Ciężki mecz z Niemcami, ale wygrany

Siatkówka. Ponad dwie godziny męczyli się z niemieckim SCC Berlin siatkarze Asseco Resovii w pierwszym meczu drugiej rundy europejskiego Pucharu CEV. Ostatecznie rzeszowianie wygrali 3:2, ale w rewanżu za tydzień czeka ich niezwykle trudne zadanie
Niemcy do meczu w Rzeszowie nie przegrali jeszcze w tym sezonie żadnego spotkania. - Wiedzieliśmy, że to dobra drużyna, co potwierdziło się w tym meczu. Najważniejsze, że wygraliśmy - mówił po spotkaniu Ljubo Travica, trener Asseco Resovii. - To dopiero ich pierwsza porażka w tym sezonie. Mogliśmy oczywiście wygrać łatwiej, ale mogło być też dużo trudniej - dodał.

Feralne przestoje

Ostatecznie resoviacy zwyciężyli po tie-braku, ale już po trzech setach mogli cieszyć się z wygranej. Pierwsza i trzecia partia padły bowiem ich łupem, a w drugiej prowadzili już 19:14, by za chwilę zrobiło się 20:22. Co prawda rzeszowianie dociągnęli jeszcze do gry na przewagi, ale w tej więcej pewności siebie mieli rywale i wygrali do 27. - Ja wiem, że każdy by chciał, żebyśmy wygrywali po 3:0 w setach do 18 - stwierdził po meczu Krzysztof Ignaczak, libero Asseco Resovii, i dodał: - Wygrana cieszy, ale faktycznie musimy wyeliminować te przestoje, w których tracimy punkty seriami. Jeśli byśmy to wyeliminowali, to nasza gra wyglądała fajnie. Ale właśnie te przestoje rzutują na dalsze wydarzenia. To nas irytuje i przekłada się na kolejne elementy w grze, a przeciwnik łapie wiatr w żagle.

Przestój w drugiej partii nie był jedynym w tym meczu. Wcześniej, w pierwszej odsłonie, Resovia od początku narzuciła rywalom swój rytm gry. Prowadziła nawet 22:12, ale rywale odrobili połowę strat. - To już kolejny mecz w tym sezonie, gdy w końcówce seta prowadzimy dość wysoko i sami tracimy punkty. Trudno powiedzieć, skąd się to bierze. To jest chyba takie podświadome rozluźnienie - tłumaczył Łukasz Perłowski, środkowy Asseco Resovii. - Ten drugi set pokrzyżował nam plany. Niemcy poczuli, że udało im się zdobyć kilka punktów, i stali się pewniejsi. Ten set był przyczyną tego, że męczyliśmy się w pięciu setach - dodał. Trener Travica obiecuje pracę nad pozbyciem się przestojów. - Musimy je wyeliminować, bo takie coś może nas kosztować seta, a nawet mecz - twierdzi.

Wystraszeni Niemcy

Niemcy, choć zaprezentowali się całkiem przyzwoicie, mogli szybko wyjechać z Rzeszowa. Początek spotkania zupełnie im bowiem nie wyszedł i wyglądali na mocno zagubionych. - U siebie w lidze nie gramy przy tak licznej i żywiołowej publiczności, dlatego na początku meczu graliśmy zbyt bojaźliwie. Na szczęście później opanowaliśmy nerwy - tłumaczył szkoleniowiec gości Australijczyk Mark Lebedew, doskonale znany w naszym kraju (wcześniej był asystentem Włocha Roberto Santillego w Jastrzębskim Węglu).

Gdy berlińczycy już się rozkręcili, ich gra opierała się głównie na atakującym Serbie Aleksandrze Spirowskim, przyjmującym z Kuby Salwadorze Hidalgo i niemieckim środkowym Felixie Fischerze. Ta trójka zdobyła łącznie 61 punktów z 74, które SCC wywalczyło w tym meczu.

