Konflikt mielecko-mielecki?

Kto ma lepiej w Mielcu? Ekstraklasowe siatkarki czy występujący w tej samej klasie rozgrywkowej piłkarze ręczni? Oba zespoły występują pod historyczną nazwą Stal, grają w jednej hali, ale funkcjonują jako dwa oddzielne kluby. Okazuje się jednak, że nie są traktowane tak samo, przynajmniej zdaniem niektórych
Zaczęło się po niedzielnym meczu ekstraklasy piłkarzy ręcznych Stali Mielec i MMTS-u Kwidzyn. Trener szczypiornistów Stali Ryszard Skutnik na konferencji prasowej żalił się, że siatkówka w Mielcu jest traktowana lepiej niż piłka ręczna. Siatkówka, czyli występujące w PlusLidze Kobiet siatkarki Stali.

- Niektórzy ludzie z piłki siatkowej kobiet, jak po pierwszej kolejce byliśmy na pierwszym miejscu, pytali, czy zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie tabeli. Ja zdjęcia nie zrobiłem, dzisiaj po 18 kolejkach jestem na trzecim i czwartym miejscu. I nie muszę się tego wstydzić. Pewność tych ludzi jest taka, a nie inna, z tego względu, że drużyna siatkarska, co chce, to ma, a piłka ręczna ma ciągle pod górkę. Jesteśmy jak żebraki. Oni chcą matę na hali, to mają, a umowy były inne - opowiadał Skutnik.

- Nic takiego - uspokaja prezes Stowarzyszenia Piłki Ręcznej Stal Mielec Antoni Weryński. - Rozmawiałem już z trenerem o tym. Był rozemocjonowany po meczu z Kwidzynem. Chce w Mielcu zrobić wynik, ambitny jest. Zależy mu na tym. Ale nie można mówić, że ktoś ma lepiej lub gorzej. Mamy w Mielcu dwie ekstraklasy, powinniśmy być z tego dumni i trzeba robić wszystko, by to utrzymać. Z siatkówką współpracujemy, dogadujemy się - tonuje nastroje prezes Weryński.

- Nie ma konfliktu, nie ma sporów, nie ma lepszego traktowania - mówi z kolei Marek Woszczyński, prezes Klubu Piłki Siatkowej Kobiet Stal Mielec, nieco zaskoczony słowami trenera szczypiornistów. Przypomina, że na przykład oba kluby wspólnie startowały w przetargu na promocję poprzez sport ogłoszonym pod koniec ubiegłego roku przez urząd miejski i podzieliły się pieniędzmi.

Wypowiedź trenera szczypiornistów, nawet jeśli była emocjonalna, musiała być jednak czymś spowodowana. Najprawdopodobniej zamieszaniem z treningami przed meczami, które odbyły się w poprzedni weekend. Piłkarze ręczni i siatkarki treningi i mecze odbywają w hali MOSiR-u, na głównej sali. Los chciał, że obie drużyny grały ligowe mecze u siebie. Szczypiorniści walczyli o czołówkę tabeli, siatkarki o zachowanie szans na grę w play-off. Oba mecze wygrali gospodarze. Oba pokazywała telewizja Polsat Sport.

Takie spotkania zazwyczaj rozgrywane są na specjalnych wykładzinach. Tyle że ręczna korzysta z innej niż siatkówka. Szczypiorniści zrezygnowali ze swojej i zagrali na parkiecie. Tego chcieli też w klubie siatkarskim, ale nie zgodziły się władze ligi i zrobiło się zamieszanie. Siatkarki trenowały na wykładzinie. Ta była przed zajęciami zakładana, po treningu ściągana. To namieszało w grafiku zajęć w hali, a najbardziej zmieniły się plany szczypiornistom. I nie tylko pierwszej drużynie. Zespół juniorów Stali do półfinałów mistrzostw Polski musiał się przygotowywać w hali pobliskiego gimnazjum. A tam nie wolno używać niezbędnego w szczypiorniaku kleju. - To są jednak niewielkie kłopoty, nie oznaczają konfliktów. Wszystko jest do załatwienia i wyjaśnienia - po raz kolejny łagodzi sytuację prezes Antoni Weryński.