Sport.pl

To był mecz! Tylko zwycięstwa brak

Siatkówka. Włoski Sisley Treviso okazał się za mocny dla siatkarzy Asseco Resovii i wygrał pierwsze spotkanie półfinału Pucharu CEV w Rzeszowie 3:2, po niezwykle zaciętym i widowiskowym meczu. - To jeszcze nie koniec - zapowiada przed sobotnim rewanżem Niemiec Georg Grozer, atakujący rzeszowian
Resoviacy zagrali jedno z lepszych spotkań w tym sezonie, ale na najbardziej utytułowaną europejską drużynę ostatnich lat było to za mało. - O naszej porażce zadecydowały błędy własne, szczególnie w przyjęciu zagrywki - żałował trener Asseco Resovii Ljubo Travica. - Brakło trochę szczęścia. Zagraliśmy może na 95 procent naszych możliwości, a w rewanżu trzeba chyba na 105 - dodał środkowy rzeszowian Grzegorz Kosok.

Rzeszowscy siatkarze mogli kończyć spotkanie w znacznie lepszych humorach, bowiem zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. - Szczególnie szkoda drugiego seta - mówił po meczu Travica. Resoviacy, choć przegrywali już 20:22, zdołali odrobić straty i wyszli nawet na prowadzenie 23:22. Za chwilę jednak był remis, a później na czystej siatce atak z drugiej linii ze środka skończył Olieg Achrem. Przyjmujący Asseco Resovii nieznacznie jednak nadepnął linię ataku, popełniając błąd. Za chwilę jeszcze na pojedynczym bloku Włoch Gabriele Maruotti złapał w rzeszowskiej ekipie Mateja Cernicia i było po secie.

Wcześniej jednak resoviacy zagrali koncertowo. W pierwszej partii byli niemal bezbłędni. Sami nie mylili się zbyt często, znakomicie przyjmowali zagrywki rywali, a w ataku byli perfekcyjni. Kończyli aż 80 procent piłek! Dzięki temu dość łatwo wygrali do 19. - Chcieliśmy grać tak przez cały mecz, ale, niestety, nie udało się - kręcił głową Kosok.

Dodatkowo w obronie niesamowite rzeczy wyczyniał libero Krzysztof Ignaczak, który zresztą całe spotkanie grał na znakomitej skuteczności w przyjęciu. Pomylił się dopiero w piątym secie. Z pewnością jednak znalazł się w notatniku nowego szkoleniowca reprezentacji Włocha Andrei Anastasiego, który w środę podpisał kontrakt z PZPS-em, a wieczorem na żywo oglądał spotkanie w Rzeszowie.

Resoviacy po przegraniu drugiego seta potrafili się jeszcze podnieść w partii trzeciej, choć przegrywali już 8:11. Wtedy jednak popis gry w polu zagrywki dał Grozer i straty zostały odrobione. Powtórzył to jeszcze w końcówce seta, a dodając do tego skuteczną grę na kontrach, dał zwycięstwo miejscowym.

Później jednak coraz lepiej radzili sobie przyjezdni. Ich zagrywka zaczęła robić coraz więcej krzywdy rzeszowianom, a dodatkowo dobrą zmianę dał kapitan Sisleya i legenda tego klubu Samuele Papi, który mimo 38 lat spisywał się na boisku znakomicie. W efekcie tym razem to przyjezdni odrobili straty z połowy seta i doprowadzili do tie-breaka. Zachowali w nim więcej zimnej krwi i wygrali całe spotkanie. - Zwycięstwo przyszło nam z wielkim trudem. Mam nadzieję, że wygramy również w rewanżu - mówił po meczu Papi. - Jest nam bardzo przykro, bo była spora szansa na zwycięstwo. Graliśmy dobry mecz, a mimo to nie wygraliśmy - stwierdził Kosok, a Grozer dodał: - Trudno powiedzieć, czego nam zabrakło, by wygrać. Może w niektórych momentach nie byliśmy wystarczająco agresywni.

Mimo porażki rzeszowianie zaprezentowali się naprawdę nieźle. Starcie z Sisleyem było jednym z najlepszych ich meczów w tym sezonie. Przez cały mecz dysponowali dobrym przyjęciem, a także niezwykle skutecznym atakiem. Sam Grozer kończył aż 63 procent piłek, a Achrem z Cerniciem blisko 60. Mimo to zwycięstwo pojechało do Włoch. - Kiedy przegrywamy, to nikogo z nas nie interesuje, jak dobre były statystyki - rzuca krótko Grozer. Lepszym wynikiem od niego mógł się jednak pochwalić przyjmujący Sisleya Gabriele Maruotti, który przez cały mecz nie skończył tylko czterech ataków na 19!

Teraz obie drużyny czeka rewanż w Belluno, gdzie swoje mecze w europejskich pucharach rozgrywa Sisley. W sobotę o godz. 20.30 obie drużyny spotkają się ponownie. I resoviacy, jeśli jeszcze chcą liczyć na awans do finału Pucharu CEV, muszę nie tylko wygrać mecz, ale także tzw. złotego seta. Zadanie więc czeka ich naprawdę trudne. - Nie poddajemy się, walczymy dalej. Wiadomo, że na wyjeździe gra się trudniej, ale to jest sport, wszystko jest jeszcze możliwe. W sobotę będzie inny dzień, inny mecz i jedziemy tam powalczyć o "złotego seta" - zapowiada Grozer, a trener Travica dodaje: - Skoro Sisley wygrał w naszej hali 3:2, to my również jesteśmy w stanie pokusić się o zwycięstwo we Włoszech. Oby tylko zawodnicy nie podłamali się psychicznie po tej porażce.

W podobnym tonie wypowiada się też szkoleniowiec Sisleya Roberto Piazza. - Obie drużyny mają w dalszym ciągu po 50 procent szans na awans. Przy tak wyrównanym poziomie jest wielce prawdopodobne, że dojdzie do "złotego seta", choć ja oczywiście wolałbym, żeby nie było takiej konieczności - stwierdził.

Zwycięzca tego dwumeczu w finale zagra z lepszym z pary Zaksa Kędzierzyn-Koźle - bułgarskie CSKA Sofia. W pierwszym meczu 3:0 wygrało CSKA. Rewanż w niedzielę w Kędzierzynie.



ASSECO RESOVIA 2
SISLEY TREVISO 3
Sety: 25:19, 23:25, 25:23, 22:25, 12:15

Asseco Resovia: Baranowicz 3, Cernić 12, Kosok 7, Grozer 34, Achrem 14, Millar 8 oraz Ignaczak (libero), Buszek, Perłowski, Mika.

Sisley: Boninfante 4, Maruotti 17, Bjelica 13, Fei 14, Kovar 9, Bontje 12 oraz Farina (libero), Elgarten, Szabo, Horstink 2, Papi 5, De Tongi 1.

Widzów: 4,5 tys.