Sport.pl

Trzeba wygrać, by awansować dalej

Siatkówka. Pomimo zwycięstwa w pierwszym meczu 3:2 siatkarze Asseco Resovii muszą po raz drugi pokonać w środęj SCC Berlin, by awansować do kolejnej rundy europejskiego Pucharu CEV. Zadanie będzie utrudnione o tyle, że rzeszowianie zagrają w hali rywala
- Ten system rozgrywek jest na tyle chory, że ta wygrana 3:2 nie stawia nas w złej sytuacji przed rewanżem, bo tak czy tak musimy wygrać tam kolejny mecz - mówił po pierwszym spotkaniu Krzysztof Ignaczak, libero Asseco Resovii. Resoviacy wygrali wtedy po tie-breaku, ale tak na dobrą sprawę spotkanie mogło zakończyć się też w trzech setach, gdyby nie przestoje w rzeszowskiej ekipie. - Będziemy nad tym pracować - zapewniał trener rzeszowian Ljubo Travica.

W tym sezonie jednak w europejskich pucharach nie liczą się ani sety, ani małe punkty. Ważne są tylko zwycięstwa, a tych trzeba odnieść dwa, by awansować do kolejnej rundy. Jeśli oba zespoły wygrają po jednym spotkaniu, rozgrywany jest dodatkowy złoty set, grany tak jak tie-break - do 15. Jego zwycięzca przechodzi do dalszych rozgrywek. - Ten system faworyzuje zespoły, które drugie mecze grają u siebie. Na pewno nie będziemy mieli łatwo - dodaje Łukasz Perłowski, środkowy rzeszowskiej ekipy.

Berlińczycy są jednak z pewnością w zasięgu resoviaków, choć porażka w Rzeszowie była dla nich pierwszą przegraną w tym sezonie. Trener rywali zresztą wciąż daje obu zespołom po 50 procent szans na awans. - Mamy rewanż u siebie. Musimy wygrać mecz i złotego seta. Na pewno możemy awansować dalej - mówi Australijczyk Mark Lebedew, znany w Polsce z pracy w Jastrzębskim Węglu, gdzie był asystentem Włocha Roberto Santillego.

Jego vis-a-vis Travica przed środowym meczem po raz pierwszy w tym sezonie mógł ze swoimi podopiecznymi przeprowadzić pełny, tygodniowy cykl treningowy. Rzeszowianie bowiem w weekend nie grali (przełożony został ich mecz w PlusLidze ze Skrą Bełchatów), przez co mogli się poświęcić tylko i wyłącznie treningom. - Bardzo fajnie, że mogliśmy trenować cały tydzień [do tej pory Asseco Resovia grała cały czas w weekend i w środę - przyp. red.]. Można w końcu było popracować normalnie, mocniej, spokojniej. Widać, że to przynosi efekty, bo zespół wygląda lepiej - cieszy się szkoleniowiec Asseco Resovii, który miał w tym tygodniu do dyspozycji prawie cały skład. Pracować na treningach zaczęli bowiem też Amerykanin Ryan Millar, który ze względu na chorobę nie zagrał w pierwszym meczu z SCC Belin, oraz Niemiec Georg Grozer, także zmagający się z chorobą. Atakujący Asseco Resovii mimo choroby w pierwszym spotkaniu wystąpił. - Millar i Grozer czują się już dobrze. Jedynie Mateusz Mika nie trenuje na pełnych obrotach. Pracuje nad obroną, przyjęciem, ogólnie grą w tyłach. Delikatnie próbuje skakać, ale do Niemiec z nami jeszcze nie pojedzie - wyjaśnia Travica. W Niemczech zabraknie też drugiego szkoleniowca Asseco Resovii Andrzeja Kowala, który zamiast do Berlina poleciał do USA na konferencję trenerów.

Resoviacy do Niemiec wylecieli we wtorek, ale w hali, gdzie rozegrany zostanie mecz, trenować będą tylko w środę rano. - Przylatujemy na miejsce dość późno, dlatego będziemy mieli zajęcia tylko rano - wyjaśnia trener Travica i dodaje: - Nie ma co kombinować, tylko trzeba wygrać ten mecz. Takie są zasady, że wygrywać trzeba i u siebie, i na wyjeździe. Będziemy chcieli to uczynić, kontrolować mecz od początku do końca, by nie grać tego złotego seta.

Dla resoviaków spotkanie z berlińczykami będzie pierwszym w tym sezonie poważnym sprawdzianem. Do tej pory grali głównie o punkty w PlusLidze, gdzie do stracenia były co najwyżej pojedyncze "oczka" zaliczane do tabeli. Teraz ewentualna porażka może pozbawić ich dalszego udziału w rozgrywkach Pucharu CEV, a więc też pozbawić szans na zrealizowanie jednego z celów, czyli awansu do ostatecznych rozstrzygnięć w tych rozgrywkach. - To pierwszy taki mecz w tym sezonie, w którym musimy pokazać wszystko - charakter, walkę, i wytrzymać presję, jaka jest, gdy gra się o spore cele. Jeśli nasza gra będzie wyglądać tak jak ostatnie treningi, to będzie dobrze - mówi Travica i dodaje: - Wydaje się, że wszyscy zawodnicy są nastawieni tylko na mecz, skoncentrowani na nim, gotowi do walki.

Wszyscy w rzeszowskiej ekipie są jednak zgodni, że środowe spotkanie będzie zupełnie inne od tego, które rozegrały oba zespoły w hali Podpromie. - Przede wszystkim rywale zagrają w innym składzie. Do zespołu wróci już pewnie leworęczny przyjmujący [Łotysz Janis Smedins - przyp. red.], który gra bardzo równo w przyjęciu i ataku. Nie robi tylu błędów co Amerykanin [Scott Touzinsky - przyp. red.], który praktycznie tylko u nas wyszedł w szóstce. Tak to cały czas w pierwszym składzie wychodzi Smedins, który jest bardzo dobrym graczem - analizuje szkoleniowiec rzeszowian.

Początek spotkania o godz. 19.30. Bezpośrednią relację z meczu przeprowadzi Polskie Radio Rzeszów. Zwycięzca z tej rywalizacji w kolejnej rundzie spotka się z lepszym z pary: rumuńskie Dynamo Bukareszt - niemiecki evivo duren. W pierwszym spotkaniu 3:2 wygrało Dynamo.

marcin.lew@rzeszow.agora.pl