację w Rzeszowie?

- Myślę że tak, ale nie ma co mówić o dwóch meczach. Na razie najważniejszy jest ten pierwszy.