Sport.pl

Asseco Resovia dalej od finału PlusLigi

Nie udało się w piątek zdobyć Kędzierzyna. Siatkarze Asseco Resovii przegrali z Zaksą 0:3 w trzecim meczu półfinałowym w PlusLidze i w walce o finał 2:1 prowadzi drużyna z Kędzierzyna.
Ciężko jednak myśleć o wygrywaniu batalii o finał, gdy w całym meczu atakuje się tylko 34 procentową skutecznością i popełnia całą masę prostych błędów. I choć w ataku kędzierzynianie nie spisywali się o wiele lepiej, na rzeszowian to wystarczyło.

Nadzieją mógł napawać tylko początek pierwszej partii, bowiem resoviacy zaczęli od prowadzenia 4:1. Później było tylko gorzej. Podopieczni Ljubo Travicy zaczęli robić to, co było ich największą zmorą w tym sezonie - seriami tracili punkty. Ani się obejrzeli, a na tablicy wyników było już 16:10 dla miejscowych. Ten fragment seta resoviacy przegrali więc aż 6:15!

Co prawda przyjezdni zdobyli się jeszcze na zryw, doszli rywali na 16:17, ale wtedy, po czasie dla Zaksy, zagrywkę zepsuł Amerykanin Ryan Millar, a na domiar złego skuteczny blok włączyli miejscowi. Trzy razy zatrzymali Niemca Georga Grozera, który pojawił się w końcowej fazie seta po dłuższej przerwie spowodowanej problemami z ręką. Sęk jednak w tym, że Grozer zmienił nieźle spisującego się w tej fazie seta Tomasza Józefackiego. Plan nie wypalił i było 0:1.

Jeszcze gorzej było w drugiej partii. Zaczęło się od 0:5, a później gra falowała. Resoviacy odrobili wszystkie straty (8:8 i 11:11), aby za chwilę znów przegrywać 12:16. Gdy ponownie doszli rywali na 20:20, popełnili trzy błędy i było po secie. Bardzo słabo spisywał się na początku partii, zresztą tak samo jak w pierwszej odsłonie, Michał Baranowicz, który nie dość że rozgrywał czytelnie, to jeszcze niedokładnie. W drugim secie zastąpił go więc Serb Ivan Ilić, ale jak się okazało, niewiele to pomogło.

Nadzieja na dobry wynik zgasła szybko także w ostatniej, trzeciej partii. Trudów meczu zaczął nie wytrzymywać Olieg Achrem, który dopiero tydzień temu wznowił treningi po kontuzji, i opuścił boisko. Ale koledzy nie pomagali.

W grze na siatce Achrem i tak spisywał się najlepiej ze skrzydłowych. Józefacki miał bowiem tylko 20 procent skuteczności w ataku, Grozer 13, Cernić 38, a Buszek 29. Achrem , gdy grał, kończył praktycznie co drugą piłkę.

Z drugiej strony siatki dobrze radzili sobie Dominik Witczak i Idi, a także Jurij Gladyr, który aż siedem punktów zdobył blokiem. A w ataku zawodnikom Zaksy zadanie bardzo ułatwił Paweł Zagumny, za którego rozegraniem ciężko było nadążyć rzeszowianom. - Nie ma się co za bardzo jeszcze podniecać tą wygraną, bo to był dopiero trzeci mecz. Dopiero jeśli w sobotę zagramy tak samo i wygramy, to wtedy będzie można zacząć się naprawdę cieszyć - mówił po meczu Michał Ruciak, przyjmujący Zaksy.

W rywalizacji do trzech zwycięstw 2:1 prowadzi Zaksa i w sobotę o godz. 17 będzie gospodarzem czwartego spotkania. Jeśli wygra, awansuje do finału, w którym czeka już PGE Skra Bełchatów. Resoviacy jeśli jeszcze marzą o finale muszą zagrać dużo lepiej niż w piątek, wygrać z kędzierzynianami i przenieść rywalizację znowu do Rzeszowa, na mecz numer pięć. - Zaksa była wyraźnie lepsza. My mieliśmy problemy z własnym atakiem- oceniał mecz Józefacki. - Nie ma jednak czasu na rozpamiętywanie tej porażki i do kolejnego starcia przystąpimy z nową wiarą - dodawał z optymizmem.



ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE3
ASSECO RESOVIA0
Sety: 25:21, 25:21, 25:22

Zaksa: Zagumny 2, Idi 13, Gladyr 11, Witczak 12, Ruciak 6, Czarnowski 7 oraz Gacek (libero), Kaźmierczak, Pilarz.

Asseco Resovia: Baranowicz, Cernić 9, Kosok 8, Józefacki 5, Achrem 11, Millar 6 oraz Ignaczak (libero), Ilić, Buszek 2, Perłowski 2, Grozer 2.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 2:1 dla Zaksy. Czwarty mecz w sobotę o godz. 17 w Kędzierzynie-Koźlu.