Błąd za błędem i porażka z AZS-em

Siatkówka. Bez punktu wracają z Częstochowy siatkarze Asseco Resovii. Rzeszowianie przegrali z miejscowym Tytanem AZS-em 1:3 i po raz pierwszym w tym sezonie nie zdobyli nawet jednego punktu w spotkaniu PlusLigi
Rzeszowianie w Częstochowie zagrali bardzo słabo, a na tle perfekcyjnych niemal rywali prezentowali się, jakby byli mocno wystraszeni grą rywala. To podopieczni Ljubo Travicy byli przed tym spotkaniem faworytem. Można jednak powiedzieć, że sami, na własne życzenie, oddali ten pojedynek akademikom, bowiem tyle błędów własnych, ile popełnili resoviacy, mogłoby się zdarzyć w kilku spotkaniach. - Nie pamiętam takiego meczu, w którym zespół popełniłby aż tyle błędów. To one były przyczyną porażki - analizował trener Travica. Jego podopieczni oddali rywalom bezpośrednio aż 29 punktów właśnie po prostych błędach, a do tego aż siedem razy nie byli w stanie przyjąć zagrywki częstochowian.

Miejscowi natomiast grali jak profesorowie. Nie mylili się w ataku, często ponawiając swoje akcje i cierpliwie je kończąc. Nie zepsuli ani jednego ataku, choć nie wszystkie zbicia kończyli od razu. W porównaniu z resoviakami bardziej szanowali piłkę, oddając rywalom tylko 11 "oczek" po zepsutych zagrywkach. Ale odrobili to wspomnianymi siedmioma serwami punktowymi. - Zagraliśmy fajny mecz, już w Jastrzębiu pokazaliśmy, że potrafiliśmy dobrze grać - mówił po spotkaniu Dawid Murek, kapitan AZS-u, który stwierdził też, że przed spotkaniem częstochowianie czuli respekt przed rywalami. - Na boisku okazało się jednak, że rywal nie jest taki straszny. Nie robiliśmy błędów w ataku, dzięki czemu wygraliśmy - dodał Murek.

Miejscowi od początku pierwszego i drugiego seta nadawali ton wydarzeniom na boisku. Mocno zagrywali, sprawiając spore problemy rzeszowskim przyjmującym. Sami natomiast przyjmowali znakomicie, przez co ich rozgrywający Fabian Drzyzga mógł rozrzucać rzeszowski blok. - Zagrał bardzo dobrze, obdarowywał piłkami równo wszystkich, co przynosiło nam łatwe punkty, i zasłużenie dostał nagrodę MVP - chwalił kolegę Bartosz Janeczek, atakujący akademików, który szczególnie w pierwszym secie był nie do zatrzymania. Później nie kończył już wszystkich ataków, ale i tak prezentował się o dwie klasy lepiej od swojego vis-a-vis, Niemca Georga Grozera.

Atakujący Asseco Resovii wyraźnie nie miał swojego dnia, grając na zaledwie 33-procentowej skuteczności w ataku. Niemiec aż dziewięć ataków posłał w aut, cztery razy został zablokowany, a w polu zagrywki zepsuł aż osiem serwów, czyli połowę z wykonywanych, choć nie zawsze uderzał z całej siły. Właśnie jego punktów zabrakło przyjezdnym, a jego zmiennik Tomasz Józefacki pojawił się na boisku tylko na jedną akcję. Po kontuzji nie jest jeszcze w pełni zdolny do gry.

Rzeszowianie zdołali wygrać trzecią partię, prowadząc od jej początku, choć w końcówce był jeszcze remis (po 23), właśnie po blokach na Grozerze. W czwartym secie jednak resoviacy nie zdołali dowieźć do końca czteropunktowej przewagi (13:9). Nie pomogła nawet znakomita postawa Białorusina Aleha Akhrema, który dwoił się i troił w polu zagrywki i w ataku. "Na siatce" Akhrem grał na prawie 70-procentowej skuteczności. - Robiliśmy za dużo błędów, nie graliśmy jak drużyna - żałował Akhrem i dodał: - Mam nadzieję, że wyciągniemy wnioski i rozumiemy swoje błędy i w najbliższym meczu będzie już lepiej.

W Częstochowie po raz pierwszy od początku mecz rozpoczął w barwach Asseco Resovii Włoch Matej Cernić. Zagrał przyzwoicie w przyjęciu (67 procent) i w ataku (64 procent). Jednak dopiero gdy w trzecim secie na boisku pojawił się za niego Rafał Buszek, resoviacy byli w stanie nawiązać walkę z miejscowymi.



TYTAN AZS CZĘSTOCHOWA3
ASSECO RESOVIA1
Sety: 25:22, 25:16, 23:25, 25:23

Tytan AZS: Drzyzga 4, Gierczyński 14, Wiśniewski 11, Janeczek 22, Murek 10, Nowakowski 8 oraz Dębiec (libero), Gradowski, Sobala, Hebda, Oczko.

Asseco Resovia: Baranowicz 1, Cernić 9, Perłowski 7, Grozer 17, Akhrem 23, Grzyb 5 oraz Ignaczak (libero), Buszek 5, Millar 6, Kosok 2, Józefacki.

WYNIKI POZOSTAŁYCH MECZÓW I TABELA W "GAZECIE SPORT".