Miłych wspomnień z Rzeszowa ponownie nie będzie miał mistrz olimpijski Amerykanin Scott Touzinsky. Choć przyjmujący SCC na boisku przebywał niemal przez cztery sety, nie zdobył żadnego punktu i nie skończył żadnego z 14 ataków. Podobnie było przed rokiem, gdy Touzinsky grał w Rzeszowie w barwach B. Sehir Stambuł w rozgrywkach Ligi Mistrzów.

Musiał wejść Grozer

Rzeszowianie w środę musieli radzić sobie bez chorego Amerykanina Ryana Millara i kontuzjowanego Mateusza Miki. W spotkaniu miał nie zagrać również niemiecki atakujący Georg Grozer, który także był chory. W wyjściowym składzie zastąpił go Tomasz Józefacki, ale ten nie miał dobrego dnia. Dlatego od czwartego seta trener Travica sięgnął po główną armatę zespołu. - Miał nie grać. Można mu tylko podziękować, że mimo choroby zagrał i pomógł drużynie - stwierdzi szkoleniowiec. Grozer zagrał bardzo dobre spotkanie. Mimo iż na boisku przebywał tylko przez dwa sety, zdobył najwięcej punktów (18). W ataku miał 58-procentową skuteczność, a do tego dołożył dwa bloki i asa serwisowego. Co prawda nie uchroniło to rzeszowian przed przegraniem czwartej partii, ale w piątej pozwoliło wygrać seta i cały mecz. Dobre spotkanie zaliczył też włoski przyjmujący Asseco Resovii Matej Cernić.

Trudny rewanż

Rewanżowe spotkanie zaplanowano na środę 15 grudnia na godz. 19.30 w Niemczech. Resoviacy, by awansować, muszą ponownie pokonać rywali, bowiem w tym roku w europejskich pucharach, żeby awansować do dalszej fazy, trzeba wygrać dwa mecze lub jeden, a później "złotego seta" granego do 15. I nie ma znaczenia, w jakim stosunku wygrało się dane spotkanie. - Ten system rozgrywek jest na tyle chory, że wygrana 3:2 nie stawia nas w złej sytuacji przed rewanżem, bo i tak musimy wygrać tam kolejny mecz - mówi Ignaczak, a Łukasz Perłowski dodaje: - Na pewno nie będzie łatwo, tym bardziej że ten ewentualny "złoty set" faworyzuje zespoły, które drugie mecze grają u siebie.

Zwycięzca tej rywalizacji w kolejnej rundzie spotka się ze zwycięzcą z pary rumuńskie Dynamo Bukareszt - niemieckie Evivo Düren. W pierwszym spotkaniu 3:2 wygrało Dynamo.

Pierwszy normalny cykl

Zanim rzeszowianie polecą do Berlina na rewanżowe spotkanie, będą mieć tydzień spokojnego treningu. W weekend nie grają spotkania w PlusLidze, bowiem pojedynek ze Skrą Bełchatów został przełożony na 30 grudnia. - Dobrze, że jest ta przerwa, bo tempo jest mordercze. Teraz będzie okres podładowania akumulatorów, może złapiemy trochę świeżości - mówi Ignaczak. - Pierwszy raz w tym sezonie będziemy mieli normalny siedmiodniowy cykl treningowy. Szkoda trochę, że nie będę miał do dyspozycji wszystkich zawodników - dodaje trener Travica. W piątek być może do zespołu dołączy już Millar, a także na dobre zacznie trenować Grozer.



ASSECO RESOVIA3
SCC BERLIN2
Sety: 25:20, 27:29, 25:18, 23:25, 15:13.

Asseco Resovia: Baranowicz 3, Cernić 15, Perłowski 11, Józefacki 5, Akhrem 9, Grzyb 11 oraz Ignaczak (libero), Grozer 18, Ilić, Buszek 1.

SCC: Skach 3, Touzinsky, Fischer 15, Spirovski 25, Hidalgo 21, Korzenevics 6 oraz Krystof (libero), Smedins 4, Galandi, Schwarz, Krause.

Sędziowali: Svetoslav Tsekov (Bułgaria) i Serhiy Hulka (Ukraina).

Widzów: 3,9 tys.